The VICEChannels

      opinie i-D Staff 16 luty 2016

      młodzi polacy w londynie

      W idealnym mieście miło spędzasz czas, bo na ulicy spotykasz ciekawych i otwartych ludzi, wynajmujesz tanie mieszkanie, masz dostęp do kultury i sztuki na najwyższym poziomie, realizujesz się. Zbyt piękne, żeby było prawdziwe? Niekoniecznie. To, jak i gdzie żyjemy, w dużej mierze zależy od naszego pomysłu, bo sami projektujemy swoją rzeczywistość. Tym razem odwiedziliśmy Londyn, żeby z młodymi Polakami porozmawiać o mieście, ale też o ich marzeniach, doświadczeniach i planach na przyszłość.

      Joanna Wzorek, 23 lata, fotografka

      Jaki miałaś pomysł na siebie w Londynie?
      Londyn w moich planach pojawił się stosunkowo późno — gdy wysłałam swoją aplikację na studia. W międzyczasie rozważałam zupełnie inne scenariusze, ale Londyn nigdy nie przeszedł mi przez myśl jako miejsce docelowe. W zasadzie to nawet nie chciałam się tutaj znaleźć. Nie miałam mieszkania, żadnego pojęcia o mieście ani też oczekiwań, prócz tego, że to będzie niezła przygoda.

      Czego nauczyłaś się w tym mieście?
      Związek z Londynem to typowy love and hate relationship. Jednego wieczoru Londyn cię zaskoczy, będzie nad wyraz miłym i chętnie opowiadającym o swoim życiu zbirem przedstawiającym się jako wysłannik ciemności, a z kolei nazajutrz opóźni wszystkie pociągi i spowoduje, że ten, w który wsiadłeś, wywiezie cię do zupełnie innego miasta, a ty myślałaś, że wysiądziesz sobie na King's Cross… Londyn to niezły cwaniaczek i łobuz.

      A może odkryłaś coś zupełnie niespodziewanego?
      Żaden dzień nie przebiega tak, jak go sobie zaplanowałaś (chyba że siedzisz w domu, oglądając ukochane seriale lub czytasz książkę).

      Czy zamierzasz tu zostać?
      Moja przyszłość tutaj jest dosyć niejasna, znajduję się dokładnie w połowie mojej edukacji i na chwilę obecną tylko to jest pewne. Londyn nigdy nie był dla mnie synonimem utopijnych wizji o eldorado. Miasto jak miasto — dużo się dzieje, dużo interesujących ludzi, ciekawe możliwości, jeśli chodzi o moją profesję, ale postrzegam Londyn bardziej jako miejsce tranzytowe niż docelowe.

      Jakie inne miasta cię pociągają i dlaczego?
      Odkąd w wieku 18 lat pomieszkałam chwilę w Nowym Jorku, to właśnie tamto miejsce uważałam za swoje, nie jestem pewna dlaczego — czy to z powodu luzu, czy może monumentalnej architektury, wśród której czułam się dobrze. Po prostu mnie tam ciągnęło, jednak od pewnego czasu moje podejście się trochę zmieniło.

      Komu polecasz życie w Londynie, a komu je odradzasz?
      Wielu moich znajomych określa Londyn jako obóz przetrwania, zarówno jeśli chodzi o koegzystencję z resztą społeczeństwa, jak i życie w bardzo bliskiej relacji z własnym „ja". Życie bez celu w Londynie jest bez sensu. To nie jest kurort, tylko maszynka do trzepania kasy.

      Miejsce, do którego zawsze zabierasz znajomych, którzy cię odwiedzają, to…
      Flower Market na Columbia Road i Dover Street Market.

      Największe dziwactwo londyńczyków?
      Muszę przyznać, że londyńczyków naprawdę już nic nie dziwi, jeśli chodzi o garderobę innych. Możesz wyjść w piżamie do kosmicznych butów na platformie albo w neonowym płaszczyku przeciwdeszczowym i mieć kolorowe soczewki, a ten starszy, bardzo brytyjski w swoim wyglądzie pan z końca wagonu metra pozostanie niewzruszony. Londyn widział już wszystko. Chociaż jest kilka rzeczy, o których warto wspomnieć: powszechne noszenie klapek i krótkich spodenek przy temperaturach bliskich zera. Seriously… wtf?! W Londynie panuje także niepokojący swoją ekspansywnością kult… brwi — zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn. Siedem na 10 osób siedzących w metrze ma je starannie wymodelowane odpowiadającą kolorowi włosów konturówką, co wygląda, jakby wszystkie wyszły spod jednej matrycy...

