zakazana miłość

Mao Ishikawa uwieczniła w latach 70. nieznaną historię miłości na japońskiej wyspie, okupowanej przez amerykańskie wojsko.

|
28 marca 2017, 3:35pm

Dziś w nowojorskiej księgarni Dashwood kultowa japońska fotografka Mao Ishikawa podpisuje swoją pierwszą monografię opublikowaną w USA: „Red Flower, The Women of Okinawa". Nowowydana książka zawiera uderzające, czarno-białe zdjęcia Mao i jej przyjaciółek, które pracowały w segregowanych rasowo barach dla amerykańskich żołnierzy. Oprócz nich pojawiają się też ich partnerzy — czarni żołnierze i stali bywalcy barów w Okinawie pod amerykańską okupacją. Zdjęcia z lat 1975-77 przedstawiają beztroskich dwudziestolatków, którzy się śmieją i płaczą, piją i zakochują. Ich życie ostro kontrastowało z napięciem na wyspie kontrolowanej przez wojsko.

Po kilku miesiącach w szkole fotografii, gdzie nauczał ją uznany artysta Shômei Tômatsu (później orędownik jej prac), Mao ją rzuciła i wróciła do domu w Okinawie, żeby zacząć swój pierwszy projekt. „Byłam wtedy młoda i impulsywna — zanim to przemyślałam, już byłam w akcji", wspomina Ishikawa. „W ogóle nie mówiłam po angielsku, ale porozmawiałam z właścicielem jednego z barów i od razu zaczęłam tam pracę. Klientami byli praktycznie sami amerykańscy żołnierze po 20. Byłam mniej więcej w ich wieku, więc stałam się bardzo popularna. Miałam chłopaka za chłopakiem. Czasem któryś wynajmował mieszkanie i żyliśmy razem". Mao wspomina z nami swoje przeżycia, po raz pierwszy dzieli się nimi z czytelnikami nieznającymi japońskiego.

Jak wyglądało dorastanie na Okinawie pod amerykańską okupacją?
Urodziłam się osiem lat po zakończeniu wojny. Po kapitulacji Japonii w 1945 roku Okinawa została odcięta od kraju i znalazła się pod okupacją wojsk amerykańskich. Aż do powrotu pod zarząd Japonii w 1972 roku na Okinawie policja nie miała zwierzchnictwa nad amerykańskimi żołnierzami i nie mogła ich aresztować po zajściach czy przestępstwach przeciw mieszkańcom Okinawy. Gdy podejrzani zostali złapani, przekazywano ich amerykańskiej żandarmerii wojskowej i byli sądzeni przez sąd wojskowy. Nikt nie wiedział czy faktycznie przejeżdżali ludzi, gwałcili kobiety, kradli i zabijali i czy zostali ukarani. Nawet jeśli zostawali skazani na jakiś wyrok to nie było sposobu, by dowiedzieć się, czy faktycznie zostawał wykonany. Podobno większość z nich wysyłano z powrotem do Stanów i wcale nie szli do więzienia. Okinawa była wręcz amerykańską kolonią, w której żołnierze mogli robić, co chcieli. Wtedy zaczęłam zastanawiać się, czy Okinawa faktycznie należy do Japonii? Czy mieszkańcy Okinawy faktycznie są Japończykami? Myślę, że wiele dzieci tamtych czasów dorastało, zadając sobie te same pytania.

Opowiedz nam o segregacji rasowej w tamtych czasach.
W Stanach pojawił się ruch na rzecz praw obywatelskich i rozprzestrzenił się również wśród żołnierzy. W kwietniu 1975 roku USA kompletnie wycofało się z wojny w Wietnamie, a ja zaczęłam pracę w barze dla czarnych. Słyszałam, że czarni żołnierze w Wietnamie znajdowali się na pierwszej linii walki i że ich dyskryminowano. Czarni i biali nosili te same mundury i działali razem, ale w cywilnych strojach i na mieście stwarzali problemy i bez końca walczyli. Słyszałam, że właśnie dlatego dzielnice rozrywki dla amerykańskich żołnierzy zostały podzielone na białe i czarne. Nie wiem jednak, czy to prawda.

Dlaczego ty i twoje przyjaciółki postanowiłyście pracować w barach dla czarnych?
Gdy stwierdziłam, że chcę fotografować amerykańskich żołnierzy, nigdy wcześniej nie byłam w dzielnicach rozrywki, więc zapytałam znajomego dziennikarza o dobry bar, a on powiedział mi o jednym w czarnej dzielnicy miasta Koza. Wybór białego lub czarnego baru nie był świadomą decyzją.

Inne kobiety z Okinawy mówiły, że zaczęły przychodzić do baru, bo pracowały tam ich koleżanki, potem zakochiwały się w poznanym tam czarnym żołnierzu i w końcu same zaczynały pracę za barem. Kobiety z Japonii od małego lubiły czarną muzykę, poznawały kochanków w klubach, do których chodzili czarni żołnierze, jechały za nimi do Okinawy i zamieszkiwały tam. Później zrywały ze swoimi chłopakami, ale zostawały na Okinawie i dalej pracowały w barach dla czarnych. Znałam wiele takich przypadków.

