​wszyscy jesteśmy wsiurami

Dawid i Grzesiek właśnie otworzyli najoryginalniejszy butik w Berlinie, a do tego nazwali go Wsiura.

|
sie 8 2017, 9:15am

Dawid mieszka tu od pięciu lat i pracował do tej pory w retailu dużej korporacji odzieżowej. Grzesiek, znany również jako Maldoror, jest projektantem i przeprowadził się do Berlina cztery lata temu. Kiedy się tam poznali, postanowili zrobić coś wspólnymi siłami.

Początkowo Wsiura miała być wystawą z okazji 10-lecia pracy Maldorora, ale projekt wydawał im za krótki. Szukając rozwiązania na dłużej, wpadli na pomysł sklepu.

Otworzenie butiku w sercu najmodniejszej (i coraz droższej) dzielnicy Berlina — Neukölln — było odważnym posunięciem, ale byli gotowi na podjęcie tego ryzyka, bo jak sami tłumaczą: „Zawsze mamy mnóstwo pomysłów, opowiadamy sobie różne głupotki, wymyślamy różne rzeczy na imprezach ze znajomymi. Wsiura to miejsce, gdzie nie tylko my, ale wszyscy z naszego otoczenia mogą coś pokazać, zorganizować. Całe nasze środowisko jest zaangażowane w ten projekt".

Ciepłe, wspierające relacje między przyjaciółmi Dawida i Grześka najlepiej było widać na otwarciu butiku w Berlinie, na którym byliśmy.

Złapaliśmy ich na miejscu, żeby porozmawiać o tym, jak berlińczycy muszą gimnastykować języki, żeby wymówić „wsiura", co kryje się za nazwą i dlaczego w Berlinie nie istnieje takie pojęcie jak polska moda.

Wiecie, że muszę zacząć od tego pytania skąd ta nazwa?
Wzięło się to z jakichś żartów w klubie, no i z naszego podejścia — nie próbujemy się kreować na gwiazdy high-fashion. W Berlinie ludzie nie mają problemu z tym, że każdy robi, co chce, nie wstydzą się swojego pochodzenia i różnic, nie przejmują się zdaniem innych. Nasze otoczenie jest bardzo zróżnicowane i pewnie wiele osób mogłaby kategoryzować innych jako „wieśniaków". Ale w tym mieście nie ma takiego ciśnienia jak w Londynie czy Nowym Jorku, żeby wyglądać w konkretny sposób, a na pewno nie według ustalonych zasad — każdy może wyjść na wsiurę wobec kogoś innego.

Oczywiście hasło „wsiura" szybko załapali miejscowi znajomi, od teraz wszyscy chcą być wsiurą i się „wsiurują" nawzajem.

Drugim ważnym powodem jest to, że rynek mody znów zaczyna mieć obsesję na punkcie normcore'u, który z założenia jest wsiurski — dla mnie normcore to kopiowanie stylu ludzi, o których jeszcze pięć lat temu mówiło się, że ubierają się źle, wręcz beznadziejnie. Czyli wsiura to wyznacznik tego, kim modni ludzie chcą być dzisiaj.

„'Wsiura' to określenie dziewczyny zachowującej się nie na miejscu, „źle wychowanej", bądź ubierającej się w „kiepskim stylu". Słowo ma bardzo pejoratywne znaczenie. Chcecie to zmienić?
Z jednej strony tak, to znaczy, na pewno chcemy oczyścić to słowo z atmosfery podziałów i różnic, bo do tej pory wsiura to była wieśniara, czyli dziewczyna ze wsi, nie z miasta. Dalej jest kolejna kategoria — wsiura to kobieta, a my tego słowa używamy też w stosunku do mężczyzn.

Warto zrozumieć, że nie wszystkie negatywne konotacje związane z tym określeniem zawsze będą złe, to się zmienia i my też chcemy w tę stronę działać. Jak widać na wybiegach i na ulicy, ludzie chcą tak wyglądać, czyli bycie wsiurą — zachowywanie się i ubieranie nieodpowiednio — jest dziś ok.

Przeczytaj też: Młodzi Polacy w Berlinie

Jak wasi znajomi wymawiają tę nazwę?
Co kraj, to inna wymowa — od „W-siura" do „ziura", różnie. Ale zawsze celują blisko. Największy problem z Wsiurą mają ludzie z konserwatywnym podejściem do marketingu i biznesu, którzy nie rozumieją, o co chodzi, wydaje im się, że nazwa musi być łatwa do zapamiętania. Ale według mnie, jeżeli ktoś jest szczerze zainteresowany, to Wsiurę z łatwością przyswoi i zapamięta. Dlatego nie prowadzimy sprzedaży w internecie, najbardziej interesuje nas działalność w miejscu, z którego czerpiemy inspiracje.

