jak niepokorny surfer zainspirował pierwszą męską kampanię acne

Kilka dni temu Acne Studios zaprezentowało wyjątkową kampanię, której muzą jest surfer i artysta Robin Kegel. Spotkaliśmy się z dyrektorem kreatywnym Jonnym Johanssonem oraz Robinem, aby porozmawiać o tej niecodziennej współpracy.

tekst Stuart Brumfitt
|
29 Styczeń 2016, 4:30pm

Dlaczego dopiero teraz zrobiliście kampanię skierowaną do mężczyzn i dlaczego to odpowiedni moment na taki krok?
Jonny: Szukałem najlepszego sposobu, żeby zaprezentować Acne Studios. W tym sezonie chciałem nawiązać do źródeł inspiracji kolekcji na wiosnę/lato 16, czyli do surfingu, który uwielbiam. Surfer Robin Kegel zaprojektował nadruki, dlatego wydało mi się logiczne, że powinniśmy zrobić zdjęcia w jego studiu w Biarritz, w którym robi deski. Kegel sam pozował, a zdjęcia wykonał David Sims, który też surfuje. Jestem bardzo zadowolony z efektu.

Jak poznałeś Robina i co w nim lubisz najbardziej?
Jonny: Zrozumiałem, że bardziej interesuje mnie europejska subkultura surferów. Ciągle słyszałem o pewnym facecie, który robił deski. Później surfowałem w Biarritz i dotarło do mnie, że jesteśmy w tym samym miejscu i tak to się zaczęło. Robin jest bardzo inspirującą osobą i widzę wiele podobieństw pomiędzy jego obecnym trybem pracy a początkami Acne Studios w 1996 roku. Działa instynktownie, nie boi się.

Jak Kegel wpłynął na tę kolekcję i kampanię?
Jonny: Robin tworzy niesamowite deski do surfowania. Codziennie wieczorem sprawdzałem japońskie sklepy internetowe, żeby zobaczyć, czy mają coś nowego jego projektu. Sam nie chciałem robić typowo surferskich ciuchów, wolałem użyć nadruków Kegela. Dlatego uszliśmy kombinezony, które są prawie tak długie jak deski, żeby zmieścić na nich całe grafiki. Wzory wykorzystaliśmy też na kaszmirowych swetrach, które celowo zmechaciliśmy, żeby wyglądały na używane. Gdy pokazywaliśmy tę kolekcję, założyliśmy modelom peruki, przypominające fryzurę Robina.

Kampania damskiej kolekcji Acne, w której wystąpił twój 11-letni syn Frasse, ubrany w różowy płaszcz i buty na obcasie, była sensacją. Z jakimi reakcjami się spotkałeś? Wiele osób ją chwaliło, ale czy dotarł do ciebie też hejt?
Jonny: Większość reakcji była pozytywna, bo chodziło mi o znalezienie nowoczesnego środka ekspresji, bez martwienia się o ustalone wcześniej granice czy normy. Najbardziej jestem dumny z syna, który nonszalancko poradził sobie z tym zainteresowaniem, kampanią i kolekcją.

Za rok Acne będzie obchodzić dwudziestolecie. Jakie masz plany, będziesz świętować?
Jonny: Chyba się nie zatrzymuję, by świętować takie chwile. Raczej skupiam się na rozwoju, idę naprzód. Chociaż oczywiście jestem bardzo dumny z osiągnięć marki.

Jak poznałeś Jonny'ego? Jak ci się z nim pracowało?
Robin: Jonny niedawno zainteresował się surfingiem. Wtedy akurat wyjechałem z fabryki we Francji, w której odwiedziłem moich pracowników. Opowiedzieli mi o zaciekawionym mężczyźnie ze Szwecji, który ich odwiedził i zamówił wyjątkowe deski. Później dostałem wiadomość od dystrybutora z Japonii, który napisał, że jakaś szwedzka marka kupiła limitowaną edycją drewnianych desek. Gdy już się poznaliśmy, Jonny powiedział mi, że zachwyciły go plamy kolorów i faceci harujący przy dźwiękach industrialnego jazzu w mojej fabryce.

Pare miesięcy później zadzwonił do mnie ktoś z Acne Studios i zaproponował mi wyjazd do Sztokholmu, w celu omówienia ewentualnej współpracy. Dzień po moim przyjeździe poznałem Jonny'ego. Wydawał się bardzo konkretny i przyjazny, jakbyśmy się już wcześniej znali. Wyjaśnił mi, co mu się podobało w moich pracach i marce. Byłem w szoku - znalazłem się w Sztokholmie, tak daleko od kultury surferów, z uznanym projektantem, który mówił mi, co mu imponuje w moich starych pracach. Wiele z rzeczy, które przywoływał, zostały już zapomniane lub zupełnie przeoczone przez moje środowisko. Widocznie były zbyt wizjonerskie. Jonny dostrzegł potencjał w tych projektach i estetyce.

Jak się czujesz, jako twórca części głównych inspiracji całej kolekcji?
Robin: Ekipa Acne stworzyła coś, co nawiązuje do mojej domeny, więc bardzo mi pochlebia, że spodobały im się różne elementy, jak moja fryzura i nieład w studiu, które wykorzystali. Wszystko było naturalne, nic w tej współpracy nie jest naciągane. Abstrakcyjne projekty stworzyły jedność z resztą ich kolekcji.

Co teraz sądzisz o świecie surfingu?
Robin: Branża, surfing na całym świecie i sama wyprawa na deskę są zupełnie różnymi rzeczami. W ciągu kilku ostatnich lat przemysł zmienił styl życia lekkoduchów w komercyjny produkt. Dlatego produkowanie limitowanych edycji klasycznych desek na zamówienie jest dla mnie tak satysfakcjonujące. Lubię podróżować, tworzyć i pracować z przyjaciółmi w różnych miejscach na świecie. Większość z nas nie ma nawet biurek - taki sposób prowadzenia firmy mi odpowiada. Surfowanie stało się tak popularne, bo jest fajne i ciekawe dla każdego, kto lubi wodę i naturę.

Co cię inspiruje, gdy tworzysz deski?
Robin: Jonny i jego ekipa zainspirowali się geometrycznymi wzorami, kolorami i abstrakcyjnymi formami, które stały się moim znakiem rozpoznawczym. Moje projekty są utrzymane w zmysłowej estetyce, inspirowanej nową falą i awangardą w stylu boho. Staram się, żeby łączyły elementy funkcjonalności i sztuki.

Dlaczego przeprowadziłeś się do Biarritz?
Robin: Przyjechałem do Francji, żeby wskrzesić surfing i wprowadzić klasyczny, kalifornijski styl w Europie. To międzykulturowa wymiana. Kultura surferów w Europie jest dość młoda i wielu ludzi z tego kontynentu bierze przykład z Kalifornii. Ale tak naprawdę powinni zwrócić uwagę na Hawaje - to stąd wywodzili się prawdziwi bogowie deski. 

acnestudios.com

Przeczytaj też:
W kampanii Acne wystąpił 11-latek
Quiksilver wypuścił piankowy garnitur na deskę
Wystawa fotograficzna łącząca koszykówkę z plażą

Kredyty


Tekst: Stuart Brumfitt
Tłumaczenie: Patrycja Śmiechowska