viviane sassen o abstrakcji i tym co nieuchwytne w fotografii

Holenderska fotografka w czarno-białych zdjęciach portretuje potomków zbiegłych niewolników, a wszystko w tropikalnych lasach w Surinamese.

tekst Felix Petty
|
16 Luty 2015, 3:52pm

Cell, 2013 © Viviane Sassen. Courtesy the artist and Stevenson Gallery

Nowa wystawa holenderskiej fotografki to ujęcia z życia mieszkańców oraz krajobraz wioski Piki Slee w Surinamese. Viviane odeszła daleko od swojego charakterystycznego stylu. Dorastała w Kenii, jest znana z fantastycznych zestawień kolorów i umiejętności intrygującego przedstawiania ciała - zastygłego w hipnotycznych pozach, jakby nie z tego świata. Ale jej ostatnie serie, które tworzą tematyczną oraz stylistyczną relację z albumami Flamboya oraz Parasomnia, redukują naturalny urok dżungli w dokumencie o plemiennym i rdzennym społeczeństwie, do serii czarno-białych abstrakcji. Maroons z Suriname porusza temat potomków zbiegłych niewolników, którzy osiedlili się w lasach tropikalnych, tworząc przy tym odizolowane od świata kolonie. Ta izolacja była najtrudniejszą rzeczą, z którą musiała sobie poradzić Viviane. Wycieczka do Pikin Slee to trzydniowa podróż kajakiem, bez dróg, infrastruktury, elektryczności, czy samochodów.

Zdjęcia Viviane są gdzieś pomiędzy dokumentem a modą, ciszą a hałasem, kolorem a prostotą. Te przeciwieństwa są stałym motywem fotografii z Pikin Slee. „Mam nadzieję, że niektórzy spojrzą na te zdjęcia i zobaczą siebie, niczym w lustrzanym odbiciu."

Blue Shoulder, 2013 © Viviane Sassen. Zdjęcia dzięki uprzejmości artystki i Stevenson Gallery 

Co sprawiło, że przyjechałaś do Pikin Slee?
Odkąd Suriname jest byłą kolonią holenderską mieszka tam wspólnota z Holandii. Zawsze chciałam odwiedzić ten kraj i poznać jego kulturę. Kilku moich znajomych ma dom w Suriname, więc tam pojechaliśmy, pierwszy raz jako turyści. Inny znajomy opowiedział mi o Pikin Slee, ponieważ był zaangażowany w kulturalny projekt w tej wiosce.

Co skłoniło cię do robienia zdjęć mieszkańcom i otoczeniu?
Byłam zaintrygowana pięknem, przytłaczającą naturą i interesującą kulturą. Wioska jest odcięta od zewnętrznego świata. Możesz się tam dostać jedynie kajakiem płynąc rzęką przez trzy godziny. Nie ma tam żadnych dróg, samochodów, ani internetu. Nie ma dostępu do bieżącej wody, a elektryczności starcza jedynie na trzy godziny. W jakiś sposób przypomina mi to moje czasy młodości, które spędziłam w Kenii w latach 70.

Jak wyglądał sam proces robienia zdjęć?
Mieszka tam grupa pięciu Rastafarian, którzy są artystami, rzeźbią z drewna przepiękne meble i figurki. Odgrywają niezwykle ważną rolę w wiosce, pomogli mi w projekcie. Najpierw zapytałam ich przywódce o zgodę, kiedy przytaknął wszyscy Rastafarianie pomagali mi w robieniu zdjęć.

Dlaczego zdecydowałaś się robić zdjęcia głównie czarno-białe, podczas gdy twoje prace są znane z użycia kolorów?
Chciałam spojrzeć na otaczający mnie świat z prostszej, nieskomplikowanej perspektywy. Trochę przyciszonej. Żeby można było zawiesić wzrok na tych zdjęciach i odnaleźć piękno i znaczenie roli jaką odgrywają detale. Próbowałam robić rzeźby z codziennych przedmiotów, tworzyć porządek w chaosie, myślę, że czarno-biała fotografia mi w tym pomogła.

Warrior, 2013. © Viviane Sassen. Zdjęcia dzięki uprzejmości artystki i Stevenson Gallery 

Suriname była kiedyś holenderską kolonią, czujesz jakiś związek między ludźmi z Pikin Slee a Holendrami?
Założyciele wioski Pikin Slee nazywają siebie Maroonami. To byli zbiegli niewolnicy, którzy pracowali na holenderskich plantacjach i kiedy uciekli osiedlili się w dżungli. Tak właśnie został założony Pikin Slee. Wciąż jestem w szoku, że mogę rozmawiać z tubylcami po holendersku w środku południowo-afrykańskiej dżungli. To są historyczne wpływy…szaleństwo!

Czy coś wpłynęło na ciebie podczas robienia zdjęć?
Nie wpłynęły na mnie za bardzo inne dokumentacje dotyczące rdzennych i wyizolowanych społeczeństw, zawsze staram się kierować sercem, nie głową. Mam intuicję i tak pracuję, żeby patrzeć na świat w sposób przejrzysty i otwarty, trochę tak jak dziecko. I mimo, że jestem świadoma tych wszystkich rzeczy, staram się nie dać zmanipulować politycznymi czy kulturalnymi uprzedzeniami.

Wspomniałaś o poszukiwaniu „prostoty fotografii" w tych pracach, myślisz, że udało ci się to osiągnąć?
Osobiście, dla mnie, to był powrót do korzeni. Zresetowałam oko i umysł. Mimo, że miałam bardzo silny formalny punkt wyjścia, chciałam żeby zdjęcia zachowały duszę. Aspekt animizmu jest bardzo wyraźny w tej, jak i w innych kulturach. Ciekawi mnie ta koncepcja, mitologia kultur i to, jak zacierają się granice między tym co fizyczne i duchowe.

Często wspominasz też o swoim dzieciństwie w Afryce, widzisz podobną, post-kolonialną narrację w pracy w Suriname? Czy to jest zbyt polityczna i uproszczona interpretacja twoich prac?
Moje prace są często niezrozumiałe. Wiele osób ma ugruntwane zdanie na temat innych kultur, co prowadzi do ignorancji czy ksenofobii. Mam jednak nadzieję, że niektórzy patrząc na moje zdjęcia odnajdą siebie.

vivianesassen.com

Latum, 2013 © Viviane Sassen, Zdjęcia dzięki uprzejmości artystki i Stevenson Gallery

Kredyty


Tekst Felix Petty
Zdjęcia © Viviane Sassen

Tagged:
Wywiady
Kultura
ICA
Viviane Sassen
pikin slee