ciemna strona amerykańskich, bogatych dzieci

Dwudziestokilkuletnia fotografka, Isabel Magowan dokumentuje momenty, w których na idealnie gładkiej powierzchni białej, uprzywilejowanej Ameryki pojawiają się rysy.

|
wrz 9 2015, 2:15pm

Na jednym z najbardziej przejmujących zdjęć Isabel Isabel Magowan, trzy małe dziewczynki w kolorowych, tanecznych strojach robią szpagat na tle białego płotu. Fotografia stanowi część projektu pt. Cygnets [łabędziątka], który w większej części powstał podczas jej (ukończonych już) studiów magisterskich na uniwersytecie w Yale, na wydziale sztuk pięknych. Jako dawna balerina z Manhattanu, fotografując portrety amerykańskich minibaletnic, Magowan miała przed oczami małe łabędzice z Jeziora Łabędziego. Widzimy płaczącą dziewczynę w otoczeniu maskotek, matkę poprawiającą różową sukienkę swojej córki oraz małe tancerki w trykotach.

Fotografka miała na myśli także ciemną naturę łabędzi (oraz małych dziewczynek). Gdy jako dziecko Isabel odwiedzała swoją babcię w ośrodku opieki, jeden budynek nazywał się Swan House [ang. swan - łabędź], a drugi - Cygnets [ang. cygnet - łabędziątko]. Poza tym pewnego razu Isabel wraz z koleżanką poszły wykąpać się w jeziorze i zostały zaatakowane przez gigantyczne łabędzie. „To są niezwykle przerażające zwierzęta, są cholernie agresywne", rozpamiętuje dziewczyna. Ten złowieszczy podtekst, kryjący się za malowniczą oprawą, jest obecny we wszystkich fotografiach Isabel. Wiele jednak zależy od młodych modelek, ponieważ mimo wszystko mogą decydować one, jaki wydźwięk będą miały poszczególne zdjęcia. „One przekształcają się w dorosłe osoby i na podstawie tego, jaki komunikat otrzymują, albo robią się zgryźliwe, albo nie".

Istnieje głęboka tradycja eleganckich kobiet, które stronią od społeczeństwa, by w zamian za to tworzyć na tej podstawie sztukę. Mowa o Julii Margaret Cameron, Edith Wharton, a nawet w pewnym stopniu o Sofii Coppoli. Wprawdzie Isabel robi zdjęcia od niespełna czterech lat, to jednak sukcesywnie zmierza właśnie w tym kierunku, kwestionując i dokumentując świat wokół siebie. Na większości fotografii znajdują się jej bliscy: rodzice, kuzyni, najlepsi znajomi. 

„To, jak zostałam wychowana, to po części zasada mówiąca, żeby na zewnątrz wyglądać ok, tak, aby ludzie cię nie oceniali", mówi. „W przeciwieństwie do postawy pt. 'tak wyglądam, tak chcę wyglądać i to jest ok, że wyglądam inaczej, niż ci wszyscy ludzie'. To jest taka dziwna wrażliwość typowa dla klasy średniej, zważywszy na tematy i kwestie, które mnie interesują. Myślę, że to dotyczy sposobu, w jaki zostałam wychowana, z czym wiąże się próżność, materializm i pożądanie".

Przede wszystkim jednak należy zadać sobie pytanie, co dzieje się, gdy ta słodka fasada w kwieciste wzorki zaczyna się osypywać? „Interesuje mnie wartość oczekiwana, ale przede wszystkim moment zgrzytu", mówi. „Co dokładnie oznacza to, że nie mamy ochoty żyć takim życiem, jakie dyktują nam inni?"

Ta fascynacja „zgrzytem", upadkiem i rezygnacją wywodzi się z życiowego scenariusza Isabel. Gdy jej perfekcyjna kariera baletnicy rodem z bajki zakończyła się (wraz z kilkoma operacjami na biodro oraz psychicznym rozdarciem), dziewczyna musiała sama dowiedzieć się, kim dokładnie jest. „Gdy rzuciłam balet, na pewno czułam się nieswojo, bo nie studiowałam, nie tworzyłam sztuki. Po prostu czułam się jak taka dziwna, ekscentryczna osoba bez szczególnego talentu ani drogi, dzięki której mogłabym siebie wyrazić". I dlatego Isabel zaczęła robić zdjęcia. 

kadr z filmu, Isabel MaGowan

Poza zdjęciami fotografka zaczęła nagrywać też filmy: jej wideo pt. Cake Lady to przerażająca wersja bajki o Jasiu i Małgosi z szaloną kobietą, siedzącą samotnie w bajkowej kuchni. „Interesuje mnie sztuczność i wystudiowana sceneria", przyznaje fotografka. „Zawsze o tym myślę, gdy przypominam sobie występy w Dziadku do orzechów, które odbywały sięjakieś 24 razy w ciągu miesiąca. Siłą rzeczy, non stop znajdujesz się w tej scenerii. Na scenie musieliśmy udawać, że jemy wszystkie te sztuczne torty i sztuczne słodycze. I one wszystkie wyglądają bardzo kusząco, ale nie można ich zjeść, bo przecież są sztuczne". W pozostałych wideo można zobaczyć samą Isabel, w kostiumach i wśród scenerii, przypominających upiorną wersję zdjęć Tiny Barney.

Od czasu do czasu Isabel wykonuje też odpłatne zdjęcia portretowe i jak sama zauważyła, często powtarza się moment, w którym matki podszczypują swoje dzieci. „Wydaje się, że to taka pieszczota, ale też przejaw kontroli", wyznaje. „Podoba mi się taka rzeczywistość, w której obie te rzeczy mogą mieć miejsce. Ja nie chcę jedynie tworzyć ilustracji. Chcę tworzyć rzeczy, które będą odbijać się echem i popychać ludzi w różnych kierunkach, nawet jeśli nie będą wiedzieć, dlaczego". 

isabelmagowan.com

Zobacz też: Ostatnie segregowane rasowo bale maturalne w Georgii.

Kredyty


Tekst: Rory Satran
Tłumaczenie: Zuza Bień
Zdjęcia dzięki uprzejmości Isabel MaGowan