      Małgosia Kurek, projektantka i pattern maker

      Jaki miałaś pomysł na siebie w Londynie?
      Przyjechałam tu sześć lat temu z jasno określonym celem — po tytuł magistra szkoły uważanej za najlepszą uczelnię modową na świecie [Central Saint Martin — red.]. Rok 2010 to był bardzo dobry moment na start. Gareth Pugh wyprowadził się ze squata w Peckham i dawno już zakotwiczył w Dalston, rozpoczynając ciekawy rozdział w historii młodych brytyjskich marek, rdzennie związanych z tą dzielnicą wschodniego Londynu. Na rozmowach o pracę okazało się, że większość moich ulubionych wówczas projektantów pracuje wzdłuż jednej, długiej ulicy. I że razem ze swoimi zespołami są tam jedynymi białymi ludźmi wśród emigrantów z Ghany sprzedających bycze jądra na ulicznym bazarze.

      Jak wyglądała twoja konfrontacja z rzeczywistością?
      Doświadczenie pierwszych lat w pracowniach moich ikonicznych projektantów, a potem studia, przerosły moje najśmielsze oczekiwania. W CSM wyznaje się politykę terroru, ciągły balans na krawędzi załamania ma wyzwalać skrywaną w głębi podświadomości kreatywność, a także przygotowywać do brutalnych realiów branży. Konfrontacja z tymi realiami przebiegała już zwykle w nieco bardziej pokojowej atmosferze.

      Czego nauczyłaś się w tym mieście?
      Ważną nauką, którą wyniosłam z pisklęcych lat, było to, by w szaleństwie hierarchicznej struktury, w cieniu sukcesu i sławy mody nie porzucić swoich wartości. Mój krótki i burzliwy staż u Chalayana, który — jak się okazało — miał polegać wyłącznie na przysłowiowym parzeniu herbaty, zbiegł się w czasie z tragicznym odejściem dwóch wspaniałych osobowości: Isabelli Blow i Alexandra McQueena. Od tamtego czasu wykształciłam w sobie zdolność robienia kroku w tył — znad mojego stołu do krojenia, znad najrozkoszniej muskającej opuszki palców kaszmirowej wełny nauczyłam się odchodzić, cofać o krok, by później przejść trzy kroki do przodu.

      Komu odradzasz życie w Londynie?
      Meteoropatom i osobom ze skłonnością do uzależnień.

      Miasto i jego mieszkańcy dynamicznie się zmieniają. Wskaż zmiany najważniejsze dla ciebie.
      Tendencją widoczną w Londynie wyraźniej niż gdziekolwiek indziej w Europie jest stopniowy, konsekwentny powrót do przeszłości. To miasto ma najsilniejszą tradycję antyestablishmentu, która w połączeniu z imponującym dziedzictwem i tradycjami rzemieślniczymi stanowi pełen zbieżności rdzeń tożsamości Londynu.

      Plastikowy konsumpcjonizm i postępujący przesyt informacjami są w odwrocie. Projektanci nie zawracają sobie głowy prowadzeniem Facebooka, leży to w zakresie kompetencji PR-owców. W 8,5-milionowym, całkowicie monitorowanym mieście paradoksalnie coraz bardziej celowo ogranicza się przepływ informacji. Czas świetności przeżywają liczne members clubs, praktycznie wszędzie wydawane są wszelkiego rodzaju karty członkowskie umożliwiające specjalizację treści. Przez internet nie zabukuje się kolacji w powstających ostatnio na potęgę restauracjach chambres privée, a zaproszenie na wernisaż czy pokaz przychodzi tradycyjną pocztą.

      Jakie widzisz  nadzieje, a jakie niebezpieczeństwa?
      Mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości ucichnie zbiorowe biadolenie na to, jaki Londyn jest paskudny, że ci wszyscy narzekacze zamiast grozić, po prostu stąd wyjadą, rozwiązując tym samym problem kryzysu mieszkaniowego. Martwią mnie natomiast postępujące w całej Europie nastroje nacjonalistyczne.

