Reklama

5 dziewczyńskich dokumentów, które trzeba zobaczyć

Poznaj reżyserki, które zrywają z konwencjami świata produkcji filmowej.

tekst Alex Pollard
|
20 Lipiec 2017, 1:28pm

Artykuł ukazał się pierwotnie w brytyjskim wydaniu i-D. 

Na tegorocznym festiwalu w Cannes, aktorka i producentka filmowa Jessica Chastain po obejrzeniu 20 filmów w dziesięć dni doszła do przygnębiającego wniosku, który ogłosiła na końcowej konferencji prasowej: „Z tych seansów wyniosłam m.in. wiedzę, jak świat widzi kobiety - na podstawie tego, jak są one przedstawione w filmach". „Szczerze powiedziawszy, było to nieco zatrważające". Problem omijania kobiecego punktu widzenia nie jest jednak charakterystyczny wyłącznie dla filmów fabularnych - w dokumentach również widać skłonność do przyjmowania męskiej perspektywy psychicznej bądź wizualnej. Ta tendencja nie jest - na szczęście - wszechobecna: zawsze obecny były, są i będą artystki forsujące kobiecy punkt widzenia w świecie dokumentu. Zdecydowanie warto przyjrzeć się niektórym filmom, które nagrały w tym roku.

"Queerama"
Dokument Daisy Asquith sięga głęboko do archiwów Brytyjskiego Instytutu Filmowego, kompilując zapisy związków, pragnień, lęków i sposobów ekspresji homoseksualnych mężczyzn i kobiet od 1919 roku - to prawie „sto lat queerowych praw i potrzeb na filmie". Chociaż produkcja powstała w ramach 50. rocznicy uchwalenia aktu o wykroczeniach seksualnych, który zdekryminalizował stosunki płciowe między mężczyznami, film mówi o zawiłościach wszystkich tożsamości płciowych i seksualnych, które wychodzą poza heteronormę. Dokument zawiera także materiał z programu transmitowanego przez ITV w 1964 roku, którego bezdusznie odczłowieczający ton przy opisie mniejszości LGBT+ porównany został przez magazyn Guardian do tonu programu przyrodniczego. „Wbrew powszechnym opiniom", mówi narrator, „oni nie różnią się wyglądem od reszty społeczeństwa". Gdy Asquith przygotowywała film „powaliła ją odwaga homoseksualistów, biseksualistów i lesbijek oraz wszystkich osób transpłciowych bądź niebinarnych, które ujawniły się w poprzedniej części XX-wieku".

„Risk"
Gdy Laura Poitras zaczęła w 2010 roku nagrywać Juliana Assange'a, założyciela WikiLeaks, założyła że dokument, który powstanie w ten sposób, będzie świadectwem niestrudzonej walki o wolność słowa jednego z największych światowych umysłów. Gdzieś po drodze jednak nastąpiła zmiana narracji. Oskarżony o seksualne napastowanie przez dwie kobiety Assange został wezwany na przesłuchanie do Szwecji, co doprowadziło do jego bezterminowego azylu w ambasadzie Ekwadoru w Londynie. Chociaż nigdy nie zakwestionowano w nim kluczowego znaczenia WikiLeaks, film Laury Poitras kilkukrotnie uchwycił niepokojące zachowanie Assange'a w stosunku do kobiet - sceny, których inny reżyser zdecydowałby się nie umieścić. W pewnym momencie, mówiąc do swojego prawnika, Assange określa oskarżenia o molestowanie jako „absolutnie pozbawiony smaku, radykalnie feministyczny wymysł", a zaraz potem dodaje, że jedna z zaangażowanych w sprawę kobiet „założyła lesbijski klub nocny w Goteborgu". Kiedy jego prawnik - zupełnie słusznie - pyta, jak ta kwestia odnosi się do sprawy, Assange odpowiada: „Ona jest w tym kręgu… kręgu, który..." - w tym momencie milknie. Gdzie indziej żartobliwie zastanawia się ze złośliwym uśmiechem na twarzy, czy nie powinien po prostu przeprosić „jeśli cokolwiek, co zrobił albo czego nie zrobił zraniło ich uczucia". Nie naruszając w żaden sposób granic taktu, film pokazuje ironię sytuacji, w której mężczyzna znany z zarzucania innym braku wiarygodności i odpowiedzialności, sam robi wszystko, by jej uniknąć.

