poznajcie austina feinsteina

Ten 17-latek jest młodym muzykiem i nową gwiazdą marki Saint Laurent.

tekst Tish Weinstock
|
16 Grudzień 2015, 3:20pm

Niedopowiedzeniem byłoby, gdybyśmy napisali, że Austin Feinstein czuje muzykę albo że jest ona jego pasją. Ona jest jego częścią. Austin pisze i nagrywa, od kiedy skończył 13 lat, a dzisiaj wraz ze swoim zespołem Slow Hollows próbuje wybić się na undergroundowej scenie muzycznej w Los Angeles. Ponadto, ten utalentowany 17-latek wystąpił ostatnio jako model w pokazie Saint Laurent. Zespół marzy o współpracy z Fioną Apple i Devem Hynesem, a my mamy przeczucie, że pewnego dnia Slow Hollows zrobią zawrotną karierę.

Jakiej muzyki słuchałeś, kiedy dorastałeś?
W moim domu nigdy nie leciały kawałki z jednego, konkretnego gatunku. Rodzice mieli swoich ulubieńców, ale nigdy nie zmuszali mnie, żebym słuchał kogoś konkretnego, albo w ogóle doceniał muzykę. Można powiedzieć, że sam odkryłem swoją pasję. Oczywiście, podziwiałem różnych ludzi, więc jak gąbka chłonąłem muzykę, którą puszczali. Nikt nie wciskał mi nic na siłę. Radiohead, Jon Brion, Elliott Smith, Lou Reed i The Velvet Underground oraz Christopher Owens - to tylko niektórzy z artystów, którzy wywarli na mnie wpływ. Oczywiście, słuchałem także takich klasyków jak Nirvana czy The Beatles.

Jakie plakaty wisiały w twoim pokoju?
Pamiętam, że wisiało u mnie kilka plakatów ze starych filmów, takich jak Frankenstein i Godzilla. Miałem też oprawiony plakat ze „Szkoły Rocka". Akurat, gdy ten film wszedł do kin, zacząłem się interesować gitarą. Naturalnie, miał wielki wpływ na moje życie i na decyzje, jakie do tej pory podjąłem.

Kiedy wpadłeś na pomysł założenia Slow Hallows?
Pisałem i nagrywałem własne utwory od kiedy skończyłem 13 lat. Od zawsze chciałem założyć zespół, dzięki któremu miałbym okazję zaśpiewać swoje piosenki na żywo. Miałem bzika na tym punkcie, szukałem odpowiedniego brzmienia i ludzi. Kiedy byłem w liceum, przez wspólnego znajomego poznałem Nicka Santanę, który został moim najlepszym przyjacielem. Od zawsze podziwiałem jego zaangażowanie i życzliwość, a do tego wymiatał na perkusjii, więc poprosiłem go, aby ze mną występował. Przez kilka miesięcy graliśmy we dwójkę, a potem dołączył do nas znajomy basista, Jamie Atkinson. Pod koniec 2013 roku doszedł jeszcze gitarzysta, Dylan Thinnes.

Skąd wzięła się nazwa zespołu?
Chciałbym, żeby to miało jakieś głębsze znaczenie, ale niestety... Na początku występowaliśmy jako Hollows, ale okazało się, że istnieje mnóstwo mniejszych zespołów o tej samej nazwie. Dlatego dodaliśmy „Slow". Zdobyliśmy już grupkę fanów, więc nie mogliśmy zupełnie zmienić nazwy.

Jak opisałbyś wasze brzmienie?
To trudne pytanie. Kiedy pada słowo „rock", odbiorca od razu myśli o konkretnych kapelach i utożsamia z nimi naszą muzykę. Jeżeli bym po prostu powiedział, że gramy rocka, to teraz byś się zastanawiał: czy bliżej nam do The Strokes, czy może do Korna? Nie lubię określać brzmienia jednym gatunkiem, ale myślę, że nasze jest post-punkowe. Gramy dziwne sekwencje i staramy się, aby nasze kawałki nie były monotonne. Nie chcę, aby ktoś posłuchał tylko jednej piosenki i pomyślał „okej, już znam ich styl".

Jakie jest twoje największe dotychczasowe osiągnięcie?
Nie jestem pewny, czy istnieje jeden, najważniejszy moment w naszej karierze. Przez ostatnie dwa lata rozwijaliśmy się powoli i jestem zadowolony z tego, co osiągnęliśmy. Nie chcemy być zespołem, który zapamiętano przez pryzmat jednego wydarzenia. Całą ta muzyczna podróż jest ważna. Wszystkie koncerty, które zagraliśmy były świetne, poznaliśmy niesamowitych ludzi i zebraliśmy dobre recenzje. 

Kto lub co cię inspiruje?
Dojrzewanie i muzyka, której akurat słucham. Moje inspiracje ciągle się zmieniają.

Jakie to uczucie grać z takimi zespołami jak The Garden i Cherry Glazerr?
Te występy to zawsze dobra zabawa. Publika jest bardzo niesforna. Członkowie obu zespołów to mili ludzie, uwielbiamy z nimi grać.

Jeśli mógłbyś wybrać kogoś do muzycznej współpracy, kto by to był?
Fiona Apple, Julina Casablancas i Dev Hynes. Chcę, żeby nasz następny album był wynikiem pracy grupy różnych artystów. Raczej nie będzie to Fiona, Julian czy Blood Orange, ale może pewnego dnia…

W tym roku szedłeś w pokazie dla Saint Laurent. Czy interesujesz się modą?
Nie aż tak, jak muzyką, ale na pewno ją doceniam. Dlatego ostatni pokaz Saint Laurent był niesamowity, poznałem wiele świetnych osób i mam nadzieję, że tam wrócę.

Co jeszcze oprócz muzyki cię kręci?
Kręci mnie tylko muzyka.

Nad czym obecnie pracujecie?
Pod koniec roku wypuścimy krótki filmik. Nie chcę zdradzać zbyt wielu szczegółów, ale będzie współgrał z ostatnim albumem „Atelophobia". Po prostu chcemy tworzyć sztukę, rozwijać się i być czymś więcej, niż tylko zespołem.

slowhollows.bandcamp.com

Przeczytaj też:
Saint Laurent Paris jesień/zima 15
Z podziemia na wybiegi - renesans alternatywy
Muzyka nowych horyzontów

Kredyty


Text Tish Weinstock
Photography Daria Kobayashi Ritch

Tagged:
Saint Laurent
Austin Feinstein
Wywiady
muzyka
Newsy
slow hollows