A jak tłumaczycie, co Wsiura oznacza po polsku?
Najszybciej i najłatwiej: redneckwoman. To określenie z kultury amerykańskiej, które jest bardzo zbliżone do polskiego tłumaczenia. Ale opisowo wyjaśniamy, że wsiura to kobieta, która przybywa ze wsi do miasta i od razu wiadomo, że będzie się wyróżniać — nie będzie wiedziała, jak się zachować w konkretnym miejscu, będzie głośna, za bardzo umalowana i krzykliwie ubrana.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Dużo mówicie o znajomych, atmosferze Berlina. Czy wokół waszego sklepu stworzyła się już jakaś społeczność?
Nasi znajomi są ważną częścią tego, co tworzymy. Brakowało nam miejsca do spotkań i wymiany myśli, podglądów, refleksji na temat tego, co dzieje się dookoła.

Można u was znaleźć rzeczy od Vava Dudu, Plizgi, Oluhi, Michael'a, Woo Yeah, Maldorora czy REWEtements. Szerszej publice te nazwy nic nie mówią.
Właśnie na tym nam zależy, bo moda to nie tylko znane marki, a naszego środowiska nie interesuje ten wielki świat. Jesteśmy dumni, że możemy mieć u nas rzeczy tych projektantów, którzy są znani, czasami wręcz kultowi w pewnych środowiskach, ale dla mainstreamu zawsze będą niezrozumiałe i niedostępne. A to wszystko uzupełniamy fejkami, obciachowym vintage'm znanych marek, ubraniami fetish z drugiej ręki czy oryginalnymi kimonami z Japonii. Mamy też projektów upcyklingowych czy w stylu DIY. Chcemy kontynuować tradycję stylu i kultury punk, mamy tę samą energię odrzucenia norm i sprzeciwiania się [modowemu] establishmentowi. Znajdziesz u nas wszystko, co potrzebne, żeby ubrać się na co dzień lub imprezę, niezależnie czy twój styl to 90's sportswear czy slutty goth, czy też wyrosłeś z Love Parade.

Kto jest klientem Wsiury?
Na razie większość klientów to nasi przyjaciele. Przez to, że dużo imprezujemy, znamy wiele osób, które mają swoje kontakty, tak więc siatka znajomych jest ogromna.

Zakładamy, że główni klienci to osoby, które nie wpasowują się w mainstream — tydzień w korpo, krótki weekend, którzy poświęcają swoje życie na robienie tego, co kochają i szukają czegoś więcej niż konsumeryzm. Stąd też dobór produktów — mamy tanie ciuchy, vintage, ubrania od projektantów, wymieniamy się rzeczami, bierzemy w komis — tak, by każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Z naszego punktu widzenia klient Wsiury ma swój styl i wie, jak się ubrać, jest otwarty na ekstrawaganckie, dziwne rzeczy. Nasze ubrania są również związane z imprezami, kulturą klubową, seksem, narkotykami i wolnością na ulicy — berlińskim stylem życia. Tu każdy może być, kim chce, jeśli tylko ma ochotę i odwagę.

Przeczytaj też: Szkice z Berghain

Dawid pracował wcześniej w wielkiej korporacji. Teraz macie własny biznes i możecie sami ustalać zasady — np. nie pracujecie w poniedziałki [w niedzielę są najlepsze imprezy w Berghain — przyp. red]. Jak w takim razie wygląda wasz typowy dzień w pracy?
Otwieramy sklep, szukamy w internecie nowych rzeczy i inspirujących osób, z którymi chcielibyśmy nawiązać współpracę. Wpadają znajomi z okolicy. A w międzyczasie wybieramy nowe rzeczy z zaplecza, ja szyję ubrania w pracowni, a Dawid opiekuje się sklepem.

Jak Berlin odbiera polską modę?
Tutaj nie istnieje takie pojęcie jak polska moda, polska moda jest w Polsce, tak jak niemiecka jest w Niemczech. Ludzie pytają nas często o to, dlaczego sklep jest polski, a głównym wyznacznikiem jest to, że my jesteśmy Polakami. Ale co ciekawe, moja moda była polska w Polsce, tu nie jest niemiecka — jest po prostu berlińska. Berlin to chyba jedyne miasto, które tak bardzo odstaje od reszty i łączy ludzi z całego świata, którzy tu przybywają — na stałe albo na chwilę. Interesuje nas wszystko, co można stworzyć z tych historii. Takie szeroko pojmowane multi-kulti to nasza codzienność.

Co dalej?
Teraz otworzyliśmy wystawę Ango the Meekdead naszego znajomego, który jest jednym z najlepszych artystów wizualnych, jakich znam — warty pokazania i zauważenia. Wkrótce mamy zamiar promować kolejne osoby — na wrzesień mamy zaplanowaną następną imprezę, nowe wystawy i witryny. Pracujemy nad specjalnym projektem z polską artystką Zuzanną Czebatul. Mamy plany do końca roku, w odstępach dwu- lub trzymiesięcznych. Sprawdzajcie, co się dzieje na bieżąco na naszym Instagramie lub Facebooku.

Kredyty


Tekst: Milena Liebe
Portrety Dawida i Grześka: Michal Andrysiak
Zdjęcia z otwarcia sklepu: Michal Andrysiak i Ema Discordant