artystka stworzyła płaszcz antygwałtowy

Brytyjska artystka i feministka Sarah Maple bierze kwestię zgody na seks w swoje ręce.

tekst Alice Newell-Hanson
|
20 Październik 2015, 3:55pm

Jest trolling (czyli złowieszcze komentarze, pełne agresji i błędów) i są groźby śmierci, ale gdy zdasz sobie sprawę z trudu, jaki ktoś musiał sobie zadać, żeby kupić znaczek pocztowy albo odnaleźć adres twojej skrzynki mailowej i nie ograniczył się jedynie do wciśnięcia „tweet", sprawy wyglądają trochę inaczej, niż zwykle. Brytyjska artystka Sarah Maple spotkała się z obiema wyżej wymienionymi formami nękania, jednak to dopiero jej olejny obraz na płótnie z 2008 roku pt. „Haram" - autoportret, na którym pozuje w hidżabie ze świnią, przysporzył jej prawdziwych, porządnych gróźb śmiertelnych.

Maple została wychowana jako muzułmanka przez matkę Irankę i ojca Anglika, który jest chrześcijaninem. Jej zróżnicowane kulturowo pochodzenie często manifestuje się w jej twórczości, która zawsze ociera się o kontrowersję. W 2007 roku, gdy miała 23 lata, Maple wygrała konkurs zorganizowany wspólnie przez galerię Saatchi i brytyjski kanał telewizyjny Channel 4, mający na celu „znalezienie najbardziej kreatywnego, ekscytującego talentu Wielkiej Brytanii". Długo się nie zastanawiając, Sarah zrobiła wielkie wejście z pracą zatytułowaną „The Opposite to a Feminist Is an Arsehole" [przeciwieństwem feministy jest dupek].

Niegdyś okrzyknięta tytułem „spadkobierczyni tronu Tracey Emin", Maple ma talent do wyciskania humoru i silnych komunikatów z pozornie nudnych i prozaicznych tropów. Konfrontuje niemal wszystko, od seksizmu do kulturowych stereotypów po największe koszmary reality show (w lecie tego roku zrobiła mash-up szekspirowskich sztuk wraz z programem Kardashianów, pt. Z kamerą u Kapuletów). W jej najnowszej pracy - antygwałtowym płaszczu, na świeczniku znalazła się kwestia zgody na czynności seksualne.

Zdjęcia płaszcza antygwałtowego przyciągają sporo uwagi. Jak powstała ta seria? I co chciałaś przez nią zakomunikować?
W lecie byłam częścią pewnej feministycznej grupy artystycznej w Londynie, prowadzonej przez kolektyw o nazwie Sisters of Perpetual Resistance [siostry nieprzerwanego oporu]. Cała idea opierała się na tym, że piątka rezydujących artystów miała stworzyć „obiekt utrapienia". Akurat wtedy czytałam książkę Laury Bates pt. Everyday Sexism [codzienny seksizm] i zaszokowało mnie, jak ogromny jest problem związany z obwinianiem ofiar. Oczywiście miałam o tym jakieś pojęcie, ale czytając tę książkę, uświadomiłam sobie, jak bardzo obwinianie ofiar gwałtu jest zakorzenione w naszej kulturze. Nawet same ofiary się obwiniają. Bardzo mnie to złości.

To dla mnie szaleństwo, że kobiety zachęca się, aby były sexy i wmawia się im, że ich najwyższą wartością jest ich seksapil, a następnie, gdy poddamy się temu myśleniu, to [stwierdza się, że] zasługujemy na gwałt. To taki paradoks, który doprowadza mnie do szału. Poza tym popieprzone jest myśleć, że mężczyźni na widok kawałka ciała zmieniają się w krwiożercze, seksualne bestie! Ludzie powinni móc nosić i robić cokolwiek, na co mają ochotę, bez strachu o gwałt. Mój płaszcz to takie ironiczne ujęcie „skromniejszego" stroju, który rzekomo ma chronić przed gwałtem. Co również pokazuje kompletny brak zrozumienia zjawiska gwałtu - bo przecież gdy noszę ten strój, to od razu w magiczny sposób jestem kompletnie bezpieczna i już „się o to nie proszę".

