Left: White horse with Telescope, 2012, courtesy the artist, Queensland Art Gallery, and Gallery of Modern Art, Brisbane © the artist. Right: 60s dolly bird, 2014, courtesy the artist and Roslyn Oxley9 Gallery, Sydney © the artist.

dziewczyny namalowane na różowej bawełnie

„Gdy zaczynałam, czułam się, jakbym przeprowadzała rewolucję, a teraz młode kobiety mogą robić, co chcą”, mówi malarka Jenny Watson, która od 40 lat tworzy radykalną, genialną sztukę konceptualną o codziennym życiu dziewczyn.

tekst Neha Kale
|
12 Lipiec 2017, 2:57pm

Left: White horse with Telescope, 2012, courtesy the artist, Queensland Art Gallery, and Gallery of Modern Art, Brisbane © the artist. Right: 60s dolly bird, 2014, courtesy the artist and Roslyn Oxley9 Gallery, Sydney © the artist.

Artykuł pierwotnie ukazał się w australijskim wydaniu i-D.

Nic tak nie łączy dziewczyn z przedmieść, jak wspólne pragnienie przelania marzeń na papier i przyczepianie zdjęć do ścian swojego pokoju. Pewnie — gdy już dorośniemy, żałujemy naszych obsesyjnych wpisów w pamiętnikach i poklejonych ołtarzyków ku czci gwiazd popu i rocka, ale sztuka, którą wtedy tworzymy dowodzi, że te wewnętrzne, dziewczyńskie światy, są szalenie istotne.

Jenny Watson spędziła cztery dekady na tworzeniu konceptualnych obrazów, które nadają najdrobniejszym zwyczajom i rytuałom dziewcząt antysystemowej energii postpunkowych piosenek. Stojąc przed jej pracami (przedstawiającymi Twiggy, galopujące konie i skrzydlate dziewczyny namalowane na jucie i różowej bawełnie) uświadamiamy sobie, że nasze najbardziej prywatne chwile zawierają ziarno epickiej opowieści. Jesteśmy — lub możemy się stać — wędrownymi bohaterkami swoich własnych historii.

„Pomyślałam, że mogę zmienić tę bardzo zwyczajną perspektywę dziewczyny w bardzo pretensjonalną sztukę konceptualną. Na pewien sposób to od zawsze był mój eksperyment. Śmiem twierdzić, że się udał", mówi ze śmiechem Watson, która mieszka pod Brisbane razem ze swoimi końmi. „Gdy pozwoliłam sobie zbadać zwykłe dorastanie na przedmieściach, zyskałam możliwość, by robić wszystko. W historii sztuki był taki moment, w którym dziewczyna czuła, że nie mogła stworzyć obrazu, przedstawiającego jej ulubioną postać z filmu". Alter ego Jenny, rudowłosa dziewczynka luźno inspirowana postacią Alicji w Krainie Czarów, odgrywa kluczową rolę w jej pracach.

„Maluję, co tylko chcę: od zwierząt, koni i ptaków po bliskich przyjaciół i kobiety z filmów. Ta wolność była radykalna. Wtedy sztuka konceptualna miała określony wizerunek. Skupienie się na doświadczeniu kobiet sprawiło, że moje prace wyglądały wyjątkowo".

Siła jej wizji uderza, gdy wchodzi się na jej retrospektywę „The Fabric of Fantasy" w Museum of Contemporary Art Sydney, gdzie wisi ponad 100 jej obrazów z lat 1970-2017. Ciężko się im oprzeć, a jeszcze trudniej pozostać niewzruszonym na ciepło i bliskość jej głosu — to bardzo rzadkie zjawiska w świecie sztuki konceptualnej. W jednym z pomieszczeń wiszą portrety Nicka Cave'a i The Go-Betweens, członków postpunkowej sceny Melbourne, którą artystka sama pomagała rozwijać. Są one równie delikatne jak mocno sfatygowane, pozaginane zdjęcia. Inną przestrzeń poświęcono pracom, takim jak „I Dreamed I Was A Calvin Klein Ad" (Śniło mi się, że byłam reklamą Calvina Kleina, 1995). Nawiązuje ona do nowojorskiego bilbordu i jest namalowana na zielonej tafcie. Wydobywa istotę nadziei młodej artystki, starającej się coś osiągnąć i przetrwać w wielkim mieście. Moje ulubione dzieła to: seria obrazów z dziewczynami trzymającymi kieliszki martini i telefony, zestawione z panelami tekstów z ich wewnętrznego monologu. Niektóre żarty zaczerpnięte z jej życia to ironiczne przytyki w stronę świata sztuki („Ten obraz jest właśnie kupowany przez muzeum") i ludzi („Wybierała swoje ubrania, przeważnie czarne i kładła je na łóżku"). „Uwielbiam wygląd tekstu, jego klimat, poczucie, że mogłaby to być kartka z pamiętnika, lista zakupów albo wołanie o pomoc", rozmyśla Watson. „Gdy patrzymy na obcy język, którego nie znamy, dociera do nas, jak abstrakcyjną rzeczą jest język. To po prostu kształty i formy. Uwielbiam sposób, w jaki wyglądają namalowane słowa".