Co takiego było w twoich koleżankach, że chciałaś je fotografować?
Okinawa to mała wyspa. Wszyscy znają wszystkich, więc wielu ludzi martwi się, jak inni ich widzą. Gdy robiłam te zdjęcia, wielu mieszkańców Okinawy było przekonanych, że czarni ludzie dobrze tańczą, są dobrzy w łóżku i biedni. Te kobiety zakochiwały się w czarnych żołnierzach poznanych w barze i nie obchodziło ich, jak widział to świat. „Co jest złego w kochaniu czarnych ludzi? Co jest złego w pracy za barem? Co jest złego w czerpaniu przyjemności z seksu?", pytały i żyły swoim życiem, wolno i otwarcie. Były bardzo fajne. W miarę fotografowania imponowały mi coraz bardziej. Widziałam w nich też część siebie. Ja też pracowałam w barze, mieszkałam z czarnym żołnierzem, którego tam poznałam i pokochałam.

Czego się nauczyłaś od Amerykanów?
Amerykańscy żołnierze byli bardzo radośni i pewni siebie, wręcz aroganccy. Nie przejmowali się tym, jak widzieli ich inni. Robili i mówili, co tylko chcieli. Myślę, że to bardzo dobre w porównaniu do Japończyków, którzy starają się podporządkować społeczeństwu. Byli bliżej mojej osobowości, dlatego łatwo było z nimi żyć.

Okinawa, która wcześniej była niezależnym, zjednoczonym Królestwem Riukiu, została zaanektowana przez Japonię siłą w 1879 roku. Japończycy stwierdzili wtedy: „Koniec Riukiu, teraz to prefektura Okinawa" i tak królestwo istniejące od 500 lat zostało zniszczone i stało się częścią Japonii. Myślę, że ta historia, relacja między Okinawczykami i Japończykami jest bardzo podobna do relacji między czarnymi i białymi ludźmi. Myślę, że to zrozumienie jest znaczącym powodem, dla którego coraz bardziej lubiłam czarnych ludzi.

Jak było, gdy żołnierze opuścili wyspę?
Gdy mieszkałam w mieście, miałam po kolei trzech chłopaków, ale z każdym było inaczej. Dwóch mi się oświadczyło, ale nie kochałam ich wystarczająco mocno, by ich poślubić. Przez ostatniego, którego kochałam, czułam się oszukana i zła, bo odkryłam, że miał żonę i dziecko w Stanach. Po jakimś czasie stwierdziłam, że skoro i tak już go kocham, to mogę z nim pomieszkać, aż nie wyjedzie. W dniu jego powrotu do Ameryki byłam bardzo smutna i samotna. Traktował mnie dobrze, ale jego serce poleciało już do USA. Dlatego postanowiłam się poddać i pożegnałam go w miarę spokojnie.

Część tych zdjęć wydałaś w książce „Hot Days in Camp Hansen" w 1982 roku. Jak wtedy ludzie na nie reagowali?
Wtedy książkę sprzedawano tylko wysyłkowo, więc nie miałam okazji usłyszeć, co ludzie o niej myśleli. Poznałam jednak pewną kobietę z Tokio, którą książka tak poruszyła, że postanowiła przyjechać do Okinawy, żeby mnie poznać.

Jak twoje prace odebrano w branży ówcześnie bardzo zdominowanej przez mężczyzn?
Nie wiem, bo wtedy praktycznie nie wchodziłam w interakcje z ludźmi z branży fotograficznej w Japonii. Książkę wydała grupa fotografów z Okinawy, która założyła własne wydawnictwo. Poza mną byli to sami mężczyźni. Bardzo chwalili moje prace, bo mówili, że takich „nie mogli zrobić oni, mężczyźni!".

Opowiedz nam o „Red Flower, The Women of Okinawa" i zdjęciach, które po raz pierwszy ujrzały światło dzienne przy okazji jej wydania.
Miwa Susuda z wydawnictwa Session Press oraz Dashwood Books przyjechała z Ameryki do mojego domu w Okinawie. Pokazałam jej moje zdjęcia, a ona mówiła „piękne!" wiele razy, oglądając grzecznie każdą fotografię. Nigdy nie widziałam, żeby ktoś mówił to głośno w tak bezpośredni sposób, jej reakcja mnie poruszyła. Ta kobieta naprawdę rozumie moje zdjęcia. Byłam bardzo szczęśliwa. Potem wysłałam jej wszystkie zdjęcia i zdałam się na nią. Ufałam, że Miwa stworzy dobrą książkę. Poprosiłam ją jedynie, żeby nazwała książkę „Red Flower". Na Okinawie wszędzie rosną głęboko czerwone hibiskusy, nazywamy je akabana. Ich obraz pasował do tych kobiet: krzykliwe, wolne i z mocnym rdzeniem. Poprosiłam także, aby okładka była czerwona.

Miwa wysłała mi makietę książki, ale nie była jeszcze kompletna, więc nie widziałam wszystkich zdjęć, które zostały wydane w Ameryce. Nie wiem, które z nich nie były wcześniej pokazywane. Lubię wszystkie zdjęcia, które zrobiłam, więc dla mnie selekcja nie ma znaczenia. Wszystkie pokazują te kobiety i ich sposób życia, który mnie fascynował. Bardzo się cieszę na myśl o podpisywaniu książki w tym miesiącu, nie mogę sie doczekać, żeby ją zobaczyć.

Podpisywanie „Red Flower, The Women of Okinawa" odbędzie się 28 marca w Dashwood Books w Nowym Jorku. 

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Paige Silveria
Tłumaczenie: Jun Sato
Wszystkie zdjęcia dzięki uprzejmości Mao Ishikawy i Session Press