      Czy zamierzasz tu zostać?
      Od podjęcia kolejnej, trzeciej próby wyprowadzki dzielą mnie trzy ostatnie semestry studiów. Niestety, po życiu w najatrakcyjniejszej stolicy Europy, Berlin i Warszawa okazały się niewystarczająco ekscytujące.
      malgosiakurek.info

      Gabriel Karelus, 26 lat, kucharz, chef de partie/ kitchen manager

      Jaki miałeś pomysł na siebie w Londynie?
      W tym mieście nie trzeba mieć konkretnie zdefiniowanego pomysłu na siebie - wystarczą chęć i siła przebicia. I determinacja. Tak właśnie, łapiąc się różnych dorywczych fuch, wizytowałem stolicę Wysp dwukrotnie - w wakacje 2007 oraz 2011 roku. Potem pojawił się pomysł, który wykoncypowaliśmy wspólnie z moją drugą połówką: kończymy studenckie przygody w naszym kochanym Krakowie i jedziemy pożyć w trochę innym tempie i stylu. W ten sposób w lipcu 2014 roku spakowaliśmy manatki, zapłakaliśmy nad rodem Kraka i wsiedliśmy w samolot. W trakcie studiów imałem się robót, które zawsze były mi bliskie (pomimo studiów filmoznawczych), i lądowałem w kuchniach. Tak więc, gdy przyjechałem na Wyspy, dzięki znajomościom starszego brata czekała na mnie posadka w kuchni w The Wet Fish pod polskimi skrzydłami doskonałych chefów Artura i Krzysztofa, którym zawdzięczam niemal wszystko.

      Jak wyglądała wasza konfrontacja z rzeczywistością?
      Pomysł był taki, żeby znaleźć lokum i zacząć żyć. Moja Paulina walczyła początkowo o godziwe miejsce pracy (z happy endem w postaci National Portrait Gallery). Potem oczywiście chcieliśmy nieco więcej komfortu, niż dawał dwuosobowy pokój w domu szeregowym. Pewne było to, że pragniemy korzystać z możliwości i uroków Londynu jak ktoś pomiędzy mieszkańcem a turystą. Bo jeśli się tylko chce, to sposobów, by zagospodarować tu dzień wolny, jest nieskończenie wiele.

      Ponadto, nawet jeśli jesteś biegły w angielskim, to rzeczywistość może cię nieco zdziwić — mieszanina akcentów, dialektów czy slang sprawią, że pierwszy miesiąc bywa w Wielkiej Brytanii kłopotliwy.

      Czego nauczyłeś się w tym mieście?
      Niemal codziennie komponuję w pracy tzw. special — co sezon zmieniamy menu, więc spod mych rąk muszą wyjść coraz to nowe twory. Opanowałem również jazdę rowerem po tej cholernej lewej stronie. I zrozumiałem, że to właśnie jednośladem porusza się po Londku najkorzystniej - czasowo i finansowo. Jednak chyba największą zmianą jest to, że nauczyłem się oszczędzać kasę. Szalenie przydatna umiejętność.

      A może odkryłeś coś zupełnie niespodziewanego?
      Odkryłem, że tutaj poważnie chcieć to móc. UK to naprawdę ułatwia, zapewniając godziwe warunki życia nawet przy najniższej krajowej. I to, że wakacje mogą być krótkie, ale za to pięć razy do roku.

      Czy zamierzasz tu zostać?
      Zamierzamy zostać jeszcze przez jakiś czas, pewnie z rok. Po raz kolejny, gdy zrobimy to czy tamto.

      Jakie są nadzieje, a jakie niebezpieczeństwa?
      Niebezpieczeństwa czasem unoszą się w powietrzu, zwłaszcza po napięciach związanych z sytuacją uchodźców i atakami we Francji. Mówiło się tu wówczas, że Londyn będzie następny, wspominano zamachy w metrze z 2005 roku. Nadzieje więc są takie, że będziemy tu sobie nadal ładnie współpracować w tym istnym koktajlu narodowościowo-pochodzeniowym.

      Za co lubisz to miasto?
      Za możliwości. Za różnorodność. Za tolerancyjność.

