Reklama

okładki vogue’a

Założyciel i-D, Terry Jones, wspomina swoje początki w brytyjskim Vogue’u na stanowisku dyrektora artystycznego w latach 1972-1977.

tekst Terry Jones
|
11 Luty 2016, 3:25pm

Photography David Bailey

Pierwsza z wielu przełomowych okładek
W 1972 roku zastąpiłem dyrektora artystycznego Barneya Wana, który wybrał mnie na to stanowisko. To były świetne czasy - po latach 60. i tuż przed erą punka. Prace Barneya charakteryzował nieskazitelny, wyrafinowany styl. Miałem problem z przystosowaniem się do tego konformizmu. Dopiero po roku wprowadziłem zmiany. Styczniowa okładka z 1974 roku, autorstwa Davida Baileya, złamała wszelkie zasady. Do zdjęcia zapozowali Anjelica Huston i Manolo Blahnik, a za stylizacje odpowiadała Grace Coddington. Sesja odbyła się na Kostaryce i na południu Francji.

W czasie wyboru zdjęcia na okładkę David Bailey, Grace i ja zdołaliśmy przekonać redaktor naczelną Beatrix Miller, że zdjęcie pokazujące całe sylwetki z morzem w tle było najlepsze, najciekawsze i najodważniejsze. Nasz dyrektor ds. reklamy załatwił dużą, rozkładaną reklamę turystyczną, promującą południe Francji. W ten sposób odeszliśmy od standardowego portretu na okładce. Zanim dyrektor kreatywny Vogue'a w Nowym Jorku, Alex Lieberman, zdążył nas powstrzymać, numer już trafił do sprzedaży. To był rok ciekawych okładek.

Zdjęcie: Eric Boman

Przypadkowa okładka
Bianca Jagger była gwiazdą marcowej okładki. Zdjęcie wykonał Eric Boman, świetny ilustrator, który nie znał się na sprzęcie, ale był przyjacielem Jagger i zrobił z nią sesję w Paryżu. W biurze Beatrix wyświetlałem na rzutniku propozycje zdjęcia na okładkę. Na jednym z nich Bianca stała na balkonie paryskiej opery. Na zbliżeniu wyglądała pięknie. Niestety fotografia była bardzo mała i wiedziałem, że jeśli ją wykadrujemy w większym formacie, nasili się efekt ziarna i kontrast. Specjalista ds. druku narzekał, ale to wciąż jedna z moich ulubionych okładek, obok tej z zieloną galaretką z lutego 1977 roku.

Zdjęcie: Willie Christie

To zdjęcie miało być częścią edytorialu, do którego razem z Grace przekonałem Beatrix. Bernie Lazer, (dyrektor zarządzający brytyjskiego Vogue'a), zgodził się, by umieścić je na okładce i bronił tej decyzji przed Danielem Salemem (dyrektorem spółki na terytorium Europy), który żądał, by nie puszczać tej wersji do druku. 

Zdjęcie: Norman Parkinson

Niesamowite okładki Grace
Grace Coddington zawsze robiła najlepsze sesje okładkowe, szczególnie we współpracy z Normanem Parkinsonem - jak na przykład pierwszą okładkę Jerry Hall, z niebieskim telefonem włożonym pod czepek, czy inne zdjęcie Hall w kasku radzieckiego budowlańca. Grace była jedyną redaktorką działu mody w brytyjskim Vogue'u, z którą chciał pracować Helmut Newton. Jego ostatnią okładką dla tego magazynu było zdjęcie Marisy Berenson z października 1973 roku.

Zdjęcie: Helmut Newton

Helmut dostarczył nam tylko 3 zdjęcia do wyboru w formie przeźroczy, które trzymaliśmy w szafie. Zbliżał się deadline i wszystko miało zostać przekazane Beatrix. Wtedy okazało się, że zgubiliśmy wybrane zdjęcie. Panikowaliśmy cały dzień, dopóki moja asystentka, Jill, nie znalazła go w koszu na śmieci.

Zdjęcie: Terry Jones archive

Okładka z Polaroida
Świetnie mi się współpracowało z Oliviero Toscanim, wiele się od niego nauczyłem. Chciał uchwycić energię danego momentu, zamiast próbować stworzyć coś sztywnego i perfekcyjnego. W numerze z marca 1975 roku chciałem wykorzystać jakość zdjęć z nowego aparatu Polaroid SX 70.

David Bailey już wcześniej udowodnił dwoma sesjami, że w druku można użyć zdjęć z Polaroida. Wiedziałem, że czerwień może wyjść bardzo nasycona, a kolor skóry będzie jasny, ale właśnie to mi się podobało, nawet jeśli projekt mógł zostać odrzucony. Po 12 zdjęciach wiedziałem, że mam już okładkę.

Zdjęcie: David Bailey

Okładki z Marie Helvin
David Bailey to najkreatywniejszy fotograf, z jakim współpracowałem w Vogue'u. Był dla mnie jak niegrzeczny starszy brat, razem mogliśmy testować przeróżne pomysły. Udało mu się namówić Beatrix na wiele z moich ulubionych okładek jak na przykład tę z jego żoną, Marie Helvin. Koszt wysłania całej ekipy do Brazylii był zbyt wysoki, więc Bailey pojechał tam sam z dziennikarzem, a potem zrobił zdjęcia modelki w Londynie. Używając projektora, stworzył kolaże, zanim w ogóle zaczęliśmy wspomagać się komputerami.

Zdjęcie: David Bailey

Wtedy David chciał tylko fotografować swoją żonę, Marie. Okładka, na której leży do góry nogami, była żartem nawiązującym do położenia Australii. Na świątecznej okładce z grudnia 1975 roku Marie wystąpiła z klaunem.

