Reklama

jak założyć własną markę modową?

O tym warto pamiętać przed skokiem na głęboką wodę…

tekst Sabrina Shim
|
13 Czerwiec 2016, 7:40pm

Gdy portal prestiżowy portal Business of Fashion opublikował artykuł „Dlaczego nie powinniście zakładać własnej marki od razu po szkole", w modowych kręgach rozległo się gromkie „...ups", ponieważ wielu projektantów robi dokładnie to, co odradza im ten tytuł. Ta reakcja nie wynikała jednak z zakłopotania — była raczej przekorna.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Chociaż w artykule BoF znalazło się kilka istotnych i cennych rad, w prawdziwym życiu znajdziemy więcej historii zakończonych sukcesem, niż w tej opowieści ku przestrodze. Po pierwsze może wcale nie chodzi o zarabianie kupy kasy i zarządzanie wielkim imperium. Posiadanie własnej marki jest trudnym wyzwaniem, w które trzeba włożyć całe serce. Być może to wyzwanie, które pobudza kreatywność, rozwija i przynosi satysfakcję, jest wystarczającą nagrodą.

Jeśli przyjrzymy się zachodnim projektantom, którzy po szkole podjęli ryzyko i od razu założyli własną markę, okazuje się, że ich „brak doświadczenia" okazał się kopalnią niezwykłej pomysłowości i nowatorstwa. Odwaga pozwoliła przebić się przez trudny rynek i stworzyć własną niszę.

Weźmy na przykład Hannę Weiland, która założyła Shrimps, uzbrojona w dyplomy z historii sztuki oraz materiałów z London College of Fashion. Któregoś dnia wpadła na próbki sztucznych futer, tworzonych w nowej technologii i tak zaczęła się jej kolorowa przygoda ze światem mody. W archiwalnym numerze i-D Coming of Age powiedziała o swoim doświadczeniu z zakładaniem marki: „Nie bójcie się porażki, bo zawsze będziecie żałować, że nie spróbowaliście. A jeśli wam się nie uda, to i tak zdobędziecie tyle doświadczenia, że okaże się, że było warto". W tym samym artykule wypowiedziała się Molly Goddard, studentka, która zrobiła magisterkę na Central St Martins i od razu zaznaczyła swoją obecność na londyńskim tygodniu mody, a wszystko dzięki prezentacjom. Jej rada to: „Próbujcie! Nie przejmujcie się utartymi, tradycyjnymi ścieżkami czy sztywnym, modowym podziałem na sezony. Czuję, że w ciągu dziesięciu miesięcy od założenia marki, nauczyliśmy się więcej, niż w trakcie całej edukacji".

W rozmowie z Levi Palmerem i Matthew Hardingiem z palmer//harding, Levi zaznaczył, że jedną z największych zalet założenia marki po szkole, jest to, że „nie ma się nic do stracenia, więc to mniejsze ryzyko". Oczywiście to trudne i przerażające zadanie. „Dlatego postanowiliśmy zacząć od jednej linii produktów [koszul]. To dało nam wyjątkową pozycję i było łatwiejsze do wykonania, jeśli chodzi o finanse. Na przykład przy pierwszej kolekcji, zrobiliśmy wszystko z jednej belki bawełny".

Nie bądźmy naiwni: moda to biznes, a każda marka potrzebuje pewnej struktury, żeby przynajmniej przetrwać. W końcu na szali ważą się czyjeś losy i możliwość utrzymania się. Wydaje mi się, że zakładanie marek z uniwersalnym podejściem do biznesu nie jest dobrym pomysłem, tak jak same ubrania w rozmiarze „uniwersalnym". Czy branża byłaby równie ciekawa i innowacyjna, gdyby wszyscy młodzi projektanci posłuchali rad Anny Wintour i zamiast od razu ruszać z własną marką, zaczęli pracę w uznanym domu mody, skrupulatnie zdobywając doświadczenie i dopiero potem się usamodzielnili?

Z pewnością nie istniałyby takie marki jak Vejas, założona przez Vejasa Kruszewskiego z Tornonto, który nie studiował projektowania, ale za to w 2016 roku został nominowany do prestiżowej nagrody koncernu LVMH. Przystępne ceny i przekaz — promowanie różnorodności i równości, w zaledwie kilka sezonów sprawiły, że marka zdobyła uznanie i zainteresowała wpływowych sprzedawców. Nie zapominajmy, że Helmut Lang też był samoukiem.

Kanadyjski projektant mówi, że moda jest dla niego jedną wielką przygodą. „Jak do tej pory uczyłem się z doświadczenia, słuchając ludzi z różnych części branży, zadając pytania, czytając artykuły itd. Popełniłem wiele błędów i musiałem zmierzyć się z rzeczywistością i ograniczeniami, jeśli chodzi o finanse", przyznaje. „To stresujące, ale jednocześnie myślę, że radzenie sobie z rzeczywistością pomogło mi o wiele szybciej dorosnąć".

