Reklama

gdy feminizm staje się zbrodnią

Od przesłuchań za zdjęcia na Insta po aresztowania za aktywizm: oto rzeczywistość irańskich feminsitek.

tekst Edward Siddons
|
24 Sierpień 2016, 3:57pm

„Życie w ucisku oznacza, że nie ma się żadnego wyboru", stwierdziła w 1984 roku pisarka bell hooks. W 2016 roku irańskie feministki rozumieją to zbyt dobrze. W Iranie noszenie hidżabu jest obowiązkowe, gwałt popełniony przez męża nie jest przestępstwem, a prawo dotyczące małżeństw i rozwodów jest wypaczone na korzyść mężczyzn. Policja moralności patroluje ulice i pilnuje, żeby kobiety były wystarczająco skromne. Często słyszy się doniesienia o przesłuchaniach za „niestosowne siedzenie" i niezakrywanie ciała, nawet wśród dziewczynek poniżej dziesiątego roku życia.

W ciągu ostatnich sześciu miesięcy służby wywiadowcze i Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (jedna z dwóch gałęzi irańskich sił zbrojnych, której celem jest obrona porządku) położyły jeszcze większy nacisk na ruchy feministyczne. Niezliczone aktywistki zostały zatrzymane, przesłuchiwane (przy czym obrzucano je obelgami związanymi z płcią) i więzione, jak podaje raport Amnesty International. Magazyn poświęcony prawom kobiet, Zanan-e Emrooz, został zmuszony do zamknięcia za artykuł, który podobno miał promować „antyspołeczne i niezgodne z religią zjawisko, zwane białym małżeństwem", czyli po prostu mieszkanie z partnerem przed ślubem. The Feminist School, strona poświęcona szerzeniu feministycznych idei i teorii w Iranie od lutego nie publikuje nowych treści. Aresztowania za wrzucanie na Instagrama fotek bez chust na głowie oraz ruch mężczyzn, którzy na znak solidarności włożyli hidżaby zamiast swoich córek i partnerek, zwróciły uwagę młodszego pokolenia na całym świecie, ale problem systematycznej opresji ruchów kobiet jest o wiele głębszy, niż sobie wyobrażamy.

Aktywiści z akcji The Campaign to Change the Male-Dominated Face of Parliament (Kampania na rzecz zmiany zdominowanego przez mężczyzn oblicza parlamentu) zostali wzięci na celownik. Ruch walczył o większą reprezentację kobiet w parlamencie, wytykając konkretnym politykom kiepskie podejście do praw kobiet. Chcieli także pięciokrotnie zwiększyć liczbę kobiet w parlamencie. Wielu prawników, aktywistów i uczonych związanych z tą kampanią wciąż przebywa w areszcie, np. w więzieniu Evin w Teheranie, które jest znane z łamania praw człowieka.

Fala zatrzymań to w zasadzie kryminalizacja feminizmu, jak twierdzi Raha Bahreini, irańska badaczka Amnesty International. „W ciągu kilku ostatnich lat ruchy kobiet zostały brutalnie stłamszone. Władze oskarżają aktywistów działających na rzecz kobiet o szpiegostwo, zmowę z zagranicznymi rządami i chęć zburzenia porządku publicznego i obalenia systemu politycznego", wyjaśnia. Czyli w skrócie „porównują feminizm i działanie na rzecz kobiet z wykroczeniami przeciwko bezpieczeństwu narodowemu".

Sytuacja ponuro kontrastuje z optymizmem, który wiele feministek czuło w 2013 roku, po wybraniu prezydenta Hasana Rouhaniego — w końcu sam twierdził, że ma umiarkowane poglądy i zakładano, że wprowadzi reformy. Jego elekcja dała nadzieję aktywistom, żyjącym pod żelazną pięścią jego poprzednika, Mahmuda Ahmadineżada — ultrakonserwatywnego populisty, który w 2009 roku brutalnie stłumił protesty, podważające ważność wyborów. Ruch Zielonych był powstaniem przeciwko opresyjnym rządom i domniemanym sfałszowanym głosom. Aktywiści byli bici, aresztowani, a nawet zabijani. W porównaniu do tego wydawało się, że Rouhani oferuje odmianę i będzie podążać nową ścieżką.

