nik hartley dokumentuje męską solidarność z perspektywy rytualności zakładu fryzjerskiego

Every Street, album fotografa wydany w limitowanej edycji, skupia się na azjatyckim zakładzie fryzjerskim w jego rodzinnym Nelson w hrabstwie Lancashire.

tekst Felicity Kinsella
|
31 Marzec 2015, 9:08am

W swoim najnowszym projekcie Nik Hartley uwiecznił to, co dzieje się w miejscowym zakładzie fryzjerskim dla panów. Ale nie jest to tylko i wyłącznie zbiór kadrów z jego rodzinnego miasteczka, Nelson w północno-wschodniej części hrabstwa Lancashire. Every Street, efekt trzydniowej sesji w salonie fryzjerskim Stylz, to portret społeczności w szerszym ujęciu. W Nelson mieszka bardzo duża populacja Brytyjczyków azjatyckiego pochodzenia. A także, jak nadmienił we wstępie do książki Dean Mayo Davies, „BNP (Brytyjska Partia Narodowa - przyp. tłum.) oraz UKIP (Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa, obie partie są organizacjami skrajnie nacjonalistycznymi - przyp. tłum.) cieszą się popularnością pośród części białej społeczności miasteczka". Album stanowi pozytywne spojrzenie na miejscowość, w której - kiedy dorastał w niej Nik - panowała nieoficjalnie segregacja rasowa.

Opisz Nelson w pięciu słowach...
Lancastriańskie miasteczko, niegdyś ośrodek przędzalniany.

Co jest najlepsze w Nelson?
Moim zdaniem, najlepsi w Nelson są ludzie, jedzenie, piwo i otaczające miasto wiejskie krajobrazy (Nelson znajduje się w dystrykcie Pendle, na północno-wschodnim krańcu północno-zachodniej Anglii. Co oznacza, że leży na obrzeżu Gór Pennińskich, a także wyżyn Yorkshire Dales, które są tuż za granicą hrabstwa). 

A co najgorsze?
Bezrobocie jest wysokie. Za czym idzie podąża masa innych problemów, zarówno społecznych, jak i gospodarczych.

Dlaczego zdecydowałeś, że twoja książka będzie się skupiała na męskim zakładzie fryzjerskim?
Od dłuższego czasu szukałem okazji, by porobić w Nelson trochę zdjęć. A w szczególności w okolicy wokół Every Street. Harrisa, który jest właścicielem Stylz, znam od paru lat. I nagle uderzył mnie ten właśnie pomysł. Na początku idea skupiała się wokół fotografowania ludzi z miasteczka, a nie fryzur. Kiedy jednak zacząłem snuć plany i porozmawiałem o tym z Harrisem, uległa ona ewolucji.

A dlaczego wybrałeś właśnie ten konkretny salon?
Jak mówiłem, Harrisa znam już parę lat, więc jego zakład stanowił oczywisty wybór. Przyczynił się też do tego fakt, że Stylz cieszy się doskonałą reputacją. Ludzie z tak odległych miejscowości, jak Bradford czy Preston, przyjeżdżają tam, żeby się ostrzyć albo ogolić.

Dean wspomina we wstępie o BNP i UKIP. Czy możesz nam powiedzieć coś więcej o napięciach, jakie panują w tej społeczności?
Nelson nie jest multietnicznym środowiskiem, takim jak Londyn czy inne duże miasta Wielkiej Brytanii. Społeczność zamieszkująca to miasteczko była nieco podzielona. W tym znaczeniu, że populacja składała się w większości albo z białych Brytyjczyków, albo z Brytyjczyków pochodzenia azjatyckiego. Nie dało się tam znaleźć zbyt wielu osób z innych grup etnicznych. Nie twierdzę w żadnym wypadku, że panowała tam oficjalnie segregacja. Jednak różnice społeczne, kulturowe i religijne sprawiły, że prawdziwa integracja obu społeczności stała się ciężka do osiągnięcia.

Jako biały chłopak dorastający w tej okolicy, chodziłem do katolickich szkół państwowych. W mojej klasie w podstawówce było tylko dwóch Azjatów, a w szkole ponadpodstawowej tylko trzech. Byłem nerdowaty w dość szokującym zakresie. Zapisałem się do Skautów, śpiewałem w chórze, dwa razy w tygodniu chodziłem na jujitsu. W żadnym z tych pozaszkolnych klubów nie uświadczyło się dzieciaków azjatyckiego pochodzenia. Gdy osiągnąłem na tyle dorosły wygląd, by móc zacząć chodzić pubów z kolegami po szkole czy w weekendy, tam też nie napotkałem zbyt wielu gości czy dziewczyn z azjatyckiej części Nelson.

