artyści kwestionują związek między kulturą a komercją

Czterech młodych fotografów stworzyło dla Dover Street Market i National Portrait Gallery obiekty do własnej wersji muzealnego sklepiku z pamiątkami.

tekst Steve Salter
|
22 Maj 2017, 3:04pm

tea towel. Photography Dham Srifuengfung, 2017

Po odwiedzinach w każdej dużej galerii i muzeum traficie na sklep z pamiątkami, umieszczony przy wyjściu. Zderzają się tam kultura i komercja, często więcej osób ogląda pocztówki i plakaty, niż oryginalne dzieła sztuki. A co gdyby te małe upominki były jeszcze bardziej wyjątkowe? W ramach wydarzenia Photo London Open House w Dover Street Market to pytanie postawiły sobie fotoedytorka — Holly Hay, agentka fotografów i była członkini ekipy i-D — Ger Tierney oraz kuratorka — Shonagh Marshall.

Razem z National Portrait Gallery stworzyły własną wersję sklepu z pamiątkami. Zleciły czterem młodym fotografom (Polly Brown, Dham Srifuengfung, Jacob Lillis i Larissa Hofmann) wykonanie zdjęć na podkładki pod kubki, ściereczki, magnesy i lusterka. Obiekty ich autorstwa z przymrużeniem oka badają związek między sztuką a sprzedażą, nawiązując do architektury i ekspozycji stałej w jednej z największych instytucji kulturowych Londynu. Czy będziemy postrzegać te obiekty inaczej, gdy będą zrobione na specjalne zamówienie? Przed samym wydarzeniem Ger Tierney została naszą przewodniczką i zabrała nas do własnego muzealnego sklepiku.

Kieszonkowe lusterko. Zdjęcie: Larissa Hofmann, 2017 rok.

Po pierwsze, co was zainspirowało do stworzenia tego projektu?
W tym roku Dover Street Market chciało zrobić coś zabawnego w trakcie Photo London. Ja i Holly zostałyśmy poproszone o współpracę z Shonagh Marshall. Byłyśmy ograniczone przestrzenią i koncepcją, co okazało się bardzo ciekawe. Wiedziałyśmy, że chciałyśmy zaangażować młodych twórców, których prace nie pojawiły się na wystawach podczas Photo London. Podobał nam się pomysł przedstawienia ich widowni w DSM w niekonwencjonalny sposób. Chciałyśmy skupić się na związku między kulturą i komercją, umieścić w Dover Street Market obiekty przypominające te sprzedawane w muzealnych sklepach z pamiątkami. Chciałyśmy sprawdzić, jakie byłoby ich znaczenie w oderwaniu od wystawy czy muzeum. Zostałyśmy zapoznane z ekipą z National Portrait Gallery, co było bardzo ekscytujące i nadało projektowi powagi, bo współpracowałyśmy z tak niesamowitą instytucją.

Czy możesz opisać nam, jak przebiegał wasz proces twórczy? Jak ci się pracowało razem z Holly Hay i Shonagh Marshall nad sklepikiem muzealnym?
Przyjaźnię się z Holly i Shonagh, więc świetnie się razem bawiłyśmy. Spędziłam z Holly dużo czasu, dyskutując na temat fotografów, których uwielbiamy. Dobrze znamy swoje gusta, więc od razu się zgadzałyśmy w kwestii artystów, z którymi chciałyśmy pracować. Shonagh ma doświadczenie jako kuratorka mody, więc rozumiała obie strony: muzeum i handel. Miałam szansę zrobić coś takiego z bliskimi przyjaciółkami — to było bardzo pozytywne doświadczenie. Uważam, że to niesamowicie utalentowane kobiety, a po tym uwielbiam je jeszcze bardziej! Siedziałam na spotkaniach z przyjaciółkami i myślałam sobie: „Mój Boże, ona jest taka silna". Wspaniałe uczucie.

A jak było z fotografami?
Nawiązałyśmy więź z każdym z nich i czułyśmy, że każdy naprawdę ma własny punkt widzenia i wniesie coś wyjątkowego. Byli niesamowici i głodni wyzwań. Dałyśmy im nietypowe wytyczne, ale wszyscy im sprostali i dali nam coś wyjątkowego. Chciałyśmy, żeby ten projekt był piękny, ale nie za poważny.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Magnes. Zdjęcie: Jacob Lillis, 2017 rok.

Czy możesz opowiedzieć nam o pracach? Jakie uczucia wywołują w tobie te zdjęcia?
Polly Brown ma wyjątkowe podejście, często tworzy autoportrety. Efekty są humorystyczne. Jej zdjęcia badają też percepcję, bo tak naprawdę wcale nie dotknęła tej rzeźby — a z naszej perspektywy wygląda, jakby dłubała jej w nosie. Zainteresowały nas prace Jacoba z Simone Rochą. Jego piękne fotoksiążki pokazują ogrom i prawdziwy przepych, bez względu na to, czy fotografuje róg ulicy, czy wnętrze pałacu. Jego zdjęcia są pełne spokoju i piękne, naprawdę uchwycił urok National Portrait Gallery przed otwarciem. Dham ma ogromną wiedzę na temat świata sztuki, szczególnie bardziej tradycyjnych mistrzów. Zawsze dodaje do swoich prac dużą dawkę humoru. Jego studium nosa i piękny kolaż naprawdę połączyły jego prace. Ma świetne oko do castingu. W pracach Larissy kryje się kobieca wrażliwość. Może zrobić zdjęcie czemuś niezwykle nudnemu i ożywić to z elegancją i prawdziwą zmysłowością. Jej zdjęcie idealnie nadawało się na rewers lusterka do torebki. Podoba mi się, że jednocześnie jest surrealistyczne i wręcz obsceniczne oraz naprawdę piękne.

Co chciałybyście przekazać tym projektem i dlaczego?
Mam nadzieję, że zmieni się sposób postrzegania dzieł sztuki i zdjęć. Że widzowie będą postrzegać te obiekty, jako coś do wystawienia z dumą w domu, tak jak zrobiliby [z reprodukcją obrazu]. Chciałabym zobaczyć zdjęcia, pokazujące, jak ludzie wyeksponowali ściereczkę albo podkładkę pod kubek w kreatywny sposób. Może powinnyśmy zaproponować jakiś hasztag, żeby ludzie mogli je wrzucać i oznaczać! Sądzę, że tradycyjne formy sztuki i fotografii zmieniają się dzięki mediom społecznościowym i technologii, a ten projekt jest miłym ukłonem w stronę tej zmiany. Z drugiej strony stworzyłyśmy jednak coś namacalnego, co każdy może wziąć do ręki, zamiast zapisywać to na telefonie. Podoba mi się też, że ten projekt zjednoczył dwie odmienne instytucje i utalentowanych ludzi. To coś wyjątkowego.

Skoro ten projekt opiewa codzienne piękno, to na koniec musimy zapytać: czym dla ciebie jest piękno w 2017 roku?
Różnorodnością i miłością do siebie!

Podkładka pod kubek. Zdjęcie: Polly Brown, 2017 rok.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Steve Salter

Tagged:
Fotografia
National Portrait Gallery
Dover Street Market
Polly Brown
photo london
dham srifuengfung
jacob lillis and larissa hofmann