olimpie

|
20 Maj 2016, 3:50pm

Wszystko zaczęło się przypadkowo. Kacper robi dużo zdjęć i pewnego dnia, zupełnie spontanicznie, sfotografował koleżankę, której poza przypominała Olimpię ze słynnego obrazu Maneta. Ma w domu reprodukcję pracy Katarzyny Kozyry, która reinterpretuje obraz, więc od razu uderzyło go podobieństwo i zaczął bawić się motywem. Od tamtej pory on sam, jego znajomi i znajomi znajomych odkryli w sobie współczesną Olimpię — w różnych najmniej oczekiwanych okolicznościach i miejscach pozowali do zdjęć w bardzo charakterystyczny sposób.

Kacper Szalecki ma 20 lat i robi zdjęcia analogową bezfirmową małpką. W przerwie egzaminów maturalnych przyjechał do Krakowa, żeby otworzyć swoją wystawę na Miesiącu Fotografii. Przy tej okazji spotkaliśmy się, żeby porozmawiać o zdjęciach.

To jest bardzo szczególny obraz, nie chodzi tylko o akt, ale fakt, że przedstawia prostytutkę, która śmiałym wzrokiem mierzy widza.
Wszystko wyszło od zabawy, dopiero po roku zauważyłem, że to zahacza o role kulturowe i genderowe. To zabawne, bo zaczynam dostawać zdjęcia od ludzi, którzy sami pozują i wysyłają mi swoje Olimpie (uśmiech). Nie za bardzo jeszcze wiem, co z tym robić, na razie gromadzę. Ta poza jest absurdalna, nie mam pojęcia, dlaczego ludzie chcą w nią wchodzić.

Ale bardzo często pozujesz sam sobie.
Tak, bo blog, na którym pokazuje projekt, jest po prostu pamiętnikiem. Chodzi mi o zapis codzienności.

Był taki moment, że robiłem dużo zdjęć telefonem, nic z nich nie wynikało, nie potrafiłem złapać sedna upływającego czasu, np. powiedzieć, co wydarzyło się w ostatnim tygodniu. Dopiero kiedy narzuciłem sobie rygor i przestawiłem się na aparat z kliszą z założeniem, że robię jedną rolkę filmu w miesiącu, poczułem, że te zdjęcia mają znaczenie. Teraz staram się robić zdjęcia w szczególnych dla mnie momentach, na przykład podczas Wigilii z rodziną.

Jak zostałeś odkryty?
Sam wysłałem zgłoszenie na open call festiwalu, ale zrobiem to trochę dla żartu (śmiech), nie sądziłem, że ktoś się odezwie.

Co ci dała współpraca z kuratorką wystawy, Lidią Popiel?
Dla mnie fascynująca była sama praca nad tą wystawą. Do tej pory wszystko funkcjonowało w przestrzeni internetowej, a teraz mogłem zrobić z tego wystawę. Dowiedziałem się m.in. jak funkcjonuje laboratorium fotograficzne, nie miałem na ten temat pojęcia. Lidia dała mi dużo wskazówek dotyczących ekspozycji, ale o układzie zdjęć i kolorach decydowałem sam.

Od pierwszego zdjęcia Olimpii niedługo minie rok, mówisz, że to pora zamknąć projekt. Jak go odczytujesz po tym czasie, jakie wnioski ci się nasuwają?
Czuje, że świeżość, która była na początku, zaczyna się zagniatać. Do tej pory zdjęcia były czymś absurdalnym. Bardzo lubiłem pierwiastek zaskoczenia i zgrzytu, a teraz wyciągnięcie aparatu zaczyna być rutynowym gestem.

Nad czym będziesz teraz pracować, skoro zamykasz projekt?
Kiedy zacząłem badać świat złożony z cytatów z Olimpii, sklepy, firmy i miejsca, które mają Olimpię w nazwie. Odkryłem też wieś Olimpia, gdzieś pomiędzy Kołem a Turkiem. Ma około 70 mieszkańców. Marzy mi się zbiorowe zdjęcie mieszkańców w polu. Może po prostu tam pojadę. Szukam też zakładu fryzjerskiego albo solarium Olimpia, w którym mógłbym zrobić zdjęcia sobie albo pracownikom.

Olimpia's diary

Kredyty


Tekst: Stasia Wąs
Zdjęcia: Dzięki uprzejmości Kacpra Szaleckiego / Olimpia's diary