słoneczne pocztówki z ukrainy

Zdjęcia Nadii Sablin są jak laurka wystawiona Ukrainie sprzed lat.

|
07 grudnia 2016, 2:40pm

„Była miejscem, które przypominało mi dzieciństwo, miejsce bajek, bezpieczeństwa, miłości", Nadia Sablin mówi o swoim stosunku do Ukrainy. „Teraz łamie mi też serce i nie wiem, jak to pokazać". Urodzona w Sankt Petersburgu (wtedy zwanym Leningradem), dorastająca z rodziną w USA, Nadia rzuciła pracę fotografki komercyjnej w 2003 roku, dołączyła do Korpusu Pokoju i wróciła do ojczyzny. „Chociaż od czasów dzieciństwa nie byłam w Europie Wschodniej, język był wciąż znajomy", mówi. Od tamtej pory Sablin wielokrotnie podróżowała do Rosji i na Ukrainę, gdzie robiła portrety tych samych bohaterów na przestrzeni lat.

Na Ukrainę Sablin wybrała się w 2014 roku, w samym środku rewolucji na Majdanie. Absolwentki liceum w mundurkach, znajoma w nowych obcasach, chłopiec z pistoletem - mocne fotografie Sablin z serii „Rosegarden" odzwierciedlają jej przemyślenia na temat tego, co niezidentyfikowane. Niewidoczna trauma emocjonalna związana z wojną na wschodzie łączy się z zamglonym pięknem i spokojem reszty Ukrainy. Sablin odwiedziła znane sobie miasta, gdzie stworzyła portrety stanowiące odskocznię od zmory wojny i wgląd w upiększające światło i interpretację jej oka. Nadia opowiedziała nam o Puszkinie, rewolucji i szukaniu bohaterów na rosyjskim Facebooku. 

Jakie inspiracje pamiętasz z dzieciństwa?
Moi rodzice to miłośnicy sztuki, zabierali mnie do każdego muzeum i na każdą wystawę. Moja babcia była przewodniczką wycieczek. Bada życie i twórczość Puszkina, oprowadzała turystów po Leningradzie. Zawsze chodziłam z nią i słuchałam o jego życiu - jak wpłynęła na nie sztuka. Wydało mi się to wtedy fascynujące.

Co cię w nim zafascynowało?
To, że poświęcił życie idei, pasji, nie chodził codziennie do pracy, żeby zarabiać pieniądze. Nie nudził się - kochał, pisał i wszystko głęboko odczuwał.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Twoje portrety mają w sobie ciepło. Opowiedz o swoim procesie twórczym.
Robiąc zdjęcia ludziom - nieważne czy bliskim czy obcym - zakochuję się w nich. Czuję z nimi bliską więź. Na pewno widzieliście performens Mariny Abramović „Artystka obecna". Szło się tam i patrzyło na nią przez pewien czas. Myślę, że kiedy w kogoś się wpatrujemy, dzieje się coś szczególnego. Patrzy się im głęboko w oczy, słucha ich uważnie, naprawdę zwraca na nich uwagę, czuje ich. Jeśli to nie sprawi, że kogoś pokochasz, coś z tobą nie tak. Właśnie to chcę robić przy użyciu obiektywu. Zrozumieć, kim są bohaterowie dzięki obserwacji.

Opowiedz o serii „Rosegarden".
Moja praca nie wygląda tak, że zaczynam od pomysłu, po czym go realizuję. Badam i patrzę na rzeczy, a dopiero później przetwarzam je w coś nieco bardziej spójnego. Pierwsze zdjęcie zrobiłam w 2004 roku, ale sporo z nich pochodzi z 2014 roku, kiedy zaczęła się wojna. Gdy na Majdanie wybuchły protesty, a na wschodzie wojna i Rosja dokonała aneksji Krymu, ciężko było mi pojąć, że to radosne, zaczarowane miejsce, do którego jeździłam na wycieczki, stało się zbyt prawdziwe. Było tam za dużo cierpienia. Nadzieje zostały zgniecione, ludzie umierali, a gospodarka się zawaliła. Nie mogłam tego pojąć, dlatego postanowiłam pojechać i przekonać się, co tam się dzieje.

Znasz swoich bohaterów?
Niektórzy z nich są moimi znajomymi, innych poznałam tuż przed zdjęciami. Jedna osoba została znaleziona na rosyjskim Facebooku - szukałam bohaterów, a ktoś podesłał mi go jako żart. Ale on i tak pozwolił mi przyjechać i zgodził się wystąpić na zdjęciach. To ten chłopiec z pistoletem.

Opowiedz jego historię.
Niezłe ziółko. Patrzyłam na rosyjskiego Facebooka, szukając modeli czy fotografów z Odessy, przeszukiwałam wszystkie małe grupki. Minęły chyba ze cztery dni, a nikt się nie zgodził, albo ja nie znalazłam nikogo, komu chciałabym zrobić zdjęcie. Pomyślałam: „Poszukam kogoś, kto chce być na zdjęciach, kogoś kto szuka fotografa". Znalazłam go i od razu zadzwoniłam. Wydawał się zszokowany i zaskoczony, ale w końcu po rozmowie zaprosił mnie do siebie na przedmieścia i zapytał, czy ma mieć ze sobą gitarę czy spluwę. „Przynieś co chcesz", odparłam. No i przyniósł spluwę.

Jak się czujesz, gdy patrzysz na te zdjęcia teraz?
Kiedy zaczęłam przeglądać prace i myśleć o ewentualnej wystawie, poczułam impuls, żeby połączyć serię. Zauważyłam, że przez zdjęcia przewijał się motyw róży, w większości zdjęć były piękne kwiaty. W mojej wyobraźni Ukraina jest ogrodem. Wiosną kwitnie tam tyle drzew, a latem jest mnóstwo owoców. To wyjątkowo urodzajny kraj, a ja zastałam uszkodzone, zwiędnięte czy zamurowane kwiaty - pomyślałam, że dobrze symbolizują panujące nastroje. Cudowne, piękne, naturalne miejsce, które cierpiało.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst J.L. Sirisuk
Zdjęcia Nadia Sablin