Wygnani irańscy aktywiści i aktywistki marzyli, by wrócić do kraju pod rządami nowego prezydenta. Mansoureh Shojaee, dziennikarka przebywająca w Europie, była więziona przez irańskie władze aż trzy razy przez swoje zaangażowanie w ruchy feministyczne. W 2010 roku wyjechała, by odpocząć u siostry w Niemczech. Po tygodniu do jej domu w Teheranie przyszło pismo z sądu. Jak mówi, sprawę postawiono jasno, przekaz brzmiał: „Zostań w Europie, albo trafisz do więzienia w Iranie". Od obrania rządu przez Rouhaniego nie może wrócić do kraju.

Jednym z powodów, dla którego rząd zaostrzył swoje działania, jest bez wątpienia rosnąca siła ruchu kobiet, który łączy ponad podziałami klasowymi i pokoleniowymi jak niewiele inicjatyw na zachodzie. Represja dowodzi jego siły. Media społecznościowe są ważnym narzędziem, pomagającym spopularyzować nowe ruchy: jak np. Ruchu Zielonych z 2009 roku i nadal buduje kolejne. Instagram pozwala feministkom prezentować się tak, jak im się to podoba i sprzeciwić się obowiązkowym hidżabom. Na Twitterze swoją opinię wyrażają ludzie, których służby chcą uciszyć, dzięki niemu też przekazują ważne i niesłyszane wcześniej historie międzynarodowym agencjom prasowym. Telegram (aplikacja szyfrująca wiadomości) pozwolił wielu ukryć się przed czujnym okiem służb specjalnych. Media społecznościowe zglobalizowały ich zmagania na niespotykaną wcześniej skalę.

To także daje możliwość stworzenia globalnej solidarności. Istnieje jednak niebezpieczeństwo, że gdy w irańskich ruchach pojawią się zachodnie głosy, zostaną powielone wyświechtane stereotypy białoskórych feministek. „Czasem feministki z zachodu nie biorą pod uwagę istnienia względności kulturowej i atakują nas, traktują jak niewyedukowanych ludzi", wyjaśnia Shojaee, a jej zdanie podzielają niezliczone muzułmańskie feministki. Wrogiem jest ucisk Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, bierność prezydenta Rouhaniego, konserwatyzm Rady Strażników Konstytucji, czyli nieograniczona władza rządu, a nie samej religii, jak twierdzi wielu. Shojaee ostrzega jednak również przed naiwnym wierzeniem w kulturowy relatywizm, które postrzega akty opresji (od obowiązkowych hidżabów po obrzezanie dziewczynek) jako zwykłe aspekty innej kultury, w którą nie powinniśmy się wtrącać. Globalne wsparcie i egzekwowanie międzynarodowych praw człowieka pozostaje kluczową kwestią, a pomoc jest niezbędna. Zaangażowanie na mediach społecznościowych powinno brać się z solidarności i nagłaśniać miejscowe głosy, a nie narzucać fantazje o wyzwoleniu kobietom, które same mogą prowadzić własny ruch.

Pierwszym krokiem jest świadomość, nieważne w jakiej formie. Pomóc może wszystko: donacja na rzecz Amnesty International, wpływanie na miejscowych polityków, wspomaganie małych, lokalnych organizacji działających na rzecz kobiet lub nagłaśnianie głosów irańskich kobiet w mediach społecznościowych. Zarówno Shojaee i Bahreini są przekonane, że wspólna, międzynarodowa akcja zmieni życie kobiet na lepsze.

Szczególnie Shojaee jest optymistyczna, mimo zmagań i życia na wygnaniu. Po dekadach zaangażowania na czele ruchu walczącego o prawa kobiet stawała się coraz silniejsza po każdym kolejnym ciosie. Nie inaczej będzie tym razem. Jest zdeterminowana i przekonana, że aktywistki pewnego dnia zatriumfują. Gdy pytam, czy feminizm zostaje zawieszony albo niektóre akcje tymczasowo zamknięte, ona śmieje się i mówi mi: „Mój drogi, nic nie jest skończone, dopóki nie osiągniemy równouprawnienia".

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Edward Siddons
Zdjęcie: Khashayar Elyassi