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

The Key Painting (Kluczowy obraz), 1987 rok, z kolekcji Roslyn i Tony Oxley, Sydney.

Watson dorastała w Mont Albert i Dandenongs, na przedmieściach Melbourne. „Ojciec mojej koleżanki ze szkoły był malarzem, chodziłam do niego na wieczorne lekcje. Było późno, siedzieliśmy w studiu i rozmawialiśmy o sztuce, a w powietrzu unosił się zapach terpentyny — bardzo mnie to ekscytowało i wcześnie rozwinęłam swoje umiejętności", powiedziała i dodała, że potem dostała się na National Gallery School, gdy dziekanem był Lenton Parr. W 1974 roku amerykańska, feministyczna krytyczka sztuki Lucy Lippard odwiedziła Australię, a Watson przypadło zadanie oprowadzenie jej po studiach artystek. Kilka lat później punkowa fala trafiła do Melbourne. Dla Watson, której pierwsza wystawa odbyła się w 1973 roku w Chapman Powell Street Gallery, te kulturowe momenty przełomowe były ze sobą powiązane i przypieczętowały jej los.

„[Lucy Lippard] odkryła, że wiele australijskich artystek pracowało bardzo ciężko, ale nie były zbyt widoczne, więc malarka Lesley Dumbrell założyła w Melbourne Women's Art Register, aby naciskać na galerie, by prezentowały więcej prac artystek, zamieszczały je w wystawach zbiorowych i zatrudniały więcej nauczycielek w szkołach artystycznych", wspomina, a w jej oczach pojawia się blask.

„Wtedy wiele rzeczy zmieniło się na lepsze. Potem w 1997 roku muzyka eksplodowała. Byłam w Londynie, ale wróciłam, bo w Melbourne tyle się działo. Mieliśmy takie kluby, jak Tiger Lounge i Crystal Ballroom. Wejście kosztowało jakieś dwa dolary, a w środku piliśmy piwo, a nie wino. Wszyscy się znali. To było bardzo małe środowisko". Nawet teraz najlepsze obrazy Watson są dzikie, pulsują rytmem, który jest potężniejszy niż sama farba, gra słów czy terpentyna.

Po lewej stronie: Dziecko kwiat, 1992-93, dzięki uprzejmości artystki, © Jenny Watson, zdjęcie: Carl Warner. Po prawej stronie: Obraz dla osoby, która ceni swoją prywatność, 1993 rok, dzięki uprzejmości artystki, © Jenny Watson, zdjęcie: Carl Warner.

Nic dziwnego, że Jenny nie satysfakcjonowała wizja zostania w St Kilda, ani tworzenie sztuki, która po prostu uwieczniała tamten czas i miejsce. W wieku 39 lat zorganizowała swoją pierwszą zagraniczną wystawę we Frankfurcie i wkrótce zyskała wsparcie Anniny Nosei, nowojorskiej marszandki, której przypisuje się odkrycie Basquiata.

„Zorganizowałam z Anniną Nosei sześć wystaw w latach 1991-2007, była legendą", mówi Watson, która spędziła ostatnie pięć miesięcy przygotowując się do kolejnej, tym razem w Wiedniu. „Odkryła Jeana-Michela Basquiata, Barbarę Kruger, Jeffa Koonsa i Jenny Watson".

„Pracowałam w wielkim lofcie na ulicy Wooster, a w weekendy odwiedzałam jej posiadłość wiejską. To był najlepszy sposób na poczucie, jakbym była prawdziwą, nowojorską artystką. Oczywiście spotykałam się też z odmowami i czułam się jak nikt, ale nie było wiadomo, co się wydarzy. Na mojej pierwszej, nowojorskiej wystawie poznałam mężczyznę chodzącego o lasce, któremu podobały się moje prace — okazało się, że to Taylor Mead, muza Andy'ego Warhola! Oczywiście jestem bardzo związana z Australią, mamy bardzo zdrowe środowisko artystyczne i nie mogłabym spisać ojczyzny na straty. Ale trzeba zrozumieć, że ma swoje miejsce w szeregu".

Co Watson myśli o wybuchu kobiecej ekspresji, nowym pokoleniu rezolutnych, młodych kobiet, które otwarcie tworzą sztukę o swoim życiu codziennym? „Gdy zaczynałam, czułam się, jakbym przeprowadzała rewolucję, a teraz młode kobiety mogą robić, co chcą. Nauczam i widzę niektóre z ich prac i uważam, że są zbyt osobiste. Nie chciałam, żeby moja sztuka była jak otwarta książka", mówi. Z drugiej strony przecież sama nie do końca przestrzega zasad. „Gdy moje prace stały się bardziej konceptualne, marszandzi się zmartwili, ale wtedy ja już działałam na pełnych obrotach! To było bardzo ekscytujące, powiązane z muzyką". Tu artystka zatrzymała się i uśmiechnęła szeroko. „Nie było opcji, że kiedykolwiek zawrócę".

The Fabric of Fantasy pod kuratelą Anny Davis można podziwiać w Museum of Contemporary Art, Sydney od 5 lipca do 2 października 2017 roku.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Neha Kale

Tagged:
sztuka
malarstwo
obrazy
obraz
jenny watson
neha kale
malarka
sztuka piękna