Znaczna większość społeczności Azjatów w Nelson jest muzułmanami. Chodzą do meczetu i postępują wedle nauk Koranu. To, w połączeniu z różnicami kulturowymi, wyjaśnia dlaczego nie widywaliśmy ich w pubie. I czemu było ich mało w katolickich szkołach. Dzieciaki z obu grup mieszkańców Nelson wychowywały się oddzielnie od siebie. Nie wiedziały za wiele o sobie nawzajem. A z takiej ignorancji rodzi się niezadowolenie. Bezrobocie w regionie jest wysokie i to zdaje się dokładać oliwy do ognia międzyrasowej nietolerancji. W rezultacie powstaje podzielona i pozbawiona prawa głosu społeczność. Idealna pożywka dla grup prawicowych, które werbują tam zwolenników.

Nie chcę przez to sugerować, że mało osób z obu grup żyje ze sobą w harmonii, bo tak nie jest. To, że naszą uwagę zwracają wyłącznie złe wiadomości, stanowi niefortunny produkt uboczny działalności mediów. Kiedy robiłem zdjęcia do książki, pragnąłem stworzyć coś pozytywnego i optymistycznego. Rasizm, jak każdy rodzaj bigoterii, działa najlepiej jako ideologia ignorująca ludzkie oblicze dyskryminowanych grup. Dlatego postanowiłem pokazać twarz (najczęściej uśmiechniętą) tej części miasta i jej mieszkańców.

Która z fotografii w książce jest twoją ulubioną i jaka kryje się za nią historia?
To dosyć ciężkie pytanie. Bo naprawdę trudno mi jakąś wybrać. Myślę, że gdybym miał wybrać jedno zdjęcie prezentujące intencje przyświecające mi u zarania tego projektu, to będzie to fotografia Aliego. Ali jest młody, stylowy i pewny siebie. Robiąc fotografię, przerwałem jego słowotok w połowie zdania. A on był w połowie opowieści o chodzeniu do szkoły i graniu w krykieta, którą się ze mną dzielił. Chciałem uchwycić w tym albumie konkretne momenty. Próbując zrobić to tak, żeby nie wyszło aż tak dosłownie. Dlatego uważam, że najlepiej odzwierciedla to zdjęcie Aliego.

Czy pamiętasz najlepszy wieczór, który zdarzyło ci się spędzić w Nelson?
Minęło już sporo czasu, odkąd wyszedłem „na miasto" w Nelson. Nie mieszkam tam już bardzo długo. Choć wróciłem na Północ na moje 30 urodziny. Wybrałem się z moimi przyjaciółmi z Północy na kolację do indyjskiej restauracji Madhubon. Było całkiem zabawne. Większość moich kumpli stamtąd utrzymuję postawę „samców alfa". Zdawało się, że współzawodniczą o to, kto zamówi najbardziej imponującą potrawę. Głównią nagrodę zdobył Jodie Lonsdale. Zamówione przez niego główne danie wjechało na salę na srebrnym wózku, otoczone pióropuszem gorącego dymu.

Czy byłbyś skłonny przeprowadzić się kiedyś z powrotem do Nelson?
Nigdy nie wykluczam takiej możliwości. Lubię to miejsce. I, rzecz oczywista, mieszka tam moja rodzina i mnóstwo moich przyjaciół z najdawniejszych lat. Tylko że Nelson leży dosyć daleko od Londynu, co jest bardzo niepraktyczne.

Gdybyś miał stworzyć podobny projekt w innym miasteczku, to które byś wybrał i dlaczego?
Dobre pytanie... Oczywiście Nelson i w ogóle Lancashire mają dla mnie ogromne znaczenie. Ale bardziej niż miejsce interesują mnie ludzie. Udałbym się więc gdziekolwiek, gdzie znajdę ciekawych ludzi. Niedługo przejdę do prac nad kilkoma projektami portretowymi. Do jednego będę wykonywał fotografie w Londynie, do drugiego niedaleko Birmingham. Jednak w obu tych przypadkach zrobiłem wstępny research pod kątem ludzi, a samo miejsce miało drugoplanowe znaczenie.

Od 23 marca album Every Street jest dostępny w sprzedaży w księgarni Claire de Rouen Books w londyńskim Soho. 

Tagged:
Fotografia
barbershop
Wywiady
opinie
dokument
fryzjer
nik hartley
rytułał