tak naprawdę wygląda dorastanie

Przed premierą nowego kawałka Lorde, powracamy do „Pure Heroine”, jej debiutanckiego krążka, który pokazał życie nastolatków bez upiększania.

tekst Wendy Syfret
|
02 Marzec 2017, 11:55am

Od kilku miesięcy fani Lorde szukają wskazówek i sugestii na temat powstania jej nowego albumu. W tym tygodniu zmieniło się to w dosłowne poszukiwanie skarbów, ponieważ w nowozelandzkiej telewizji pojawiły się tajemnicze reklamy. Gwiazda umieszczała też kolejne podpowiedzi w różnych miejscach w Auckland. Dziś ma się ukazać pierwszy singiel, „Green Light", dlatego wielu fanów — szczególnie tych z Antypodów — wróciło do jej debiutanckiej płyty „Pure Heroine" z 2013 roku, by rozważyć jej wpływ.

Kulturowy fenomen projektu, który tak szczerze i bezpośrednio opowiada o wewnętrznym życiu nastolatki, był bezprecedensowy. Minęły 4 lata, a sposób w jaki ówcześnie 17-letnia Lorde zdołała uchwycić i uwypuklić małe radości i ucisk dorastania na przedmieściach nadal zachwyca. Takie kawałki jak „Ribs" trafiają w znajomą strunę miłości i lęków, które rozbrzmiewają w naszych uszach, odkąd Tommy Sands wkroczył na listę przebojów z utworem „Teenage Crush" w 1957 roku. Jednak to walka z nudą i duma z rodzinnego miasta nadały płycie Lorde wyjątkowego wydźwięku.

W „Royals" odrzuciła wódkę Grey Goose i balowe suknie, twierdząc, że pragnie „innego szumu", który daje jej czas spędzony z przyjaciółmi, a my przenieśliśmy się do czasów, w których znajomości i kręgi społeczne nie były najważniejsze. Przypomniała nam jak to było, gdy cały świat wydawał się tak odległy, jakby powstał dla kogoś innego. To było w porządku, bo warstwa ochronna złożona z miłości i tego, co znajome, stanowiła przyjemny bufor, broniący przed dokuczliwą rzeczywistością. „Jesteśmy więksi, niż kiedykolwiek śniliśmy", „Życie jest świetne, bez zmartwień" — kto nie pamięta tego poziomu pewności siebie oraz komfortu i kto za nim nie tęskni?

Ten śmiały spokój nie jest jednak usłany różami ani przeromantyzowany. „Teenage Dream" Katy Perry składał się z jeżdżenia po Kalifornii i picia na plaży, One Direction obiecywali prawdziwą, niegasnącą miłość — a Lorde pokazała nudne przedmieścia. Jej znajomi mieli „skórę pokrytą kraterami, jak księżyc" i „żyli w miastach, których nigdy nie pokazują na ekranach". Nie byli przepiękni, ale wiedzieli, jak się sobą zająć. Reprezentowali dorastanie, które nie jest epickie ani efektowne, ale za to realistyczne i wierne temu, co naprawdę odczuwają nastolatki.

Nigdy nie sugerowała, że emocje zamknięte w młodych sercach były mniej istotne, niż te dorosłych. Tematem jej tekstów częściej byli przyjaciele, a nie kochankowie i miłości. I słusznie. Większość 15-latków najbardziej cierpi, zastanawiając się czy nasze przyjaźnie przetrwają po szkole, czy wciąż będziemy mogli na sobie polegać. Dlatego „wiecie, że jesteśmy w swojej drużynie" bardziej przemówiło do dzieciaków i dodało im otuchy niż Taylor Swift, śpiewająca rok później: „Masz w oczach ten senny błysk Jamesa Deana, a ja mam czerwone usta, klasyczne, tak jak lubisz".

Istota tego albumu bierze się właśnie z tego, że Lorde nie kupuje mitu romantycznego dorastania, który przedstawia ten okres jako piękny, delikatny raj. Nawet, gdy Lorde wykorzystuje wyświechtane obrazy, bawi się nimi i je zniekształca, np. śpiewając: „nastolatki z białymi zębami wyszły na miasto".

Nie nadaje swojemu okresowi dorastania wielkiego znaczenia — nikt nie uczy się wtedy wielkich życiowych prawd ani nie określa tego, kim jest, bo nie o tym myślą nastolatki. Zamiast tego po cichu docenia miejsce, które ją ukształtowało. W „Buzzcut Season" przyznaje, że ostrzeżenia od facetów z wiadomości telewizyjnych nie wydają się rzeczywiste, bo „w tym błękicie jest tak łatwo, wszystko jest dobrze". Komfort miesza się jednak z rosnącym poczuciem stłamszenia, duszenia się — rodzinne miasto, które wydaje się takie bezpieczne, staje się również za ciasne. To muzyczny sposób przedstawienia momentu, w którym dzieciństwo zaczyna się kruszyć, a przez szczelinę sączy się blask dorosłości.

„Pure Heroine" jest być może najlepszym komentarzem odwiecznego dylematu nastolatków, które pragną mieć wszystko, desperacko chcą dorosnąć i zacząć własne życie, chociaż wiedzą, że wtedy nie będzie już powrotu. Lorde zrozumiała to, gdy wsiadła do samolotu i zobaczyła swoje miasto z góry — poczuła się od niego odcięta. W końcu również sama zaczęła osładzać sobie te chwile, które stały się tylko wspomnieniami ze sztucznym posmakiem. Jak śpiewa w „A World Alone": „Powolny płomień czeka, gdy się ściemnia, siniacząc Słońce. Czułam się dorosła przy tobie, w twoim wozie. Wiem, że to głupie".

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Wendy Syfret
Zdjęcie via @lorde

Tagged:
Lorde
royals
Pure Heroine
dorastanie
green light