Reklama

dlaczego powinniście rzucić pracę i wyjechać

Początek roku to świetna okazja, by spełnić marzenia i zmienić swoje życie.

tekst Felicity Kinsella
|
11 Styczeń 2016, 1:30pm

„Rzuć pracę, kup bilet, opal się, znajdź miłość i nie wracaj". Kendall i Kylie Jenner ściągnęły część tego sloganu marki Island Company i umieściły go na T-shirtach w swoim sklepie. Teoretycznie siostry mogą sobie na to pozwolić i postąpić zgodnie z przytoczonym cytatem - w końcu za jedno zdjęcie na Instagramie podobno dostają tyle, co ja przez 10 lat pracy. Pewnie nawet nie kupują biletów lotniczych. Po co, skoro mogą zatrudnić pilota do prywatnego odrzutowca? Na pewno nie zbankrutują, jeżdżąc autostopem po Azji i nie będą musiały wydać ostatnich pieniędzy w kafejce internetowej, żeby błagać rodziców o pomoc. Dla przeciętnych ludzi po dwudziestce rzucenie wszystkiego i wyjazd, żeby zrobić sobie tzw. gap year nie jest takie proste, ale tez nie całkiem abstrakcyjne.

Od jakichś pięciu lat mam ujemny bilans na koncie, ale nie przejmuję się tym, bo wszyscy moi znajomi tak żyją. Mimo stanu portfela, bawimy się świetnie. Wbrew obiegowej opinii, da się mieszkać w Londynie i wydawać połowę pensji na mieszkanie, pod warunkiem, że przerzucicie się na najtańsze jedzenie i napoje dostępne w supermarketach. Większość z nas nie jest w stanie odłożyć pieniędzy, ani nawet nie ma kasy, która faktycznie należy do nas, a nie do banku. Moja dawna współlokatorka pracowała w ASOSie, aż do momentu, w którym ich magazyn spłonął i zamknięto cały jej dział. W tej sytuacji została bez żadnego zabezpieczenia finansowego. Jeśli macie więcej szczęścia, wpadniecie w wir podwyżek płacy i rosnących cen na rynku mieszkaniowym. Wszystkie wspaniałe rzeczy, które Londyn ma do zaoferowania, przyćmiewają te problemy. A że atrakcji jest sporo, przez jakiś czas nie przejmujemy się stanem konta. Dotarło to do mnie, dopiero gdy stwierdziłam, że nie chcę już dłużej pracować, żeby tylko utrzymać się w tym mieście. Chcę w końcu spełnić swoje marzenie i podróżować.

Nabuzowana adrenaliną myślałam sobie: „jestem silną, niezależną kobietą i wiem, co robić". Ale chwilę potem stwierdziłam, że nie mam pojęcia kim jestem, ani co zrobić ze swoim życiem. Dlatego przeprowadziłam się do mamy, chociaż kiedyś zaklinałam się, że nigdy, przenigdy, nie wrócę już do rodzinnego domu. Pocieszył mnie fakt, że sporo znajomych zrobiło to samo. Może tańsze mieszkanie i miesięczny bilet na pociąg brzmią kusząco (lepiej od kombinowania i zbierania pieniędzy na drogi czynsz w Londynie). Powrót do rodzinnego miasta i odkładanie kasy też nie jest taką złą opcją. Na szczęście moja mama mieszka dość blisko centrum, więc nie muszę dojeżdżać i po raz pierwszy udało mi się odzyskać depozyt za wynajmowane mieszkanie (W końcu! Zawsze musiałam od razu wpłacać wszystko kolejnemu właścicielowi i oszczędzać, żeby zapłacić czynsz, rachunki i kupić kartę miejską).

Wierzcie lub nie, ale powrót do rodziców nie jest najstraszniejszą częścią tego planu. Rzucenie pracy jest gorsze. W końcu to była moja upragniona posada, do której uparcie dążyłam od lat i dla której inni zrobiliby wszystko. Po dwudziestce okazuje się jednak, że już wcale nie mamy ochoty na to, co marzyło się nam kilka lat temu. Jeśli chcecie czegoś innego, nie dajcie robocie zawładnąć swoim życiem i nie bądźcie jej niewolnikami. Możecie wrócić na studia i pójść w zupełnie innym kierunku, wyjechać na rok i podróżować, albo odejść z pracy i zająć się wychowaniem dziecka. Wydaje się to nieprawdopodobne, ale w większości przypadków, po powrocie do dawnego życia okazuje się, że prawie nic się nie zmieniło. Może nie uda się wam wrócić w dokładnie to samo miejsce, ale macie już w CV doświadczenie. Istnieje szansa, że branża nie zmieni się drastycznie podczas waszej nieobecności i znów was ktoś zatrudni.

Dlatego podjęłam decyzję. Odchodzę z pracy, w której świetnie się bawiłam, by spróbować czegoś nowego. Wiem, że jeśli nie zaryzykuję, będę żałować. Jeżeli po przejrzeniu Instagrama nie kusi was, by udać się w podróż (zobaczcie ten post Lorde), to chcę wam powiedzieć, że na Ziemi jest więcej ciekawych rzeczy do zobaczenia, niż tylko plaże z selfie. Świat pełen jest zawodów, o których nie słyszeliście, doświadczeń, które mogą was odmienić i sposobów na życie, o których się wam nie śniło. Skąd możecie wiedzieć, co tam się kryje, jeśli nie odważycie się na wyjazd? Tak jak napisałam wcześniej: gdy zdecydujecie się wrócić - wasze stare życie nadal tu będzie. Oczywiście, jeśli macie podejście jak Shoshanna z „Dziewczyn", albo ten kot z mema, to ucieczka przed problemami nie jest dobrym rozwiązaniem. Ale jeżeli chcecie zmian, to co wam szkodzi? Żyje się tylko raz! Spełnijcie swoje marzenia i bawcie się dobrze.

Przeczytaj też:
Londyn: to koniec
Gap year, czyli jak uciec od codzienności
15 sposobów na znalezienie inspiracji

Kredyty


Tekst: Felicity Kinsella
Tłumaczenie: Patrycja Śmiechowska

Tagged:
podróż
Kultura
gap year
praca
Podróżowanie