bóg słucha slayera

10 lat w trasie z hardkorowymi fanami Slayera w obiektywie fotografki Sanny Charles.

tekst i-D Staff
|
30 Czerwiec 2015, 11:45am

Sannę Charles wysłano w 2003 roku na festiwal Download, aby zrobiła zdjęcia dla magazynu NME. Przy okazji Sanna dosłownie zakochała się w headlinerach, czyli thrash metalowej kapeli Slayer oraz w całej armii ich oddanych fanów. Tak bardzo, że od tamtej pory, przez dziesięć kolejnych lat fotografowała ich, tworząc niedawno wydany przez Ditto Press, album o nazwie God Listens To Slayer [bóg słucha Slayera]. Przemierzyła Europę, dokumentując metalowców w ich „środowisku naturalnym", czyli na festiwalach, koncertach, w centrum pogo pod sceną, a także w ich domach. Projekt powoli zaczął przeradzać się w swoistą kapsułę czasu, portretującą subkulturę metali jako całość w niezwykle szczery i humorystyczny sposób.

Jakie było twoje doświadczenie z kapelą Slayer i jej fanami, zanim zabrałaś się za ten projekt?
Dorastając w Londynie, zderzyłam się z całym ogromem muzyki, poza tym różne sceny się często ze sobą krzyżują. Słuchałam rocka i punka i często chodziłam do Crobar na Soho, wydaje mi się, że to tam po raz pierwszy zetknęłam się ze Slayerem i jego fanami.

Jak to się stało, że kontynuowałaś robienie zdjęć aż przez 10 lat?
Wtedy szukałam projektu, nad którym mogłabym popracować dłużej, a że mam doświadczenie w fotografowaniu scen muzycznych, to była dla mnie sama przyjemność - uczestnictwo w subkulturze, która jest jak rodzina. Jeśli chodzi o fanów Slayera, to muza jest na tyle agresywna, że ludzie się wyżywają podczas pogo, ale jak już odejdą od sceny, to już zupełnie inna historia. Ludzie się trzymają razem, czuć atmosferę podniecenia i wyczekiwania na koncert. Dużo w tym radochy. Chciałam po prostu swobodnie przechadzać się i robić zdjęcia ludziom przed i po koncertach, uchwycić całą tę energię.

Czy na przestrzeni tych 10 lat, zauważyłaś jakieś zmiany?Panuje stereotyp na temat metalowców, że są bardzo konserwatywni i nigdy się nie zmieniają, nie ewoluują...?
To jest trudne pytanie, bo w tym czasie poznałam na koncertach wiele osób i zakumplowałam się z niektórymi, więc to na pewno wpłynęło na to, jak postrzegam fanów metalu. Może i byłam wcześniej świadoma tego stereotypu, ale to się bardzo szybko zmieniło, bo poznałam wielu bardzo otwartych ludzi. Zmiana polegała na tym, że coraz więcej osób jara się tą muzyką i coraz więcej w nich kobiet. Z drugiej strony, scena heavy metalowa utknęła poniekąd w czasie, zwłaszcza jeśli chodzi o odbiór muzyki przez fanów.

Czy ten projekt postrzegasz jako portret fanów Slayera, czy raczej szerzej, jako dokumentację metalowców ogólnie?
Projekt na pewno się rozszerzył, bo też nie zawsze pytałam wszystkich, czy przyszli zobaczyć akurat Slayera, chociaż odpowiedź często była oczywista. Chciałam uchwycić doświadczenie bycia na evencie wraz z tysiącami osób, które łączy miłość do ciężkiej muzy i może też to, w jaki sposób różnią się festiwale metalowe od innych w kwestii wzajemnego zrozumienia i jedności. Czuć ten luz w powietrzu.

Co najbardziej cię zaskoczyło w spotkaniach z fanami Slayera na przestrzeni lat?
Myślę, że to, jak bardzo chętnie i z jaką przyjemnością chcieli pomóc innej fance metalu - czyli mnie. W trakcie przygotowań do trasy weszłam na kilka forów Slayera z zapytaniem, czy są ludzie, którzy chcieliby się spotkać na mieście przed koncertem. Niektóre te spotkania były trochę niezręczne, trochę jak randka w ciemno, ale czasem ludzie oferowali nam nocleg i oprowadzenie po mieście. Myślę, że zaskoczyło mnie to, jak bardzo ciepli potrafią być fani Slayera, z kolei Londyn potrafi być cholernie zimnym miejscem. Zdaje mi się, że ludzie spoza Londynu są zazwyczaj ciepli i przyjaźni, czy to fani Slayera, czy nie. 

