polscy dwudziestolatkowie i pieniądze

Czy kasa ma w ogóle znaczenie? Na co ją odkładać?

tekst Mateusz Góra
|
01 Czerwiec 2016, 10:00am

Według badań 75% millenialsów uważa, że powinno się oszczędzać, a prawie 60% z nich odkłada pieniądze. To o wiele lepszy wynik, niż w przypadku naszych rodziców. Na co jednak właściwie odkładamy? I czy przekonanie, że jesteśmy pokoleniem, któremu zależy wyłącznie na pieniądzach jest prawdziwe? Postanowiliśmy przekonać się u źródła i zapytaliśmy o to czwórkę młodych kreatywnych: Aretę Szpurę, właścicielkę marki Local Heroes, Daniela Spaleniaka, który ma za sobą już dwa albumy, Aleksandra Orłowskiego, który gra w zespole Magnificent Muttley i Basię Iwańską, malarkę, która dopiero co obroniła dyplom na krakowskiej ASP.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Okazuje się, że wszyscy doskonale rozumieją wartość pieniędzy, ale w gruncie rzeczy kasa nie stanowi dla nich celu samego w sobie. „Nie muszę mieć milionów na koncie, ale lubię wiedzieć, że mam zapas kasy na kilka miesięcy. Jakoś łatwiej mi się żyje w tym freelancerskim świecie", mówi Areta. Aleksander słusznie zwraca uwagę, że właściwie z pieniędzmi jest tak, że im mniej musisz się nad nimi zastanawiać, tym lepiej dla ciebie: „Mam wrażenie, że nie jestem zbyt przywiązany do pieniędzy. To fajnie je mieć, ale dla mnie są po to, żeby o nich nie myśleć. Główną rolą pieniędzy jest to, żeby robić, co się chce. Może jeśli ma się ich więcej, to człowiek chodzi bardziej wyprostowany i jest spokojniejszy o przyszłość, bo jest zabezpieczony, ale nie robią na mnie wrażenia same w sobie".

„W pracy chcę być po prostu sobą"

Nie zawsze jest jednak łatwo i zdarzają się finansowe dołki, które wymuszają podjęcie trudnych wyborów: „Nierzadko nie miałam ich tyle, ile potrzebowałam w danej chwili (i to nie na wymyśle rzeczy, ale nawet te podstawowe). Musiałam wybierać: zjeść dobry obiad czy zrobić odbitki na zajęcia z fotografii. Co prawda to nie były traumatyczne doświadczenia, ale wiem, że na dłuższą metę brak pieniędzy niesie za sobą konsekwencje: albo zrezygnowanie z części swoich pasji albo problemy ze zdrowiem. Cieszę się, kiedy mam odłożone trochę pieniędzy i mogę pomóc moim bliskim. Nie staram się jednak skupiać tylko na „robieniu pieniędzy", wybieram projekty, które przede wszystkim przekonują mnie ideowo i oferują duży rozwój. Pieniądze są bardzo ważne, ale nie najważniejsze", mówi Basia.

I chociaż wszyscy zgadzają się, że odkładanie pieniędzy jest dobre, nie planują poważnych inwestycji, na razie chcą się po prostu rozwijać i dobrze bawić: „Nie mam na razie jakiś większych potrzeb. Mieszkania nie planuje kupić, jeżdżę rowerem, jem na eventach i kupuje na wielosztukach w Żabce. Staram się jak najwięcej odłożyć, żeby potem gdzieś pojechać i zaszaleć albo mieć po prostu zapas kasy na czynsz na kilka miesięcy i nie się nie stresować. Ostatnio koleżanka powiedziała mi o super studiach w Londynie, które kosztują 'tylko' 30 tysięcy funtów, także challenge accepted!", mówi Areta, a Daniel dodaje: „Chyba robię się nudny, ale jeżeli już na coś odkładam, to na jakiś wyjazd. Czasami na sprzęt".

