Quantcast

jan chodorowicz: warszawa-tel awiw

Basia Czyżewska

Basia Czyżewska

Nowa kolekcja młodego projektanta to złożona opowieść o polsko-żydowskich relacjach, tradycyjnym krawiectwie i bliskowschodnich fascynacjach.

Patriotyzm i ubranie to bardzo niebezpieczne połączenie, od razu uruchamia się lawinę skojarzeń z nacjonalistycznymi koszulkami, patetycznymi hasłami i przeładowaniem symboli. Ale dlatego warto podjąć wyzwanie. Jan Chodorowicz — Polak, który obronił właśnie dyplom na izraelskiej uczelni, odczarował trudny temat, pokazując świetną, nowoczesną kolekcję z poruszającą opowieścią w tle.

Janek skończył właśnie projektowanie w Shenkar w Tel Awiwie, według rankingów to jedna z najlepszych szkół mody na świecie. Jego projekty zachwyciły komisję, która przyznała, że mają „hanger appeal" — już na wieszaku wyglądają, tak fantastycznie, że chce się je mieć we własnej szafie.

Ale za dobrymi projektami kryje się coś więcej niż estetyka, to złożona opowieść o polsko-żydowskich relacjach, tradycyjnym krawiectwie i bliskowschodnich fascynacjach.

„Jako dziecko często się przeprowadzałem, mój tata był ambasadorem w Zimbabwe, Syrii, a później w Izraelu. W międzyczasie spędziłem też 5 lat w Polsce, to był dla mnie bardzo szczególny moment — skończyłem tu gimnazjum i liceum, i chyba mogę powiedzieć, że rozwinął się we mnie patriotyzm", mówi Janek, który posługuje się równie biegle polskim, angielskim i hebrajskim. Szybko okazuje się, że życie w różnych kulturach pozwoliło mu poznać różne tradycje ubioru, co było jego punktem wyjścia w myśleniu o kolekcji dyplomowej.

„Zacząłem od starych rodzinnych fotografii mojej mamy — oficjalnych, pozowanych portretu z początku XX wieku, na których widać prawdziwe krawiectwo". Dopasowane kroje, misterne wykończenie i sztywny dresscode odbiegają od wschodniej koncepcji ubrania. „Żeby przełamać europejską tradycję, w moich projektach zrobiłem charakterystyczne cięcia z tyłu, otworzyłem ubrania, sylwetki stały się luźne. Dzięki temu można je też związywać i motać jak chusty albo galabije".

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Drugim ważnym dla Janka odniesienie okazała się architektura modernistyczna — „oryginalnie, tak jak ja, pochodzi
z Europy, ale z czasem została przeszczepiona do bardzo wielu miejsc". Janek nawiązał do niej surowością sylwetek, a dodatkowo zainspirował go klimat wypłowiałych zdjęć — „przeniosłem na moje projekty spalone słońcem kolory".

Dodatkowych znaczeń można doszukiwać się też na poziomie materiałów i wykonania.
„Tkaniny kupiłem w sklepie w starej Jerozolimie, właściciel sprowadzał kiedyś towar prosto z Damaszku. Teraz to już niemożliwe, ale okazało się, że w magazynie coś mu jeszcze zostało. Natomiast cała produkcja została wykonana w Warszawie. Spędziłem tu trzy tygodnie, jeżdżąc pomiędzy szwalnią na Pradze, hafciarką na Stegnach i kaletnikiem na Bródnie. Nawet swój szkicownik do kolekcji oprawiłem u słynnego introligatora na Śniadeckich. Polskie, tradycyjne rzemiosło ma bardzo wysoką jakość — kiedy pokazałem kolekcję na uczelni, wszyscy byli pod dużym wrażeniem.

Paradoksalnie w tej kolekcji najtrudniejsze nie było wcale wymyślanie i projektowanie — to już robiłem wcześniej, Prawdziwym wyzwaniem była organizacja. Teraz nie szyłem ja tylko profesjonalni podwykonawcy, musiałem ich znaleźć, zaufać, a później ocenić wykonanie, żeby odebrać właściwy produkt. Wtedy zdałem sobie sprawę, że moda, jest w dużej mierze pracą zespołową. Sukces polega na współpracy i komunikacji".

W ubraniach Janek poukrywał krótki tekst — grę słów, zabawę mieszania tradycji. „W jednej z koszul zastosowałem delikatny haft — to przysłowie, które jest zbitką hebrajsko-polską. Na piersi znajduje się tekst 'to nie koszula', co zaczerpnąłem z żydowskiej rymowanki dla dzieci — 'to nie koszula, choć jest biała', a na makiecie 'stróż w Boże Ciało'". To wyrażenie odnosi się do powiedzenia „Wystrojony jak stróż w Boże Ciało". Eksperymentując z językiem, Janek pokazał, jak polska i żydowska kultura przenikały się od wieków.

Kiedy pytam o element kolekcji, z którego jest najbardziej zadowolony, odpowiada od razu — torba.
„Powstała w procesie, nie miałem jej w planach. Wyszła dość naturalnie, gdy po zaprojektowaniu większości ubrań pomyślałem, że potrzebuje czegoś użytkowego, co mocno nawiązywałoby do motywu podróży". Janek wymyślił jedwabną kołdrę, z puchem używanym przez armię amerykańską, która za pomocą troczków i zwijania zmienia się w torbę.
„To jest rzecz, która wywołuje nieskrępowane reakcje, jest bardzo miła w dotyku, wszyscy się do niej przytulają", dodaje Janek.

Do swojej listy miast, w których mieszkał, Janek wkrótce dopisze Londyn, jedzie tam na studia magisterskie. Czekamy więc na nową kolekcję, kolejny rozdział jego opowieści.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Basia Czyżewska
Zdjęcia: Magdalena Kozicka
Modelka: Julia / Partisan Models