Zakumplowałaś się z niektórymi?
Tak, szef rosyjskiego fanklubu Slayera w Moskwie nadal ma ze mną kontakt, nawet współpracował ze mną przy tekście do albumu. Kolejnym, który również miał swój wkład, to ktoś, kogo poznałam w Crobar albo na koncercie Slayera, miał tę zajebistą kamizelkę, całą w naszywkach Slayera, którą bez przerwy nosił, a teraz niestety wylądowała ona na samym dnie szafy. Pozwolił mi ją założyć na wystawę Ditto z okazji wydania albumu.

Na pewno istnieje w tym wszystkim element mody ­- to, jak ubierają się metalowcy, czy uwzględniałaś to jakoś szczególnie?
Zawsze imponowało mi oddanie i ilość czasu spędzonego na obszywanie kurtek czy kamizelek naszywkami. Katany nosili od zawsze, poza tym ćwiekowane mankiety, ramoneski, cały ten motocyklowy styl... Na pewno po części trochę tego szukałam, zwłaszcza u młodszych fanów. Jest taki dokument z 1986 roku, Heavy Metal Parking Lot, w którym doskonale widać ten styl, szczególnie charakterystyczny dla Ameryki - na przykład kolesie w obciętych t-shirtach z metalowymi zespołami, widać ich też w filmach takich jak W zakolu rzeki. Wydaje mi się, że ten styl nie dostał się na dobre do Europy. Europejczycy, a raczej powinnam powiedzieć - Europejczycy z północy, borykają się z gównianą pogodą, więc jest mniejsza szansa, że obetną na krótko swój ulubiony t-shirt. Wielu metalowców modę podpatruje o swoich idoli, a ja, po latach robienia zdjęć zespołom, zaczęłam zauważać niuanse w tym, jak ubierają się fani poszczególnych kapel. Jeśli jesteś częścią sceny muzycznej czy subkultury, to istnieje w tym element jednorodności, ale ważne jest to, ile w tym jest ciebie i na ile potrafisz oddać to na swój własny sposób, sygnalizując swoją własną tożsamość. Dla niektórych to jest cholernie teatralne, dla innych niechlujne, trochę grunge'owe.

Jak ważne było postrzeganie tej subkultury w kontekście doświadczeń fanów Slayera z kapelą?
Chciałam zawrzeć trochę tekstu, ale jednocześnie nie chciałam, aby to było zbyt teoretyczne, czy to na temat Slayera, czy zdjęć. Tekst musiał pochodzić z perspektywy fanów. Bałam się, że przekaz będzie trochę monotonny, bo fani zazwyczaj super pozytywnie wypowiadają się na temat kapel, które kochają. Poczułam ulgę, gdy dostałam wiadomość od kolesia o ksywie Sadistik Fornicator [sadystyczny cudzołożnik] (tego samego zresztą, który pożyczył mi swoją katanę Slayera), jako że zawiera nieco krytyczny stosunek.

A z drugiej strony, jak ważne było dla ciebie pokazanie metalowców w innym kontekście niż koncerty, w ich własnych domach?
Jako że projekt ciągnął się w czasie tak długo, był czas, że chciałam po prostu fotografować ludzi w innym miejscach niż koncert czy okolice miejsca koncertu. Pytanie się, czy mogę im porobić zdjęcia w ich domach, było dosyć oczywistym wyborem, poza tym jestem trochę wścibska. Myślę, że te zdjęcia stanowią intymny element albumu, jednocześnie wprowadzając do całego chaosu pierwiastek normalności.

Tutaj możesz kupić album God Listens To Slayer

Czytaj też: Jak się fotografuje rock'n'roll?

Kredyty


Tekst: Felix Petty
Tłumaczenie: Zuza Bień
Zdjęcia: Sanna Charles, dzięki uprzejmości Ditto Press

Tagged:
slayer
thrash metal
Wywiady
muzyka
Kultura
ditto press
Sanna Charles
God Listens to Slayer