Reklama

abbey lee w najnowszym filmie modowym kenzo

Zobacz nowy projekt twórcy „Mandarynki".

tekst Stuart Brumfitt
|
03 Luty 2016, 2:05pm

Spike Jonze i Gregg Araki to tylko niektóre nazwiska reżyserów, z którymi pracowali dyrektorzy kreatywni Kenzo -- Humberto Leon i Carol Lim. W ostatnim projekcie „Snowbird" kontynuują swoje dzieło, łącząc modę i film we współpracy z reżyserem „Mandarynki", Seanem Bakerem oraz producentką muzyczną i piosenkarką, Stephonik Youth. Baker, który zdobył uznanie za swój ubiegłoroczny film o społeczności trans (który jednak nie został nominowany do Oskara), tym razem zwraca uwagę na ludzi żyjących w przyczepach kempingowych na kalifornijskiej pustyni. Aktorka i modelka Abbey Lee (w roli Theo) przechadza się po pustyni i odwiedza ekscentrycznych mieszkańców, częstując ich olbrzymim tortem i prowadząc przy tym zwykłe rozmowy. „Z jakiej to okazji?", pyta jeden z nich, na co Theo odpowiada: „Nie wiem, czasami dobrze jest zjeść tort, bez żadnej okazji".

„Snowbird" jest fascynujący. Oglądając go ciężko odróżnić dialogi, które zostały wcześniej napisane, od naturalnych reakcji. Jak osiągnęliście ten efekt?

Ekipie Kenzo podobała się „Mandarynka". Zaproponowali mi współpracę i od razu się zgodziłem. Akurat wtedy interesowało mnie pole campingowe Slab City. W scenariuszu zawarłem krótki akapit, który miał wyjaśnić mój zamysł: „Musicie zrozumieć, na czym w tym przypadku polega moja praca. Chciałbym zmieszać amatorów z bardziej doświadczonymi aktorami. Będziemy improwizować, opierając się na niektórych scenach i pomysłach, które pojawią się podczas rozmów".

Abbey Lee jest tu jedyną profesjonalną aktorką.

Wiedzieliśmy, że musimy mieć jedną główną postać, ale chodziło przede wszystkim o prawdziwe rozmowy. Powiedzieliśmy wszystkim: „Taki mamy zamysł, a taki efekt chcemy uzyskać". Wszyscy byli amatorami (oprócz Abbey i Clarence'a Williamsa III, który pojawił się na końcu) i świetnie sobie poradzili. To dzięki temu, że poświęciliśmy trochę czasu na skompletowanie obsady. Przed zdjęciami odwiedziłem Slab City dwa razy - szukaliśmy ciekawych ludzi. Mimo to byłem zaskoczony i szczęśliwy, bo okazali się genialnymi i szczerymi aktorami. Na samym początku Jean, starsza kobieta, mówi: „Dlaczego idziesz do Boba? Bo go kochasz". W scenariuszu padały takie aluzje, ale nie było to napisane wprost. A Jean powiedziała to prosto z mostu. To zbudowało dalszą część filmu.

Przypomina mi to trochę dokument „Bombay Beach".

Tak, oczywiście! Osada „Bombay Beach" jest dosłownie 15 minut drogi od Slab City. Bardzo dobre skojarzenie. Jest nawet położona po tej samej stronie Salton Sea. W Stanach niewiele ludzi mówi o Bombay Beach. A szkoda.

Abbey Lee jest świetna w swojej roli. Jak ci się z nią pracowało? Grała już w kilku większych filmach, a jeszcze w tym roku zobaczymy ją w „The Neon Demon".

Nie mogę się doczekać tego filmu. Abbey widziała „Mandarynkę" i skontaktowała się ze mną. Na początku nie wiedziałem, co myśleć. Nie byłem pewny, czy potrafi grać. Obejrzałem jeszcze raz „Mad Max" i przyglądałem się jej, ale potem stwierdziłem, że powinienem po prostu zadzwonić i z nią porozmawiać. Później zdałem sobie sprawę, że będzie idealna do tej roli. Naprawdę chce zostać aktorką i improwizować. Im więcej mówiłem, tym bardziej byłem o tym przekonany. Byłem bardzo zadowolony z jej roli. Była subtelna, nie próbowała być w centrum uwagi w każdej scenie. Pozwoliła innym się poprowadzić i widać w tym mnóstwo pewności siebie. Oczywiście to na pewno również zasługa jej wyglądu, ale też czegoś więcej. Abbey doskonale sobie poradziła.

Jak pracowało ci się z Kenzo? Wiem, że Humberto i Carol są otwarci.

