instapodróżnicy

Spróbuj choć raz darować sobie fotkę z plaży.

tekst i-D Staff
|
11 Październik 2016, 8:15am

Pierwsze co wielu z nas robi tuż po przebudzeniu to sprawdzenie feeda na Insta — w końcu podczas snu mogło nas coś ominąć. Każdego dnia nasze smartfony wyświetlają starannie wyselekcjonowane fotki: selfie na tle zabytków, pary obściskujące się w kryształowo czystym morzu i blogerów-podróżników publikujących malownicze krajobrazy z dodatkiem filtrem Valencia.

Każdy, kto chce się rozwijać, stara się poznawać inne kultury, jednak panująca obecnie 'era influencerów' powoduje, że te doświadczenia są zwykle udokumentowane w internecie. Zamiast martwić się, że niczym w filmie „Taken" uprowadzą ich handlarze ludźmi, millenialsi boją się jednego: doświadczyć lajkogennego widoku z rozładowanym telefonem.

Odkrywanie nowych miejsc powinno polegać na kulturowym rozwoju, nawiązywaniu znajomościach, nauce radzenia sobie z problemami i poprawianiu zdolności organizacji. Pragniesz wyzwania? Spróbuj dotrzeć na zagraniczne lotnisko bez mapy czy internetu. Nie tylko nauczysz się pragmatycznie podchodzić do niecodziennych problemów, ale też wystawisz na próbę swoje ograniczenia.

Oczywiście, w ciągu ostatniej dekady technologia rozwinęła się w niewyobrażalnym tempie. Jednak ironicznie, media społecznościowe minimalizują społecznościowy aspekt naszego życia. Po co się wysilać i pisać wiadomość, skoro wystarczy emoji? Podróże wykształcają w nas uniwersalne metody komunikacji przydające się w kontakcie z obcokrajowcami. Uprzejmość, życzliwość i rozpaczliwy język migowy często wystarcza, żeby zatrzeć granice kulturowe.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Takich podróży praktycznie nigdy nie ma na Instagramie. Czy znasz jakiegoś blogera, który napisał post o swoim nieporozumieniu w zagranicznym hotelu?

Blogerzy wyspecjalizowali się w spieniężaniu swojej liczby followersów i dzięki temu, podróżują za darmo lub półdarmo. Pamiętajcie jednak, że te wycieczki to dla nich praca: każdy dzień jest kompulsywnie zaplanowany, a zamiast zwiedzania, poluje się na lajki. Na Insta nie widać paniki blogera, któremu zginęła przenośna ładowarka czy tego, jak cały dzień przesiaduje w hotelowym lobby, co 5 minut postując nową #vscocam fotkę z krajobrazem jak z bajki (bo wszyscy zzielenieją z zazdrości).

Warto spróbować pożegnać się z cyfrowym światem. Dzięki tanim lotom i noclegom świat nigdy wcześniej nie była tak otwarty, jednak kluczem do rozwoju jest rzucenie się na głęboką wodę i niezmącony technologią kontakt z nieznaną rzeczywistością. Wakacje to doskonała wymówka, żeby wstawić fotkę w bikini, które rozbije bank lajków. Wszyscy to robimy i pewnie nigdy nie przestaniemy. Ale nie zapominajcie, że podróżowanie daje wam możliwość poznania samych siebie.

O ile nie jesteście influencerami, których koszty podróży pokrywają reklamodawcy, prawdopodobnie musicie długo oszczędzać, zanim pozwolicie sobie na wymarzone wakacje. Postarajmy się szukać w tym zalet: możemy podróżować, nie martwiąc się o to, jakim hashtagiem opatrzymy następną fotkę. Zamiast tego możemy po prostu cieszyć się wakacjami, bez żadnych zobowiązań. Tak, jak być powinno.

Przeczytaj też: 

Kredyty


Tekst: Jake Hall
Zdjęcie: Instagram @kendalljenner

Tagged:
Instagram
podróże
Kultura