      Największe dziwactwo londyńczyków?
      Z perspektywy kucharza największym dziwactwem jest oczywiście kultura wychodzenia do knajpy. Wyobraźcie sobie: jest sobota, 10 rano, miasto budzi się z bolącą piątkową głową, suszy je przeokrutnie. Więc zwleka skacowane cielsko, by tłumnie już od 10 kurować kaca we wszelkiej maści brunchowniach i lunchowniach, by ci, co nie pili (lub pili i plują sobie w brodę), wydali ci twoje upragnione jajka po benedyktyńsku. Naprawdę nie wolisz spać i poleczyć kaca w domu albo zjeść kameralne śniadanko z bliskimi, zamiast iść do pełnej knajpy na to samo danie co zwykle?

      Sebastian Bartz, 28 lat, DJ Venice Calypso, gra w zespole S.A.D, promotor, producent

      Jaki miałeś pomysł na siebie w Londynie?
      Do Londynu przeprowadziłem się ponad pięć lat temu. Pretekstem były studia. Początki nie należały do łatwych, po graniu koncertów z zespołem w Polsce i imprezowaniu musiałem zacząć od nowa. Trochę czasu minęło, zanim się zorganizowałem i postanowiłem, co naprawdę chciałbym robić. Pierwszą imprezę zagrałem dopiero po roku od przyjazdu do Londynu, ale patrząc z perspektywy tych kilku lat, zdecydowanie było warto — dużo się po drodze nauczyłem.

      Jak wyglądała twoja konfrontacja z rzeczywistością?
      Brutalnie, ale miałem szczęście przenieść się do Londynu w momencie, gdy jeszcze było to łatwiejsze. Wszystko było trochę bardziej dostępne i tańsze.

      Czy zamierzasz tu zostać?
      Jak na razie tak, mam tutaj swoje studio, zespół i regularne imprezy. Jest to także świetna baza wypadowa. Mieszkając w Londynie przez dłuższy czas, przyzwyczajasz się do pewnych rzeczy, bez których później trudno się obejść.

      Miasto i jego mieszkańcy dynamicznie się zmieniają, wskaż najważniejsze dla ciebie zmiany.
      Dużo osób przenosi się teraz z Londynu do Berlina. Ten trend utrzymuje się od jakiegoś czasu, ale ostatnio zdecydowanie przyspieszył. Jednak na miejsce ludzi, którzy wyjeżdżają, pojawiają się nowi, zwabieni legendą tego miasta.

      Jakie są nadzieje, a jakie niebezpieczeństwa?
      Londyn jest najdroższą metropolią do życia w Europie i to zdecydowanie nie sprzyja rozwojowi kultury. Kultura rodzi się w podziemiu, a nie w ekskluzywnych klubach, drogich hotelach i restauracjach. Tam kultura się kończy.

      Za co lubisz to miasto?
      Chyba najbardziej cenię Londyn za swobodę i różnorodność jego mieszkańców. To prawdziwa metropolia z mieszanką kultur z całego świata. Jest tutaj coś unikatowego, co sprawia, że każdy może się tu poczuć jak w domu i że nigdzie w Europie nie jest tak jak tu.

      Miejsce, do którego zawsze zabierasz znajomych, którzy cię odwiedzają, to…
      Lista byłaby dosyć długa, ale głównie południowy albo wschodni Londyn. W ciągu ostatnich kilku miesięcy rozrosła się undergroundowa scena techno, której mam przyjemność być częścią. Imprezy takie jak Jaded w Corsica Studios, Legion i Blanc w Electrowerkz, moja własna impreza Inferno w Dalston Superstore i legendarne HTBX, nielegalny Rave koło Aldgate, o którym pisał ostatnio Vice. Często zabieram też znajomych do The Box w Soho.

      Największe dziwactwo londyńczyków?
      Notoryczny brak ogrzewania w zimie. Gdy ktoś mnie pyta o surową zimę w Polsce, zawsze muszę tłumaczyć, że zima u nas — owszem — bywa surowa, ale jednak wszędzie mamy ogrzewanie.

      Przeczytaj też:
      - Berlińczycy z wyboru
      Zakochani w Nowym Jorku
      Gap year, czyli jak uciec od codzienności

      Kredyty

      Tekst: Basia Czyżewska
      Zdjęcia: Joanna Wzorek

      Połącz się ze światem i-D! Polub nas na Facebook , śledź na Twitter i Instagram.

      Tematy:opinie, londyn, ludzie, podróże

      comments powered by Disqus

      Dziś w i-D

      Załaduj więcej

      i-D poleca

      Dodatki