Photography Catherine Opie

popołudnie z michèle lamy

TekstAlice Newell-HansontłumaczeniePatrycja Śmiechowska

Żona Ricka Owensa i ikona świata mody jest magiczną i tajemniczą postacią. Spędziliśmy z nią dzień, by przekonać się, jaka jest naprawdę.

Photography Catherine Opie

Michèle Lamy wyszła z hotelu w brązowej sukience przypominającej kokon, z linią czarnego proszku antymonowego na czole, prosto w blask fleszy aparatów. Wątpię, że paparazzi wiedzieli, że jest legendą świata mody i żoną projektanta Ricka Owensa — po prostu czuli, że to ktoś ważny. Widać to na pierwszy rzut oka. Lamy miała też czarne palce, zanurzone w japońskim barwniku. Oprócz tego utrzymuje głęboką opaleniznę na miarę wypoczywającej w słońcu kalifornijki i od czasu do czasu nosi na zębach złote grille. Jednocześnie roztacza wokół siebie aurę szamanki i kreatywnej raperki z SoundClouda.

Lamy odwiedziła Nowy Jorku w czerwcu, żeby wręczyć swojemu mężowi nagrodę za całokształt twórczości, przyznaną przez Council of Fashion Designers of America (Radę amerykańskich projektantów). Gdy zapytałam, jak poszło, przewróciła oczami i powiedziała: „Poszło". Zaznaczyła, że Owens, który ma 55 lat (czyli mniej więcej 17 mniej od niej) dopiero od 23 lat zarządza swoją marką, więc jeszcze nie skończył swojej kariery. To bardzo wymowne — Lamy nie ma czasu na błahe pogaduszki, ale ma wrodzoną bezceremonialność, nierozerwalnie połączoną z jej francuskimi korzeniami. Chociaż mieszkała w Los Angeles od lat 70. aż do 2003 roku, jej angielski ma tak mocny galijski akcent, jakby dopiero wyjechała z alpejskich regionów, z których pochodzi. Już pierwszego tygodnia pobytu w LA w 1979 roku dostała mandat za opalanie się topless. Lamy mieszka teraz w Paryżu, w ascetycznej posiadłości przy Place du Palais Bourbon i jest stuprocentową Francuzką. Oczywiście wciąż pali papierosy.

Jej życiorys jest przedmiotem wielu spekulacji, częściowo dlatego, że ma tendencję do rzucania aluzji na temat intrygujących wydarzeń ze swojej przeszłości, ale wcale nie ma ochoty ich rozwijać. Gdyby tak zbudować oś czasu z jej różnych wypowiedzi, na początku znajdowały by się okolice II wojny światowej — podobno właśnie wtedy się urodziła. Dokładna data nie jest znana. Potem studiowała w Paryżu filozofię z Gillesem Deleuze, została adwokatem, w latach 70. przeszła do branży mody, jakiś czas mieszkała w Hotelu Chelsea, a w latach 90. założyła dwie restauracje w Los Angeles. Gdy zapytałam, czy rozważyłaby możliwość napisania biografii, odparła, że woli „mówić o tym, co nowe".

Lecz by zrozumieć obecne wcielenie Lamy, projektującej meble muzyczki i kulturowej inspiratorki, trzeba zrozumieć, że od zawsze była przede wszystkim performerką. Przy okazji naszego wywiadu początkowo zasugerowałam, żebyśmy poszły razem na wróżenie z dłoni, w nadziei na mistyczne, oświecające doświadczenie. Lamy miała jednak sprawy do załatwienia, więc jeździłam z nią wielkim, czarnym SUV-em, z którego wyłaniała się od czasu do czasu, by zająć się interesami. Jak się okazało, załatwianie z nią spraw samo w sobie jest mistycznym doświadczeniem. Ona sprawia, że wnoszenie pudełka z magazynu na konferencję prasową, wyglądało jak starożytny, pogański rytuał, a pracownicy Owenscorp witali ją jak bóstwo. Tak właśnie wpływa na ludzi.

Dłonie Michèle Lamy, pokryte pierśconkami i czarnym barwnikiem. Zdjęcie: Catherine Opie.

Naszym pierwszym przystankiem był dom kuratorki i galerystki Jeanne Greenberg Rohatyn na Upper East Side. Greenberg Rohatyn jest założycielką Salon 94, jednej z pierwszych wielkich amerykańskich galerii, reprezentujących linię mebli Ricka Owensa, która powstała w 2007 roku. Nazywa Lamy jedną ze swoich muz. „To ten jej staroświecki, cygański czar, w nim tkwi jej wielkie serce", wyjaśniła. „Nie dyskryminuje, nieustannie dąży do poszerzania wiedzy i ma niesamowitą wyobraźnię". Lamy nadzoruje produkcję mebli, które niedawno pojawiły się na retrospektywnej wystawie w Museum of Contemporary Art Pacific Design Center w Los Angeles. „Przeniesienie pomysłów Ricka na nowe pola było jej pomysłem", powiedziała Greenberg Rohatyn. Lamy pracuje z rzemieślnikami od Paryża po Pakistan, aby pozyskiwać i dopieszczać materiały — w tym skamieniałą korę i jelenie poroże. Przed retrospektywą w LA Lamy założyła w Hollywood rozległy warsztat, aby ukończyć w nim rzeczy, które przyleciały z Francji. Kanye West, oddany fan Owensa i znajomy Lamy, został sfotografowany na prywatnym oprowadzaniu po wystawie, gdzie zasiadł na trzynogim, betonowym krześle. Lamy mówiła w wywiadach, że ona i Owens nie pobrali się, by się żeby mieć potomstwo. Owens niedawno powiedział New York Timesowi, że meble są „tak jakby [ich] dziećmi".