Pracowało mi się z nimi bardzo łatwo. Doskonale znałem postać Theo, którą grała Abbey i wiedziałem, że wystąpi w jednym stroju. Ubrania z Kenzo w ogóle by się nie pojawiły, jeśli nie założyliby ich inni aktorzy. Postanowiliśmy, że „musimy to zrobić, ale w naturalny sposób". Prawdę mówiąc zapomniałem, że używamy ubrań z Kenzo. Heidi Bivens, która zajmowała się stylizacjami, sprawiła, że wszystko przebiegło gładko. Jeżeli uważnie się przyjrzysz, pomyślisz sobie „To jest klasa wyższa społeczności Slab City". Heidi przebywała z nimi, żeby poznać ich osobowość i to, co robią i jak się ubierają. Wybrała stroje na podstawie tego, kim są ci ludzie.

Ponownie użyłeś iPhone'a. Czy to stały element twojej twórczości czy masz zamiar w przyszłości go zmienić?

Na początku mieliśmy kręcić drogimi kamerami HD. Później zrozumiałem, jak ważne były dla nas iPhone'y. Wpłynęły na dynamikę nieprofesjonalnych i debiutujących aktorów. Dlatego chciałem to powtórzyć, ale na większą skalę. Mya i Kiki (w „Mandarynce") studiowały aktorstwo. Jeśli chodzi o ten projekt, pomyślałem sobie: „Pojadę do Slab City i nagram film z ludźmi, którzy nie aspirują do aktorstwa, używając iPhone'ów. Sprzęt zajmie mniej miejsca, będziemy bardziej mobilni i nie będziemy ich przerażać". Spontaniczne ujęcia, która udaje się uchwycić, są zupełnie inne. Dlatego tym razem iPhone'y nadawały się idealnie, ale do następnego projektu użyję już taśmy filmowej.

Czy byłeś zawiedziony, że nie dostałeś żadnej nominacji do Oscara?

Już dawno straciłem wiarę w Oscary i Akademię. Spójrz tylko, dlaczego powstały - żeby sprzedać więcej biletów. Wszystko zależy od tego, ile pieniędzy wykroisz na promocję. Współpracuję z dystrybutorem ze Stanów Zjednoczonych - Magnolia - jest bardzo pomocny. Ale nie ma takiego zaplecza jak studia, dlatego ciężej im działać. Co ważniejsze, myślę, że Akademia nie dostrzega, co dzieje się dookoła. Nie zwracają uwagi na różnorodność. Mieli naprawdę dobre okazje, żeby nominować aktorów różnych ras, nie tylko z mojego filmu, ale też z „Creed: Narodziny legendy" i „Straight Outta Compton". Postanowili tego nie robić - to smutne. Łudzimy się, że jako społeczeństwo robimy postęp, a w sztuce, która powinna być bardzo liberalna i otwarta, wcale tak nie jest.  

Nad czym teraz pracujesz?

Staram się dopiąć wszystko, żeby zacząć kręcić nowy film już latem. Nic nie jest jeszcze pewnie, ale w tym wypadku dostaliśmy oferty od inwestorów, którzy wyrazili zainteresowanie projektem. Nie dali nam jeszcze kluczy do miasta, ale wygląda na to, że zdobędę trochę funduszy.

Jaki będzie następny projekt?

To film skupiający się na dzieciach, które mieszkają w Orlando na trasie 192. Pod względem realizmu społecznego będzie podobny do „Mandarynki", ale nie tak nadpobudliwy. Wiele osób, którym „Mandarynka" podobała się ze względu na brak muzyki, może się rozczarować, ale ja już nie mogę się doczekać. Muszę dobrze zgłębić temat, zanim zacznę kręcić. Trasa 192 leży niedaleko Magic Kingdom (Disneylandu). To co się tam dzieje, jest bardzo smutne - wiele rodzin żyje w biedzie zaraz obok wielkiego parku rozrywki. A to wszystko przez kryzys mieszkaniowy i ekonomiczny. Ludzie nadal nie mogą się po tym pozbierać. Są tam dzieci, które dosłownie spędzają całe dzieciństwo w motelach. Chcę się na nich skupić. Mamy historie jak z pierwszych filmów Kena Locha, które skupiają się na najmłodszych, którzy starają się przetrwać ciężkie czasy: przeżywają wakacyjne przygody, bawią się i nie rozmyślają o przeciwnościach losu. A w tle zobaczycie ich środowisko.

Przeczytaj też:
Kenzo stawia na insta-dzieciaki
Wiosna/lato 16: dookoła świata z Kenzo
„Mandarynka", czyli sensacja festiwalu Sundance

Tagged:
abbey lee
Kenzo
Sean Baker