„Casting JonBenét"
Jeśli chcecie obejrzeć dokument Kitty Green, by poznać nowe fakty o niesławnym morderstwie 6-letniej miss JonBenét Ramsey, najprawdopodobniej będziecie rozczarowani. To nie jest typowa dokumentalistyka: nie zobaczysz tu tych samych, powtarzanych wszędzie kadrów, nie usłyszysz głosu lektora ani nie natkniesz się na wywiady z bezpośrednio zaangażowanymi w sprawę ludźmi. Zamiast tego, Green przygotowała casting dla aktorów z Boulder w stanie Colorado, rodzinnego miasta małej królowej piękności, którym potem rozdaje role rodziców, policjantów, detektywów, a następnie próbuje odegrać powtórnie zdarzenia z 1996 roku. Najbardziej wymowne jest jednak nie odtwarzanie makabrycznych scen, ale niesmaczne i nachalne spekulacje aspirujących aktorów, które usłyszeć można podczas rozmów, a także ich osobiste traumy, które ujawniają, próbując zdobyć rolę. Wspominają molestowanie seksualne w dzieciństwie, nowotwory, śmierć rodzeństwa, znajdowanie martwych ciał albo zacieranie dowodów swoich przestępstw z dzieciństwa, jednocześnie ostro oceniając rodzinę JoeBenét i prezentując konspiracyjne, niepoparte niczym teorie, dotyczące jej śmierci. Pojawiają się momenty faktycznego współczucia i zasmucenia, ale dokument ten daje pojęcie o zbiorowej, niezdrowej przyjemności, którą czerpie się czasem z cudzego nieszczęścia i podglądactwa. 

„A Suitable Girl"
Kręcony przez 4 lata (częściowo dzięki crowd-fundingowi) film Sarity Khurany i Smiriti Mundhry traktuje o pełnej presji kulturze aranżowanych małżeństw w Indiach. Widz poznaje historie trzech niezamężnych kobiet, ujawniających społeczne i personalne naciski na młode Hinduski, by znalazły męża. Przedstawiony jest także proces planowania takiego związku. W produkcji 750 godzin nagrań zredukowano do 90-minutowej esencji, efektem jest więc raczej migawkowy ogląd niż pełna historia - ale mimo kompaktowej formy uniknięto umysłowych skrótów i uprzedzeń. Każda z bohaterek filmu ma swoją własną historię: jedna jest zaręczona z mężczyzną, które chce by przeprowadziła się dla niego 640 km do jego małego miasteczka; druga to 24-letnia córka profesjonalnej swatki, a trzecia to trzydziestolatka, której pracownik serwisu randkowego powiedział, że jej problemy ze znalezieniem męża wynikają ze zbyt dużej tuszy. Złożony w pełni z kobiet o różnych kolorach skóry zespół kreatywny, stojący za produkcją „A Suitable Girl", zebrał za film szereg pochlebnych recenzji na tegorocznym Festiwalu Filmowym w Tribece.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

„All This Panic"
„Myślałam że w tym wieku będę czuła się lepiej w swojej skórze", mówi 17-letnia Dusty w „All This Panic". „Nie sądzę, żebym była tak dojrzała, jak powinnam". To poczucie współdzielone jest przez niemal każdego, kto wie, jak to jest być nastolatką. Nagrywany przez trzy i pół roku dokument opowiada historie siedmiu młodych kobiet żyjących w Nowym Jorku, odnajdujących swoją drogę na burzliwym, kłopotliwym i pełnym radości polu minowym dorastania. Zawieszone pomiędzy milionem możliwości na przyszłość, są jednocześnie sparaliżowane i podekscytowane nadchodzącą wielkimi krokami dorosłością. Chociaż film cechuje się niemal klaustrofobiczną bliskością, dziewczyny wypowiadają się z taką szczerością, że wydaje się, jakby zapomniały o obecności kamer. Farbują sobie wzajemnie włosy, opowiadają o randkach, seksie, samookaleczeniu i rozwodzie rodziców, próbują uporać się z kwestią swojej seksualności - wszystko to pełne jest ciepła, humoru i młodzieńczej niezgrabności, których nie oddałby żaden scenariusz. „Nastoletnie, dziewczęce ciało jest tak przeseksualizowane", mówi Sage, jedna z niewielu Afroamerykanek w jej prywatnej szkole. „Ludzie chcą cię widzieć, ale nie chcą słyszeć, co mówisz". Gage jednak chce: tak naprawdę nazwała ten ogromnie wzruszający film swoją „odą do nastoletnich dziewczyn". 

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Alexandra Pollard