czy bez stylówki ani rusz?

Jak wygląda typowy strój Anny Wintour, Karla Lagerfelda czy Emmanuelle Alt – najsilniejszych postaci mody – wie każdy. Ale co było najpierw: ich sukces czy stylówka?

tekst i-D Team
|
mar 23 2015, 10:57am

Wystarczy, że zobaczysz czarne okulary i boba i nie masz wątpliwości: to Anna Wintour. Wizerunek Karla Lagerfelda stał się już halloweenowym przebraniem, a Emmanuelle Alt w marynarce Balmain, dżinsach z Topshopu i czarnych botkach rozpoznasz na kilometr. Codzienne ubiory Grupy Trzymającej Modę są już tak przewidywalne, że jej członkowie pewnie przedrzeźnialiby samych siebie, gdyby tylko nie wyglądali w nich super. Wydaje się, że rozpoznawalny styl stanowi nierozłączną część sukcesu w tej branży, ale jest jego skutkiem czy przyczyną? I teraz, gdy nadchodzi nowe pokolenie władzy - wschodzące Anny i Karlowie przyszłości - czy ich mundurek też będzie tak sławny?

Gdy myślimy o największej gwieździe wszechświata mody - w którym lśni się za to, co robi za kulisami - pierwsza na myśl przychodzi nam Diana Vreeland. Redaktorka „Harper's Bazaara" i „Vogue'a" miała w sobie tyle energii co Wielki Wybuch, a osobowością i wyobraźnią zdobyła drugie tyle sławy, ile umiejętnościami. Miała charakterystyczny styl i chociaż zachęcała wszystkich do traktowania mody z pewnym luzem, twierdziła, że niektóre rzeczy pasują tylko wybranym. Wnuczka Diany i autorka poświęconego jej dokumentu The Eye Has To Travel, Lisa Immordino Vreeland, wspomina, jak jej babcia mawiała: „Dżinsy są najpiękniejszą rzeczą na świecie… jeśli jesteś ładna i masz długie nogi". Jej własny image był inspirowany japońskim teatrem kabuki, w którym główne role odgrywał róż do policzków i w połowie spięte włosy. Wszyscy znali jej zamiłowanie do czerwieni, białych koszul i egzotycznych naszyjników. Vreeland wysoko postawiła poprzeczkę wszystkim redaktorom i VIP-om przyszłości - przyzwyczaiła ich odbiorców do tego, że twórcy powinni być pełni fantazji, ale też determinacji, by je realizować. Kolejne pokolenia widzą w niej model na sukces i próbują tak jak ona wysyłać strojem komunikat: „Jestem tu i mam swoje zdanie".

Wypracowany styl nie tylko oznacza: Nie mam czasu myśleć, w co się ubrać, ale tak naprawdę rozwiązuje ten problem.

Ale co było najpierw: sukces czy wyczucie stylu? Dlaczego redaktorzy ubierają się w ten jednolity sposób, choć mają do wyboru nieskończenie wiele ubrań? Czy to konieczność, żeby ich garderoba w imię produktywności była zawężona do minimum? Czy na odwrót: ich uniform jest jednym ze sposobów, żeby się wyróżnić? Suzy Menkes powiedziała, że dla ambitnego redaktora charakterystyczny styl to podstawa - a jeśli już od kogoś czerpać rady co do wizerunku, to właśnie od niej. Jest jedną z najsłynniejszych i najbardziej szanowanych dziennikarek modowych na świecie, a inspirowana Madame Pompadour fryzura Suzy czyni jej wygląd równie charakterystycznym, co jej pióro.

Zdecydowany gust mówi jasno: władza. Oznacza, że ten redaktor (projektant, PR-owiec itd.) dobrze wie, kim jest, czego chce i co lubi. Że nie buja się w przód i nazad pomiędzy stylem motocyklowym a boho. Jego gust już się ukształtował. Dopracowany ubiór wyraża jego zmysł estetyczny, umiejętność selekcji, zestawiania i decyzji. Pokazuje, że jest zbyt zajęty - i co do tego przekonany - żeby codziennie rano przed szafą zastanawiać się, kim miałby dzisiaj być. To uosabia ich autorytet i pewność siebie. Spójrz tylko na Tonne Goodman - to typowy przykład przemyślanego szyku w czarnych golfach i białych dżinsach. Mario Testino powiedział o tej redaktorce „Vogue'a": „Jeśli ktoś miałby wyznaczyć, ile to jest mniej znaczy więcej, to właśnie ona". Mistrzyni wyobraźni trzyma się z dala od trendów, a blisko klasyki. Klimatu, o którym już dobrze wie, że sprawdza się najlepiej. Codzienny zestaw koszuli i spodni pozwala jej skupić się na pracy i daje więcej czasu do zagospodarowania. To kolejna z tych, które trudno przebić.