Początek końca
Na diamentowy jubileusz brytyjskiego Vogue'a w 1976 roku zaprojektowałem październikową okładkę. Chciałem, aby wyglądała jak okno, dlatego zamówiłem logo magazynu wygrawerowane w szkle, żeby je sfotografować. Wykonanie napisu w ośmiomilimetrowej szklanej płytce zajęło Irlandzkiej firmie dwa tygodnie. Kolejny tydzień był potrzebny, aby James Mortimer zrobił dobre zdjęcie, na którym widać błysk i tęczowe załamania światła. W 1976 roku nie istniał jeszcze Photoshop ani komputery Apple'a, dlatego musieliśmy robić takie efekty sami.

Niestety, jeden z szefów w europejskim wydawnictwie chciał przedrukować czerwoną okładkę Vogue Paris, bo odniosła sukces. W magazynach panuje taki przekonanie: czerwona okładka gwarantuje lepsze wyniki sprzedaży. Dlatego zrobiliśmy nową sesję szklanego napisu, tym razem na czerwonym tle. Niestety przez to projekt stracił subtelność, a mocne tło wyeliminowało tęczowe przebłyski w literach. Wtedy postanowiłem, że muszę zmienić pracę i iść naprzód, chociaż w rezultacie zrobiłem to dopiero rok później. Zachowałem tę szklaną płytkę na pamiątkę, a pierwotną wersję okładki opublikowałem w 1998 roku w książce „Catching This Moment". 

Zdjęcie: Barry Lategan

Odrzucona okładka #FreeTheNipple
Jedną z ostatnich okładek przed moim odejściem z Vogue'a, była sesja urodowa z Barrym Lateganem. Stylizację stanowił piękny kaptur, który zasłaniał modelce oczy. Przekonaliśmy kierownika działu dystrybucji, że to zdjęcie odniesie sukces. W popisach dodaliśmy, że makijaż został wykonany kosmetykami Revlon - marki, która kupiła reklamę w magazynie. To był też pierwszy raz, kiedy udało mi się namówić redakcję, żeby umieścić na okładce tylko jedno hasło - wcześniej byli przekonani, że to dzięki tym tekstom magazyn się sprzedawał.

Zdjęcie: Fouli Elia

Dior, który wykupił reklamy w różnych numerach, chciał, żeby makijaż na kolejnej, równie mocnej okładce był wykonany ich kosmetykami. Fotograf Fouli Elia miał zrobić zdjęcia kobiety w różowej sukience. Gdy dotarłem do studia, zgodziliśmy się, że to nudne. Już wcześniej próbowałem przekonać zarząd, żeby pozwolili nam umieścić na okładce zdjęcie z widocznym sutkiem, dlatego spytałem modelkę, czy miałaby coś przeciwko temu. Tak powstało zdjęcie, na którym trzyma sukienkę, zupełnie jakby się przebierała. Błysk w oku przyćmił nawet jej oszałamiający uśmiech.

W piątek razem z redaktorką Beą Miller przekonałem kierownika działu dystrybucji, że to dobra kontynuacja po zdjęciu z kapturem. Gdy pojechałem do domu, myślałem, że wszystko poszło już do druku. W poniedziałek w pracy zauważyłem, że coś jest nie tak. W dziale artystycznym panowała atmosfera jak na stypie, nikt się nie odzywał. Wtedy dowiedziałem się, że właśnie powstaje nowa sesja okładkowa, a ja mam zakaz rozmawiania z Foulim w studiu! To był nieprzyjemny koniec współpracy, chociaż w ciągu tych pięciu lat w Vogue'u dostałem wiele wspaniałych możliwości. Praca z tak twórczymi ludźmi była niezwykłym doświadczeniem, sporo się od nich nauczyłem.

Okładki po Vogue'u
Po Vogue'u miałem szansę zrobić coś nowego. FlavioLucini, były dyrektor ds. wydawniczych L'uomo Vogue, założył wtedy magazyn Donna, który miał podchodzić do mody z innej perspektywy. Opracowywałem dla niego grafiki, więc mogłem pracować z Londynu. Zdjęcia nie były najlepsze, dlatego nakładałem na nie wielkie napisy, co trochę zdziwiło reklamodawców. Grafiki były mocne, ale po zaledwie dwóch numerach je stonowali.

Obiecano mi, że będę mógł budować magazyn poświęcony modzie ulicznej, ale Flavio powiedział: „Nikogo to nie interesuje. Poczekajmy pół roku i zobaczymy". A potem zrobił czasopismo o modzie męskiej. Miałem dość czekania, więc żeby zrealizować swoje pomysły, zacząłem szukać wydawcy we Włoszech. Poznałem faceta, który nazywał się Jolly i miał firmę BetterBadges, zajmującą się drukowaniem zinów w Londynie. Powiedziałem mu, że chciałbym stworzyć magazyn o modzie.

Odpowiedział: „Dobrze, zajmę się drukiem, ale tylko pod warunkiem, że wykupisz ode mnie wszystkie kopie. Zaczniemy od 2 tysięcy zinów, będziemy je dystrybuować w sklepach muzycznych". Okładki zawsze były owocem współpracy, a najlepsze z nich zapadały w pamięć. Wiedziałem, że niektóre z nich będą świetne, a inne przeciętne i przyjąłem to wyzwanie. Odejście z Vogue'a zajęło mi rok, ale gdybym się nie zdecydował na ten krok, nigdy nie powstałoby i-D.


Wystawa Vogue 100: A Century of Style będzie trwać do 22 maja w National Portrait Gallery w Londynie.

Przeczytaj też:
Wspaniały świat Bruce'a Webera
Erotyczne fascynacje Helmuta Newtona
Przepięknie jest być Grace Coddington

Kredyty


Tłumaczenie: Patrycja Śmiechowska