odbierz!

SMS-y i emoji nie zastąpią głosu przyjaciela, dlatego przełamcie się i podnieście słuchawkę.

|
15 listopada 2016, 1:20pm

Według badania firmy Gallup z 2014 roku wiadomości tekstowe zastąpiły rozmowy telefoniczne i są ulubioną metodą komunikacji milenialsów. Wynik ankiety raczej nikogo nie zaskoczył. 68 procent respondentów z przedziału wiekowego 18-29 stwierdziło, że poprzedniego dnia wysyłało „dużo" wiadomości, co nie wydaje się zatrważającą ilością. Może reszta z nich wymieniała się mądrościami przez Snapy i historie na Insta?

Za to w 2010 roku The Washington Post stwierdził, że „dzieciaki" „wpłynęły na poważny spadek wykonywanych połączeń telefonicznych". Ten upadek został zrzucony na ludzi w wieku 18-34. Wspomniano również dane firmy badawczej Nielsen, według których wśród milenialsów „średnie miesięczne minuty wykonywanych rozmów spadły z około 1200 do 900" w okresie 2008-2010. Teraz ta liczba zmalała pewnie do czasu, który zabiera powiedzenie: „Kocham cię, babciu" raz w tygodniu.

W 2013 roku The Wall Street Journal też podchwycił ten trend, a w 2015 roku do nagonki dołączył Business Insider, który opublikował rozprawę naukową o „telefonowym lęku". Z rozmowy z psycholożką Heidi Grant Halvorson Insider próbował dowiedzieć się, dlaczego metaliczny dźwięk głosu w słuchawce tak przeraża milenialsów. Halvorson stwierdziła, że telefony po prostu wychodzą z użycia. „Jeśli twoją dominującą formą komunikacji z ludźmi nie były rozmowy telefoniczne, to naturalnie będziesz się bardziej obawiać tego środka".

Szefowie, konserwatywni gospodarze audycji radiowych i rozgadani ludzie w komunikacji miejskiej muszą być oburzeni. Gdyby wasze ciocie wiedziały, kim jest Drake, na pewno w swoim felietonie wykorzystałyby teksty z „Hotline Bling" i płakały, że kiedyś do nich dzwoniliście.

Tyle że my nadal do nich dzwonimy. Przynajmniej część z nas.

Na studiach ja i moje współlokatorki (cztery młode, niezależne i silne kobiety z obsesją na punkcie Snapchata) byłyśmy zdeklarowanymi wyznawczyniami telefonów. Mimo naszego nieokiełznanego apetytu na media społecznościowe, SMS-y, czaty i prywatne wiadomości na portalach społecznościowych, odstawałyśmy od rzekomej normy. Spędzałyśmy godziny, wisząc na telefonach. Dzwoniłyśmy między zajęciami i przemykając się między pokojami. Pisałyśmy wiadomości do przyjaciółek, żądając czasu na pogaduszki. Miałyśmy dla nich wieści, musiałyśmy się wyżalić albo po prostu chciałyśmy usłyszeć ich głos. Według wszelkich danych byłyśmy wyjątkami, bo w przeciwieństwie do naszych rówieśników kochałyśmy rozmowy telefoniczne.

Aminatou Sow, jedna z założycielek Call Your Girlfriend — „audycji dla przyjaciółek na odległość" — twierdzi, że pokolenie naszych rodziców wierzy, że milenialsi boją się komunikować. A jednak ona nadal korzysta ze Skype'a i telefonu, odbywając najważniejsze konwersacje: nadrabianie zaległości z przyjaciółkami, rodzinne kontrole i meldunki. I oczywiście by nagrywać swój podcast. Razem z Ann Friedman co tydzień rozmawia o kulturze, polityce i dbaniu o siebie, a przy okazji daje milionom kobiet podsłuchiwać. Sow upiera się, że jej znajomi cenią rozmowy telefoniczne. Możne teraz jest dla nas rzeczą świętą. Telefon nie jest przestarzały i niepotrzebny: po prostu stał się trochę cenniejszy i używamy go z namaszczeniem.

Sow mówi: „Prawdę mówiąc, te wszystkie techniczne nowinki — SMS-y, czaty itd. — zdobywają popularność, bo są szybszym sposobem komunikacji. Potrzebujemy takiej wygody". Mamy dużo na głowie. „Cały dzień siedzimy w pracy, nie możemy godzinami wisieć na telefonie", stwierdza Sow. „Jeśli chcesz się z kimś skontaktować, wysyłasz SMS-a, erotyczną wiadomość, cokolwiek. Jeśli chcesz się z kimś połączyć, nawiązać więź, to moim zdaniem najlepiej nadaje się do tego rozmowa telefoniczna".

