Reklama

11 wspaniałych emomomentów

Były wzloty, były upadki. Odliczamy do 11, przechodząc przez najważniejsze punkty w historii subkultury emo.

tekst Dan Martin
|
14 Lipiec 2015, 9:04am

Na początku był Sunny Day Real Estate
Prawdziwym testem na przynależność do subkultury emo jest zbliżona do średniowiecznej praktyki topienia czarownic metoda, polegającą na tym, że jeśli artysta twierdzi, że nie jest emo, to staje się oczywiste, że jednak jest. Podobnie jest z początkiem emo jako gatunku muzycznego. Wywodzi się z hardcore punka z połowy lat 80., a przełomowym momentem był czas albumu Diary, zespołu Sunny Deal Real Estate, w roku 1994. Chłopaki złagodzili nieco estetykę hardkoru i otrzymali w ten sposób otrzymali ścieżkę dźwiękową do swojego życia. Jeden z członków kapeli jest obecnie w Foo Fighters.

Neutral Milk Hotel są tak naprawdę emo
Wymieniamy ich głównie po to, żeby wkurzyć fanatyków indie, którym bardzo zależy na pokazywaniu swego Świętego Graala dobrego gustu i broń Boże, nie pozwolić nazwać się subkulturą na literę „E". Serio, posłuchajcie chociażby kawałka Oh Comely i spróbujcie powiedzieć, że to nie jest emo.

Jimmy Eat World i jego przełomowy album Bleed American
Rok 2001 był momentem, w którym emo przestało być jedynie grupą dziwaków z grzywką i przeistoczyło się w biznes liczonym w milionach dolarów. To wtedy pojawił się trzeci album zespołu Jimmy Eat World, zatytułowany Bleed American. Kawałki The Middle oraz Salt Sweat Sugar podbiły studenckie rozgłośnie radiowe. Sukces był tak olbrzymi, że po ataku na WTC, zespół zmienił nazwę albumu na po prostu, Jimmy Eat World, z obawy, że pierwotny tytuł - Bleed American [krwawić po amerykańsku], może zostać odebrany jako aluzja.

Deja Entendu, zespołu Brand New
Nie byłoby emo, bez odrobiny zdrowej introspekcji. Oto przed wami, rodem z Long Island kombinacja szortów i deskorolek, połączona z grupą typu „och-jesteśmy-tacy-emocjonalni", reprezentowaną przez dorosłych, którzy uosabiają się z filmem Amelia. Warto nadmienić, że jest to prawdopodobnie jedyna piosenka zespołu, który śpiewa o swojej agonii w trakcie trasy koncertowej, która nie jest całkowicie zwalona, jak przykładowo ta: „"I won't see home this spring. Oh, I would kill to be inland but I am paid to make girls panic while I sing." [Tej wiosny nie zobaczę domu. Och, mógłbym zabić, za miejsce na stałym lądzie, ale płacą mi za to, żeby dziewczyny wpadały w histerię, gdy śpiewam".

[youtube src='//www.youtube.com/embed/h3YVKTxTOgU' width='560' height='315']

Panic At The Disco i ich muzyczne hara kiri
Więc sprzedaliście dwa miliony płyt, zyskaliście popularność jako chłopcy z plakatów, twarze gatunku muzycznego, który rządzi światem. Co by tu zatem zrobić? A gdyby tak... zanurkować w morzu nagrań Kinksów czy The Zombies i patrzeć, jak po znakomitym debiucie fani zareagują na psycho-rock rodem z lat 60., który swoją drogą, nie ma szans na odnalezienie się wśród waszej młodzieżowej publiki. Doprawdy, genialnie.

Uczuciowy Jared Leto
Mamy dwa powody, by tak twierdzić. Po pierwsze, Jared grając w serialu Moje tak zwane życie, stał się jednym z głównych bohaterów świętego emo. A dzięki silnej więzi z serialem, jego absurdalny zespół 30 Seconds To Mars miał okazję zyskać międzynarodową sławę. Pomińmy fakt, że ich muzyka brzmi jak krzykliwa, rozwodniona wersja U2… zresztą, oceńcie sami.

Ciacho z Dashbboard Confessional
Zaakceptuj swoją powierzchowność, to nieodłączna część stylu życia prawdziwego emo. Średniego kalibru muzyk z połowy lat 90., Dashboard Confessional aka Chris Carraba, stał się sławny tylko dlatego, że jest przystojny. Ledwo pamiętamy jakiekolwiek jego kawałki, ale czyż nie jest cudowny?

Szkoccy emo
Jasne, północ Wielkiej Brytanii może niewiele ma wspólnego z emo, ale na przykład Biffy Clyro, lawirował między dwoma zespołami z problemami i niskimi tonami w połączeniu ze szkockim folkiem. Tak samo Sucioperro, Aereogramme - czyli każda kapela z bardzo tajemniczą nazwą.

The War On Emo
The War On Emo było serią wydarzeń w 2006 roku, organizowanych naprędce, tylko po to, żeby stworzyć dobry nagłówek. Grały tam na przykład wschodzące zespoły jak My Chemical Romance czy Panic! At The Disco, którzy zetknęli się z wrogością podczas Reading Festival. W tym samym czasie, na łamach brytyjskiego Daily Mail pojawiło się historyczne już i jakże przezabawne ostrzeżenie dla rodziców dotyczące kultu samobójstwa, który przejął władzę nad młodzieżą. Serio, pomyślcie o tym chwilę. To pociągnęło za sobą lawinę emosów wypowiadających się na MySpace o tym, jak muzyka, której zabraniano im słuchać, wyciąga ich z depresji i pomaga przezwyciężyć samookaleczanie się.

Popowy Paramore
Nikt tak naprawdę, nie traktował poważnie pochodzących z Tennessee, chrześcijańskich dzieciaków z Paramore. No, może poza tysiącami, które zajarały się zespołem po tym, jak nagrali soundtrack do Zmierzchu. Coś się popsuło, połowa zespołu odeszła i wtedy Hayley Williams razem z chłopakami postanowiła mieć to w dupie i nagrać popowy kawałek Still Into You, co sprawiło, że stali się świetni.

Laura Jane Grace wychodzi z ukrycia
Against Me! z Florydy to jeden z tych w miarę poprawnych, niezbyt fantastycznych, polityczno-punkowych zespołów z agresywną energią. Tak było do czasu kiedy ich frontman, Thomas Gabel, stał się Laurą Grace w 2012 roku. Tym samym była pierwszą transgenderową kobietą komercyjnym świecie rockowych zespołów, w czasie kiedy zaczęto przełamywać tematy tabu. Zespół wiele na tym zyskał, wykorzystując przemianę Grace w albumie z 2014 roku, zatytułowanym Transgender Dysphoria Blues.

Zobacz też: Najmroczniejsze sceny filmów Wesa Andersona.

Kredyty


Tekst: Dan Martin

Tagged:
emo
Paramore
30 Seconds To Mars
Hayley Williams
Jared Leto
Panic! At The Disco
Sunny Day Real Estate
Jimmy Eat World
Dashboard Confessional
Kultura
ulica
Subkultura