A co zrobili z pierwszymi pieniędzmi, które zarobili? Wcale nie trafiły na konta oszczędnościowe... „Pojechałem na OFF Festival. To śmieszna historia. Podczas wakacji pracowałem w Niemczech w pizzerii, najpierw jako roznosiciel ulotek, po awansie jako rozwoziciel pizzy. Musiałem liczyć i wydawać pieniądze. Bardzo się denerwowałem, żeby czegoś nie pomylić, w efekcie plątały mi się niemieckie słówka i mówiłem, że do zapłaty jest siedemdziesiąt euro zamiast siedemnastu (i tym podobne). Musiały być jakieś skargi, bo drugiego dnia w aucie zastałem dziesięcioletniego syna szefa, który przez chwilę siedział cicho, po czym spojrzał na mnie i powiedział: 'You drive, I'll do the talking' ('Ty jedź, ja zajmę się mówieniem')", przyznaje Daniel. Areta, która na co dzień zajmuje się modą, poszła w swoim kierunku: „Kupiłam torebkę Wanga i zrobiłam jakieś większe zakupy ciuchowe. Byłam wtedy blogerkąmodową".

Jak praca w branży mody wpływa na zdrowie psychiczne?

Nie można się jednak oszukiwać, że zupełnie nie myślimy o pieniądzach, a nasze pokolenie zawsze traktuje je jedynie jako środek do celu. Czy dwudziestolatkowie mają obsesję na punkcie kasy? „Wydaje mi się, że na pewno jest to jakiś problem. Od małego rodzice kładą nam do głowy, że musimy dużo zarabiać, iść na studia, po których będziemy mieli stałą pracę, nieważne co będziemy robić, ważne, żeby dobrze płacili. A potem się dziwią, że jesteśmy nieszczęśliwi i sfrustrowani. Zamiast tego mogliby nam tłuc do tych łebków, że robiąc to, co lubimy, wcześniej czy później zaczniemy zarabiać. I że pieniądze to nie wszystko. Do grobu ich nie zabierzemy", sądzi Areta. „Jesteśmy trochę tak wychowani. Skończ studia, zrób papier, potem praca i broń boże jej nie zmieniaj. Popkultura też nakręciła ludzi na to, by celem życia było osiągnięciem dobrze płatnej pracy albo zarobienie jak największej ilości pieniędzy. Jesteśmy pokoleniem wolnym i powinniśmy stawiać na to, co kochamy robić a nie na to ,co jest opłacalne .Niestety większość ma wrażenie, że pieniądze są rozwiązaniem wszystkich problemów życiowych, a to przecież nie jest prawda", mówi Aleksander.

Czy istnieje jednak przepis na to, żeby być szczęśliwym i pozostać sobą a równocześnie dbać o odpowiedni stan konta? Zdaniem Aleksandra najważniejsze jest osiągnięcie niezależności, ale bez rezygnacji z marzeń: „Szczerze mówiąc jestem w trakcie osiągania niezależności finansowej. To piękny moment, który ci mówi, że to, co robisz i sposób, w jaki to robisz, daje efekt i przynosi coś więcej oprócz osobistej satysfakcji. Kiedy zaczynasz zarabiać, masz wrażenie, że to kolejny dowód na to, że robisz coś naprawdę dobrze". Dla Arety z kolei od dziecka ważne było, żeby mieć własną kasę: „Od najmłodszych lat staram się nie brać kasy od rodziców. Nigdy nie dostawałam za bardzo kieszonkowego. Na wszystkie zachcianki musiałam sama zapracować i dzięki temu dużo bardziej to szanowałam. Każde wakacje dorywczo pracowałam, pamiętam, że zaczęłam od statystowania, gdzie niezależnie od długości dnia zdjęciowego dostawało się 50 zł. Czasami było to 12 godzin, czasami pol. Ale codziennie działo się coś innego i to zostało mi do dziś. Potem pracowałam jako asystentka stylistek, nawet o gastronomię się zaczepiłam na chwilę, kiedy miałam dość mody".

„Czekam na przelew, pozdrawiam"

Zdania czwórki, z którą rozmawialiśmy, potwierdzają, jesteśmy po prostu rozsądni. Lubimy korzystać z pieniędzy po to, żeby się rozwijać i robić to, na czym nam zależy. Zresztą badania pracujących millenialsów to wykazują, że dla większości najważniejszym kryterium przy wyborze pracy wcale nie są zarobki, ale możliwość bycia sobą. Nawet za cenę rezygnacji z dużej sumy na koncie: „Zawsze mógłbym wrócić do domu pod Kaliszem, koczować tam i nagrywać, dopóki nie wyłączyliby mi prądu", mówi z uśmiechem Daniel.

Kredyty


Tekst: Mateusz Góra
Zdjęcia: @areta

Tagged:
Kultura
spoleczenstwo