Jak zmieniał się odbiór twojej twórczości, od momentu, w którym zaczęłaś? I w jaki sposób ewoluował twój feminizm?
Gdy tylko zaczęłam, mówiąc o feminizmie, dawano mi do zrozumienia, że jestem głupiutka, infantylna. Tak się trochę czułam, ze względu na mój młody wiek. Teraz mam 30 lat, a ludzie nadal wygłaszają podobne komentarze. Po prostu zdałam sobie sprawę, że ludzie albo nie rozumieją pojęcia feminizmu (które jest niczym innym, jak koncepcją równości płci) albo po prostu nienawidzą kobiet! Myślę, że takie komentarze będą zawsze. Ale z drugiej strony dużo więcej i częściej się mówi o feminizmie, a dzięki social mediom, jest wielu ludzi gotowych cię poprzeć! Utworzyło się coś na miarę społeczności, a na pewno nie było tak, gdy zaczynałam. Przez lata miałam czas, by się rozwijać jako artystka, a odbiór mojej sztuki jest wspaniały, ludzie chcą rozmawiać o feminizmie. Mój własny feminizm ewoluował w niesamowity sposób, a na poziomie akademickim jest się z czego uczyć i kim się inspirować.

Słyszałam, że pewnego razu podczas twojej wystawy ktoś rzucił cegłą w okno. Które z twoich prac wywołały najwięcej kontrowersji?
Tak, to było okno galerii, w której odbywała się moja solowa wystawa kilka lat temu. Były też groźby śmierci. Chodziło o obraz o tytule „Haram". Jednak przy okazji tej pracy otrzymałam od społeczności muzułmańskiej również dużo wsparcia. Dla mnie był to osobiście ekstremalny przypadek, ale pracą, na którą ludzie reagują dosyć ostro, to „The Opposite to a Feminist Is an Arsehole" [przeciwieństwem feministy jest dupek]. Ludzie twierdzą, że ich obrażam. Cóż, w jakiś sposób owszem!

Jak twoi rodzice reagują na twoje śmielsze projekty?
Moi rodzice zgadzają się z całą ideologią, ale nie znoszą sposobu, w jaki ją manifestuję. Może dlatego, że jestem ich córką! Moja mama mówi niesłychane rzeczy, w zeszłym tygodniu, gdy ktoś wspomniał moją pracę „An artist and a female artist" [artystka i artystka-feministka], w której mam na sobie zrobioną przez siebie perukę waginalną, powiedziała swoim słodkim głosem z lekką nutą rozpaczy: „Żałuję, że cię kiedykolwiek zachęcałam [do tego]. Robisz takie gówno!" Klasyka!

Jaka była najbardziej poruszająca lub pozytywna reakcja na twoją twórczość?
Gdy miałam solową wystawę w Estonii, jedna kobieta w średnim wieku popłakała się, stojąc przed moim obrazem pt. „Menstruate with Pride" [miesiączkuj z dumą]. Powiedziała mi potem, jak bardzo się z nim utożsamia, a dla mnie był to naprawdę wspaniały moment. 

Gdyby kobiety i mężczyźni mieli równe prawa, to jak wyglądałaby twoja twórczość? Co jeszcze cię inspiruje?
Myślę, że na świecie zawsze będzie coś, co będzie mnie inspirować. Mam chyba takie wbudowane pragnienie prowokacji i wytykania wszystkich tych rzeczy, które akceptujemy tylko dlatego, że jesteśmy do nich przyzwyczajeni. Czasem niektóre rzeczy po prostu trzeba pokazać palcem! Jak choćby w przypadku płaszcza antygwałtowego. Myślę, że po tym, jak zostałam feministką, po raz pierwszy otworzyłam oczy.

W twoich pracach jest bardzo dużo humoru. Czy jest coś, z czego nigdy nie żartujesz?
Muszę przyznać, że trochę się denerwowałam tym płaszczem, bo gwałt i molestowanie to dla mnie cholernie poważne zjawiska, które doprowadzają mnie do szału, na pewno nie chciałam z tego żartować. Myślę jednak, że zamysł jest jasny. Więc nie, raczej nie uważam, żeby było coś, z czego nie potrafiłabym żartować, bo humor to niezwykle potężne narzędzie komunikacji.

Wydałaś niedawno książkę! Nad czym obecnie pracujesz?
Głównym projektem był płaszcz, a teraz ruszyła wystawa. Mam też poprowadzić wieczór feministyczny z moją koleżanką artystką, Meg Mosley, jako część tej wystawy. Następnie zajmę się swoją kolejną solową wystawą o wolności słowa, a zacznę chyba od refleksji na temat tej cegły, która wleciała przez okno. Poza tym właśnie otrzymałam stypendium na wykonanie tego projektu, więc nie mogę się już doczekać, aż zacznę.

sarahmaple.com

Czytaj też: Szmata sama się prosi.

Kredyty


Tekst: Alice Newell-Hanson
Tłumaczenie: Zuza Bień
Zdjęcia dzięki uprzejmości Sarah Maple