Projektanci mogą też pójść inną drogą. Raf Simons zaczynał jako projektant wzornictwa przemysłowego. Thom Browne ma dyplom z ekonomii, próbował swoich sił w aktorstwie i pracował jako sprzedawca w sklepie Giorgio Armani. Z drugiej strony Hiromichi Ochiai, mistrz kryjący się za kultową japońską marką Facetasm, po ukończeniu Bunka Fashion College przez osiem lat tworzył materiały dla takich marek jak Comme des Garçons i Undercover, w międzyczasie pracując też w japońskiej firmie projektowej NGAP. Gdy postanowił sam wkroczyć do świata mody, od razu obrał własną ścieżkę. „Nie chciałem stracić swojej oryginalności", powiedział. „To wydało mi się naturalne, zawsze chciałem zacząć po dwudziestce". Z biznesową stroną prowadzenia interesu radzi sobie na różne sposoby: np. showroom dogląda zagranicznych sprzedaży, a wszystkie ubrania z Facetasm są produkowane w Japonii, co sprawia, że łatwiej mu zarządzać produkcją.

Na drugim końcu świata Virgil Abloh szkolił się na architekta i inżyniera, ale odszedł z firmy w swoim rodzinnym Chicago i został dyrektorem kreatywnym Kanyego Westa, a potem najpierw stworzył nieistniejącą już firmę Pyrex Vision, a potem założył markę Off-White. Jak powiedział i-D: „Jeśli naprawdę chcesz zrobić to, o czym mówisz, to daruj sobie gadki i po prostu to zrób. Idź i zrób ten nadruk na koszulce dzisiaj, w ciągu najbliższych 30 minut. Jeśli tego nie zrobisz, to twój problem. Jeśli nie siedziałbym przy Illustratorze i nie poszedł do drukarni, żeby urzeczywistnić swoją wizję, to do niczego by nie doszło. Pyrex, Off-White, nominacja do nagrody LVMH, mój pokaz kolekcji na sezon wiosna/lato 16 — to wszystko wynikło z jednej chwili cztery lata wcześniej, w której czasie urzeczywistniłem pewien pomysł. To może brzmieć jak coś oczywistego, ale jeśli to czytacie, to skończcie robotę, wprowadźcie pomysł w życie, dajcie gotowy produkt znajomym i potem bum! Wejdziecie w fazę efektu domino".

Myślicie o założeniu własnej marki? Gratulacje. Jak widać, stoicie na swoim i sprzeciwiacie się byciu kolejnym kołem zębatym w zbyt dobrze naoliwionej maszynie. Czy czeka was ciężka praca? O tak. Czy znienawidzicie Excela? Prawdopodobnie tak. Czy zwrot „przepływ gotówki" będzie was przerażać? Na pewno. Nie martwcie się: szansa, by wnieść do świata mody nowe pomysły i osobiście wywrzeć na nią wpływ, może pojawić się teraz, od razu po szkole, albo po pracy w zupełnie innej dziedzinie. Oczywiście warto mieć idealne biznesplany, marketingową smykałkę i żyłkę do interesów, ale czy w dobrej marce modowej nie chodzi przede wszystkim o produkty? A dokładniej, o dobre, pożądane produkty z duszą?

Oto ostatnie rady, od tych, którym się udało. „Szukajcie pomocy, narzucajcie się ludziom, których szanujecie, żeby się z wami spotkali i obejrzeli wasze projekty i materiały (przekupcie ich darmowymi ubraniami, dziełami sztuki, albo pieniędzmi). Słuchajcie rad i upewnijcie się, że wasze życie jest uporządkowane i jesteście w stanie zacząć pracować bez przerwy nad czymś tak osobistym", powiedziała Claire Barrow. „Warto trochę pocierpieć. Nie pozwólcie, żeby wasze ego podejmowało biznesowe decyzje. Uważajcie, odchodząc od tego, co sprawia, że wasza marka jest wyjątkowa", powiedzieli Palmer i Harding. Na koniec zachowaliśmy złotą radę od Christophera Kane'a, którą wydrukowaliśmy w jubileuszowym numerze z okazji 35. rocznicy istnienia i-D: „Zawsze podążajcie za głosem serca i nigdy nie idźcie na ustępstwa. Z wiekiem będziecie coraz lepsi". Powodzenia!

Myślicie, że wasza marka ma szansę odnieść sukces? Weźcie udział w akcji ASOS Fashion Discovery, żeby wygrać 195 tysięcy złotych oraz pomoc biznesową. Więcej na ten temat znajdziecie tutaj.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst Sabrina Shim
Tłumaczenie Patrycja Śmiechowska