W poczekalni na drugim piętrze u Greenberg Rohatyn Lamy usiadła na brzegu czarnej sofy Ricka Owensa Double Bubble — długiej konstrukcji ze sklejki z dwoma zaokrąglonymi siedzeniami na końcach. Siadam w drugiej „bańce", a Lamy opowiada mi o swojej karierze aż do obecnego projektu: eksperymentalnej płyty winylowej „A Dream Deferred", nagranej z producentem Nico Vascellarim. Premiera odbyła się na Red Bull Music Academy Festival w Paryżu. Lamy namiętnie boksuje i rozważała wykorzystanie dźwięku rękawic uderzających o worek treningowy jako podkładu. Na płycie znalazły się także wokale jej córki z poprzedniego związku, artystki Scarlett Rouge, która wydaje „dźwięki nieistniejących ptaków".

Performensy zaczęły się od jej przyjaciółki Hélène Hazery (francuskiej, transpłciowej dziennikarki i aktorki). W młodości w latach 70. urządzały razem striptiz. Gdy Lamy przeniosła się do Los Angeles, założyła własną markę — Owensa poznała, gdy ubiegał się u niej o pracę. Oprócz tego założyła restaurację i bar nocny Les Deux Cafes na parkingu przy Hollywood Boulevard. Przeniosła na parking cały zniszczony budynek i zasadziła wokół śródziemnomorski ogród. Przestrzeń stała się znana jako oświetlona blaskiem świec enklawa bohemy i miejscówka celebrytów. „Kiedyś Hélène powiedziała mi: 'Masz głos jak śpiewaczka kabaretowa Marianne Oswald'", wyjaśniła Lamy. To zainspirowało ją do występu w Les Deux. Zaśpiewała piosenkę Oswald „King Kong Blues" — wg. Michèle jest oparta na wierszu, który Langston Hughes podarował Marianne w trakcie podróży do Francji. Podczas występu Lamy Hazera chłostała się na scenie aż do krwi.

Les Deux zamknęło się w 2004 roku, ale Lamy nadal tworzyła muzykę. Zakładka „Lamyland" na stronie Ricka Owensa wymienia jej ostatnie osiągnięcia, m.in. serię instalacji na barkach: „Bargel" w Londynie w 2014 roku i „Bargenale 2" na weneckim Biennale. Oprócz tego nagrała także piosenkę z raperem Zebra Katzem, całowała się z radykalną, queerową performerką Christeene w klipie do „Butt Muscle" i występowała w performensie ze swoim kumplem, A$AP Rockym podczas Art Basel w Miami. Jak powiedziała, podczas wydarzenia raper miał na sobie „nieodpowiedni strój" (koszulę i jedwabne spodnie od piżamy), ale „to nieważne (...) bo jest taki wspaniały i charyzmatyczny". Sama Lamy też rapuje. „Uważam, że hip-hop wywodzi się od ostatnich poetów", stwierdziła. „Ciągle tkwię w świecie Langstona Hughesa". Czuje niezwykłą sympatię zarówno do Hughesa, jak i Kanyego Westa. „Moim zdaniem to dlatego, że Kanye ma przekonanie, że jest biały, a ja myślę, że jestem czarna", powiedziała. „Poniekąd mówimy tym samym językiem. Poezja tego świata do mnie przemawia".

Muzyka jest kolejnym sposobem, w który obcuje z tym, co wywrotowe i kontrkulturowe. Opisała jak zmienił się jej świat, gdy po raz pierwszy usłyszała Boba Dylana i Joni Mitchell we francuskiej szkole z internatem, a także jak oświecił ją wczesny koncert Rolling Stonesów. Później, gdy odwiedziła Nowy Jork, tańczyła w Mudd Clubb, a w Los Angeles przez chwilę komentowała punkową scenę muzyczną w LA dla francuskiej stacji radiowej. Na swojej płycie chciała stworzyć coś tanecznego. „Muszę tańczyć", podkreśliła. Właśnie wysłała kompozytorowi tekst jako punkt zaczepienia i zastanawiała się, czy DJ Black Madonna pomoże jej w stworzeniu piosenki na parkiet. „Moja rola tak naprawdę będzie leżała w miksowaniu", wyjaśniła. Muzyka była także kluczem do jej więzi z Owensem. „Taniec jest naszym językiem", powiedziała mi. „Na początku tańczyliśmy. Wcześniej mnie nie rozumiał".

Naszym ostatnim przystankiem był sklep Ricka Owensa na Soho. Owens nadzoruje wystrój praktycznie wszystkich dziewięciu sklepów na świecie, ale jasno oświetlona przestrzeń na Crosby Street jest dziełem wizji Lamy. Podczas naszej wizyty w witrynach piętrzyły się styropianowe, biało-niebieskie totemy — niedawno były częścią wystawy mebli w MOCA. Produkty (kanciaste, czarne sandałki bez pięty z cielęcej skóry i świece z kutego brązu) stały na cokołach z bielonego betonu, ukształtowanych jak kosmiczne runy. Lamy rozmawiała z pracownikami sklepu, którzy zebrali się wokół niej, jak pisklęta wokół mamy wracającej do gniazda. Gdy nadeszła pora lunchu, zażartowała, że powinna zjeść go z metalowych talerzy Ricka Owensa, wyglądających jak starożytne znaleziska. Zamiast tego, przykucnęła na krawędzi ogromnych, cementowych schodów i tak jadła. Wyglądała jak malutkie, brązowe nasionko, z którego rozkwitł piękny, cementowy świat wokół niej.

Artykuł pierwotnie ukazał się we wrześniowym numerze magazynu Vice.