przewodnik po nowym albumie tylera, the creator

Pharrell, Kanye, Lil Wayne i wielu innych pojawiło się na albumie „Cherry Bomb”, jednak to Tyler jest prawdziwą gwiazdą. Dobrze, że wrócił.

tekst i-D Team
|
14 kwietnia 2015, 1:05pm

Lider Odd Future, Tyler, The Creator wypuścił swój czwarty album „Cherry Bomb" całkiem znienacka, chwilę po tym, jak potwierdził swój występ na festiwalu Coachella. Cały projekt wydaje się esencją stylu Tylera, jednak udało mu się trochę zmodyfikować konwencję. Zanim odpalisz nową płytę, sprawdź zmiany, które zauważyliśmy.

Tyler chyba spędzał bardzo dużo czasu z Pharrellem
DNA Pharrella rozpłynęło się po całym „Cherry Bomb". Od ciężkich wpływów N.E.R.D. w „Deathcamp" i utworze tytułowym, aż po te rytmiczne wibracje z „Fucking Young/Perfect", i oczywiście „Keep Da O's" (w którym usłyszymy samego Pharrella). Jasne, fanatycy Neptunes mogą zarzucać mu plagiat, ale my chcielibyśmy nazwać to hołdem, bo Tyler otwarcie mówi o wpływach N.E.R.D. na swoją twórczość. W dodatku Williams nie ma chyba nic, przeciwko skoro pojawia się w nowym albumie Tylera.

Módl się do Yeezusa... Do Weezusa też
Na początku były plotki, później wszystko się potwierdziło i jest wspaniale. Kanye West i Lil Wayne zaatakowali utwór „Smackers", a wszyscy inni mogą im tylko zazdrościć. Bit był bardzo sprzyjający dla Kanye i Wayne'a, podobnie jak przystawki. Yeezy stworzył hybrydę swojego starego i nowego stylu, która brzmi nieskazitelnie. Wkład Weezy'ego nie jest tak duży, jak Yeezusa, jednak to on bardziej dopasował się do stylu Tylera, co brzmi całkiem spoko.

Nie ma nikogo z Golf Wang?
Jeśli szukasz kogoś Odd Future w tym projekcie, to z przykrością informujemy, że tu nikogo nie znajdziesz. „Cherry Bomb" gości wielu artystów jednak żadnego z OFWGKTA. Może po prostu nie jesteśmy w stanie ich usłyszeć i tak nam się tylko wydaje, że ich nie ma, ale z pewnością trudno ich zidentyfikować. Jednak zaowocowało to kolaboracjami z wyższej półki. Poza wyżej wymienionymi Schoolboy Q dobrze zaprezentował się w remiksie „The Brown Stains of Darkeese Latifah Part 6-12".
A, i nie zapomnijmy o Uncle Charliem (Wilsonie) i Kalim Uchisie w „Fucking Young/Perfect".

Tyler na bicie!
Na wszystkich albumach Tylera, the Creatora, mogliśmy odczuć, że przyłożył dużą wagę do robienia bitów, na „Cherry Bomb" doszedł w tym do perfekcji, bez pomocy innych. Można odczuć, jak Tyler staje się prawdziwym gospodarzem tego projektu, sprawiając by brzmiał dokładnie tak, jak chce. Od łagodnych klawiszy na neosoulowo brzmiących „Find Your Wings" i „2Seater", do głównego bitu w „Pilot". Można również odnieść wrażenie, że Tyler bardzo chce pokazać swoje umiejętności produkcyjne, zaznaczyć się mocniej na tym polu. Może w najbliższym czasie usłyszymy go w roli producenta w pełnym wymiarze godzin, również tworzącego dla innych? Kto wie. Jest w tym cholernie dobry.

Zmiana Stylu
Podczas gdy bity na Cherry Bomb są rozmaite, to i tak czujemy flow Tylera. On nigdy nie grał na jedną nutę, ale tutaj zmiany stylu są bardzo bezpośrednie i oczywiste. „Run" poszedł w kierunku trapu, bit odgrywa główną rolę, jednak Tyler naprawdę mocno zaznacza swoją obecność swoimi popisami rytmicznymi. Agresja wychodzi w „Deathcamp" i „Cherry Bomb", a potem raper zwalnia i prezentuje spokojniejsze oblicze w „Fucking Young/Perfect". To nie jest tak, że jest innym człowiekiem, bo „Blow My Load" to typowe dla Tylera, przewrotne podejście do tematu miłości. „Buffalo" też brzmi bardzo w jego stylu. Ewolucja Tylera jako człowieka i rapera jest jednak oczywista, i chyba to jest właśnie najlepszy element „Cherry Bomb".

Kredyty


Tekst: Kathy Iandoli