Wypracowany styl nie tylko oznacza: Nie mam czasu myśleć, w co się ubrać, ale tak naprawdę rozwiązuje ten problem. Jeśli opracowałeś skuteczny wzór na strój, do decyzji pozostaje tylko wybór wersji każdego ze składników. Vera Wang napisała kiedyś na swojej stronie odę do takiego sposobu ubierania się i przedstawiła w niej Jackie O. jako swoją ikonę (i to za zestawy T-shirtów i spodni, a nie kostiumy). Wytłumaczyła w niej, że porządna marynarka albo akcesoria wystarczą do wyrażenia siebie. Przypomniała, że większość artystów ma swój uniform - bo projektanci i styliści funkcjonują w świecie, w którym od ich własnego wyglądu ważniejsza jest ich twórczość. Priorytet stanowią ubrania, na których pracują - a nie te, które noszą.

Leandra Medine, aka Man Repeller (Odstraszacz facetów - red.), wdarła się do gwiazdozbioru blogosfery swoimi totalnie wypasionymi stylizacjami. Jednak od kiedy umocniła pozycję w branży, zaczęła pisać książki i projektować kolekcje, zamiast prowadzić ubrankowy dzienniczek, dumnie wspiera ruch promundurowy. W tekście The Uniform na swojej stronie pisze, jak „10 ubrań, których potrzebuje każda kobieta" Tima Gunna zainspirowało ją do okrojenia garderoby do różnych wersji rzeczy, które lubi nosić, i w których jest jej wygodnie. Dokładnie tak: nawet Medine, jedna z najbardziej szalonych postaci mody, przemieniła się z kameleona w oazę stylu w wyniku dojrzewania i poznawania samej siebie.

Musimy więc zapytać: czy tak znamienici profesjonaliści wykorzystują swój potencjał w pełni, skoro trzymają się tak sztywnej formułki? Powtarzalne stroje Anny Wintour były już krytykowane przez „Daily Mail" i „The Telegraph". Ich krytycy nie byli w stanie zrozumieć, dlaczego Diablica tak kurczowo trzyma się podobnych ciuchów, skoro nikt na świecie nie ma lepszego od niej dostępu do nowości. Twierdzą, że styliści powinni pokazywać na sobie, jak bardzo kochają modę. Ci mogli się na to nie pisać, ale bycie sławnym w tej branży oznacza, że jest się ikoną stylu, bo ludzie potrzebują inspiracji od inspirujących ludzi.

O ile wydaje się już jasne, że charakterystyczna stylówka może być zarówno przyczyną, jak i skutkiem sukcesu, to sztukę dobierania uniformu można urozmaicić odrobiną szaleństwa. Szablonowe podejście do ubierania się jest bez wątpienia skuteczne, ale jeśli pracujesz w branży zbudowanej z ubrań i dodatków, czasami naprawdę chcesz ponosić swój ulubiony trend lub pochwalić się projektantem, którego właśnie odkryłeś. Zawsze awangardowa Daphne Guinness jest żywym dowodem na to, że ponadczasowość nie musi nie mieć charakteru: możesz być równie rozpoznawalny, wynajdując siebie wciąż się na nowo, ale będąc bliskim samemu sobie. Balansowanie na tej cienkiej linie jest najbardziej efektownym zabiegiem - ale też wyzwaniem, które mamy prawo stawiać VIP-om u szczytu modowej władzy. Zawsze rozpoznasz ich po stylu, ale kto miałby lepiej mieszać go z wytworami branży, którą sami zawojowali?

Kredyty


Tekst: Courtney Iseman 
Zdjęcia: Norbert Schoerner