nie jesteś sama

Na przestrzeni lat moda była dla kobiet zarówno przeszkodą, jak i narzędziem wyzwolenia. Te proste bluzy pomagają w walce przeciwko zakazowi aborcji w Irlandii.

|
24 Marzec 2017, 8:03am

Już w dwunastym wieku kobiety w Chinach były zmuszane do okaleczającego krępowania stóp. Małe dziewczynki miały łamane palce i bandażowane stopy, dzięki czemu mogły założyć wykonane z rzemieślniczą precyzją, haftowane buty. Później kobiety we wschodnich społeczeństwach borykały się z cierpieniem związanym z gorsetami. Współcześni lekarze potępili stalowe stelaże nakładane na bieliznę, mówiąc o nich jako o poważnym zagrożeniu dla zdrowia kobiet. W czasach wiktoriańskich, tysiące kobiet zginęły z powodu swoich zbyt dużych krynolinowych sukien ze stelażami, które niestety narażały je na dosyć bliskie spotkanie z ogniem.

Powyższe przykłady rzucają światło na tendencje ubezwłasnowolnienia kobiet w historii mody. Patriarchalne społeczeństwo tworzyło ubrania, które kaleczyły oraz ograniczały kobiety, jak to tylko było możliwe. To w efekcie sprawiało, że nie były w stanie pracować, ćwiczyć i powodowało to mnóstwo innych kłopotów. Jak wyznają kobiety, ten trend nadal panuje nawet dzisiaj. Czują presję by znosić niedogodności chodzenia na obcasach — takie jak pęcherze, ból oraz dyskomfort, byle tylko przestrzegać zasad panujących ich w miejscu pracy oraz konkurować z innymi kobietami.

Zdecydowanie największy progres w czasach wiktoriańskich możemy zawdzięczać reformatorom mody, którzy wyszli naprzeciw mizoginistycznym trendom w modzie i walczyli, by damskie ubrania były bardziej praktyczne, normalne oraz komfortowe. Wzrost popularności rowerów w latach dziewięćdziesiątych XIX wieku oraz nadejście I wojny światowej pomogło przełamać piętno wokół kobiet noszących spodnie. Coco Chanel oraz inni projektanci przyczynili się do tego pozytywnego trendu, tworząc dwuczęściowy garnitur dla kobiet, który emanował siłą.

W dzisiejszych czasach damskie ubrania (z wyjątkiem szpilek) zdecydowanie nie potrzebują reformy pod względem funkcjonalności. Moda staje się coraz bardziej uniseksowa i kieruje się w stronę komfortu oraz satysfakcji jej odbiorców. Kobieta może nawet z łatwością i wygodą przebrnąć przez kampanię prezydencką, jak zrobiła to Hilary w sławnym damskim garniturze.

Jednakże feminizm nie opuścił mody i vice versa. Choć kobiety skutecznie obaliły rządy gorsetów i krynolin, które próbowały uwięzić ich ciała, nadal są one piętnowane przez społeczeństwo. Obecnie w Irlandii kobiety nie mają dostępu do ośrodków aborcyjnych zgodnie z ósmą poprawką do konstytucji. Dlatego też włączyły modę w walkę o odrzucenie poprawki.

The Repeal Project został założony przez Annę Cosgrave. Postanowiła ona zaprojektować bluzę z napisem REPEAL (Unieważnienie, zniesienie prawa), aby zwrócić uwagę na problem z aborcją w Irlandii. Stworzyła „ubranie wierzchnie, aby nagłośnić ukryte problemy" - tak głosi napis na metce. To wiąże się z trendem, jakimi są feministyczne symbole oraz manifesty marek modowych w ciągu ostatnich lat, co świetnie ilustruje na przykład projekt koszulki Diora z napisem „We Should All Be Feminists". W erze pogarniturowej modowy feminizm dotyczy już nie tyle walki o funkcjonalność ubrań, co przede wszystkim symbolizmu, manifestowania poglądów oraz ideologii.

Bluzy Cosgrave bardzo spodobały się Irlandczykom i wyprzedały się w jeden dzień. Nosiły je celebrytki, są teraz sprzedawane na festiwalach, koncertach, uczelniach oraz protestach w całej Irlandii - wszędzie tam, gdzie zbierają się młodzi ludzie.

Popularność bluz wśród młodych kobiet wzbudziła nieprzychylność wielu ludzi. Moda to obszar stale uznawany za błahy oraz określany jako płytki (krytyka pochodząca z mizoginii). Niektórzy z komentatorów szybko mogą spisać bluzy na straty jako zbyt mainstreamowy trend.