Jeśli tak, jak sugeruje Halvorson, rozmowy telefoniczne napawają nas lękiem, to Sow zastanawia się, czy boimy się samego telefonu, czy osoby po drugiej stronie. „Myślę, że ludzie zauważyli, że dzięki internetowi bardzo łatwo można symulować bliskość", mówi Sow. „Możecie z kimś czatować godzinami dzień w dzień, a po kilku miesiącach zastanawiać się: Czy ta osoba naprawdę jest moim przyjacielem?".

To prawda, wszystko przypomina łamigłówkę. Na szczęście łatwo ja rozwiązać. Wystarczy zadzwonić. Przeprowadźcie prawdziwą rozmowę, razem z niezręcznymi ciszami. Jej teatralność i uniesienia są uzależniające, ludzkie. Wiadomości tekstowe są w porządku, ale nie mogą oddać niuansów emocji tak, jak głosy i twarze. Nic dziwnego, że XIX-wieczni kochankowie do listów dołączali kosmyk włosów związany wstążką. Chcieli wysłać pocztą chociaż część siebie, robili co mogli. I wy też powinniście. Jeśli jesteście przerażeni perspektywą dzwoniącego telefonu, przejdźmy przez to krok po kroku, dobrze? Obiecuję, kimkolwiek jesteście i jakiekolwiek macie ograniczenia, rozmowy telefoniczne są dla was wprost stworzone.

Ludzie, których kochasz
Weź głęboki oddech. Pomyśl o osobie, która sprawia, że się uśmiechasz. Jeśli jesteś mną, już od szkoły średniej znasz jej numer na pamięć. Wykręć go. Jeśli odbierze, opowiedz dowcip, historię albo ponarzekaj na swojego odwiecznego wroga z biura. Jeśli nie odbierze, zostaw jej wiadomość na poczcie głosowej. Powiedz: „Myślałam o tobie i chciałam, żebyś o tym wiedziała".

„Nie potrzebujesz powodu, by do kogoś zadzwonić", mówi Sow. „Stałam się nawet tym potworem, który nagrywa wiadomości na skrzynkę, zostawia je, jak wiadomości na karteczkach w domu. Robię to, żeby przekazać: 'Cześć, kocham cię, tęsknię za tobą. Zobaczyłam właśnie coś, co przypomniało mi o tobie i chciałam ci to powiedzieć'".

Nadal jesteście przerażeni? Pomyślcie tylko, jak wspaniale byłoby, gdyby ktoś nagrał wam taką wiadomość. Wtedy nagle jesteście „niepowstrzymani", zdradza Sow. „Telefon sprawia, że czujemy się kochani, potrzebni". Nawet najmilszy SMS, haiku ze 140 znaków ani sonet z emoji nie mogą tego zastąpić.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Ludzie, z którymi pracujesz
„Wsłuchuję się w niuanse w głosie", mówi 28-letni Josh, nowojorczyk mieszkający w Los Angeles i entuzjasta konwersacji. „Tak wielka część tekstu zależy od tego, jak go odczytamy — wiele się przy tym traci".

Jest także szczególnym zwolennikiem tego medium przy pracy. Gdy musi odbyć rozmowę, stara się podnieść słuchawkę. SMS czy mail nie mają takiej samej siły przebicia. Rozwadniają prawdziwe intencje. Jeśli musicie przekazać złe wieści albo przyznać się do błędu, zrozumcie, że w im bardziej ludzki sposób to zrobicie, tym lepiej.

Pomyślcie tylko: za każdym razem, gdy zamiast napisać maila, postanowicie zadzwonić, oszczędzacie światu kolejnego, bezsensownego dopisku: „Mam nadzieję, że u ciebie wszystko w porządku". Darujmy sobie „Z wyrazami szacunku" i „Pozdrawiam". Rozmowa może być niezręczna i wymuszona, to prawda, ale banalne, zawodowe maile od szablonu, są jeszcze gorsze.

Ludzie, których maile wykradnie Wikileaks
„Jeśli nie chciałabym, żeby cały świat o czymś usłyszał, nie wysyłam tego w wiadomości", mówi Rachel, 24-letnia studentka medycyny. Jej zdaniem rozmowa telefoniczna jest bardziej osobista. „Nie da się jej tak łatwo skopiować i wkleić, przesłać ukrytej kopii wiadomości dalej".

„Gdyby tylko Hillary zadzwoniła do swoich ludzi!", Sow mówi z uśmiechem. „Jej maile nie wyciekłyby do prasy".

Bez względu na to, czy interesuje was prywatność w dobie internetu, telefon ma swoje uroki i zalety. Gdy następnym razem go odbierzecie, skupcie się i słuchajcie uważnie.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Mattie Kahn
Zdjęcie: Kadr z filmu „Krzyk"