Niektórzy mogą powiedzieć, że bluzy oraz polityczne modowe stanowiska to na ogół przykład „slacktivismu", czyli aktywizmu na odwal się. Ludzie mogą uwierzyć, że nosząc takie bluzy, coś robią i walczą bez jakiegokolwiek wkładu i akcji. Może być to źródło zobojętnienia i mylnego odczucia aktywnego udziału, które dusi motywacje do realnego działania i wpływu na rzeczywistość.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Jednak ta opinia nie ma sensu, kiedy rozważymy realny wpływ bluz REPEAL na Irlandię. Zdecydowanie zamiast odwracania uwagi od protestów i innych aktywnych działań politycznych one je wzmacniają i wypełniają. Frekwencja na corocznym March for Choice w Dublinie wzrosła z 5 tysięcy osób w 2014 roku do ponad 20 tysięcy osób w 2016 roku. Podczas ostatniego Strike for Repeal tysiące osób zebrały się w Dublinie. W obu przypadkach zgromadzony tłum był biało-czarnym morzem bluz REPEAL.

Bluzy to pomysłowy mechanizm prowadzenia kampanii oraz agitacji. Jesteśmy generacją, w której królują memy i odnajdujemy siłę oraz solidarność w dzieleniu się viralowymi symbolami oraz obrazami. Wrogowie zawsze będą się starać, żebyś poczuł się samotny - bluzy pozwalają kobietom zapomnieć o tym strachu. Jedna osoba założy ją raz, a potem zainspiruje następną i tak w kółko. W wyniku tego coraz więcej osób mówi o prawach do aborcji, coraz więcej ludzi poświęca się sprawie i coraz więcej uczestniczy w protestach.

Patrząc bardziej praktycznie, nie ma wątpliwości, że bluzy wywołały zamieszanie. Jednak co ważniejsze — symbolizm bluz jest znacznie szerszy i bardziej złożony.

Przez wieki, kościół katolicki w Irlandii wraz z rządem kultywował milczenie wobec problemu aborcji. Szacuje się, że 12 kobiet dziennie podróżuje do Wielkiej Brytanii by dokonać aborcji, lecz irlandzki rząd usiłuje te dane zamieść pod dywan. Historia kościoła jest jedną z najbardziej skrywanych, zatajonych oraz tajemniczych. Bluzy symbolizują kolektywizację informacji. Są ubraniowym odpowiednikiem wykrzyczenia wszystkiego całemu światu. Są kategoryczną odmową milczenia oraz symbolem zmniejszania ingerencji władz kościoła w kobiece ciała. Nosząc bluzy reprezentujemy ukryte brzemię, które noszą na swoich barkach wszystkie kobiety. To zbiorowe egzorcyzmy wspólnego demona.

Projektantka bluz Anna Cosgrave wyjaśnia, że jej celem było zwrócenie uwagi na ukryty problem, żeby kobiety, które „po cichu niosą ze sobą swój bagaż osobistych przeżyć związanych z aborcją, mogły poczuć wsparcie od obcych ludzi na ulicach". A przede wszystkim chciała „przenieść dyskusję poza internet i uczłowieczyć ten problem".

Bluzy są genialne w swojej prostocie. Spośród tłumu ludzi przechodzących ulicą Grafton Street nagle miga ci jedna w bluzie i przypominasz sobie, że 12 kobie dziennie wyjeżdża do Wielkiej Brytanii, by dokonać aborcji. Przeistaczają siłę bólu kobiet, mężczyzn trans oraz osób niebinarnych w rzeczywistość. Cisseksualni mężczyźni nie muszą martwić się aborcją, ponieważ to ich nie dotyczy. Kobiety nie mają wyboru. Te bluzy odpychają wybory wszystkich gdzieś daleko (w pozytywnym znaczeniu) i sprawiają, że każdy może uważnie przemyśleć problem aborcji. Bluzy zapobiegają zamiataniu problemu pod dywan, zaprzeczają ustanowieniu mocy zatajania prawdy. Według Anny całe znaczenie bluz może być podsumowane w jednym zdaniu: „Nie jesteś sama. Razem mamy siłę".

Poprzez wszystkie lata moda hamowała i deprecjonowała siłę kobiet. Dzisiaj w Irlandii kobiety używają prostego, modowego przesłania, aby wzmocnić swoją władzę nad własnym ciałem. Podtrzymują przez to dziedzictwo pozostawione wiele lat temu przez wiktoriańskich reformatorów mody, którzy głosili, że ubrania powinni współgrać z kobietami, a nie być przeciwko nim. 

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Brian O'Flynn
Zdjęcie via Instagram