wedle bernharda willhelma wolność należy do głupca

Z projektantem spotkaliśmy się tuż przed otwarciem jego autorskiej wystawy w Los Angeles – When Fashion Shows The Danger Then Fashion Is The Danger.

tekst Stuart Brumfitt
|
06 Luty 2015, 2:20pm

Od 1999 roku, kiedy to urządził premierę swojej pierwszej kolekcji mody w Paryżu, Bernhard Willhelm „przemieszcza się gdzieś pomiędzy chaosem a różnorodnością". Tworząc szalone, barwne kolekcje. Nigdy nie bał się eksperymentować. Ani wziąć na siebie roli klauna branży. Wedle jego własnych słów, wolność należy do głupca. A tylko nadworny błazen może powiedzieć prawdę królowi! Willhelm i jego długoletnia współpracowniczka, Jutta Kraus, zamienili niedawno swoje paryskie atelier na przestrzeń studyjną nieopodal Hollywood Hills. Oprócz tej pary, w Los Angeles osiadła też Hedi Slimane, a Tom Ford niedługo pokaże tam swoje kreacje dla pań. Z tego powodu niewątpliwie dobrze jest przebywać w Mieście Aniołów akurat teraz. Po spędzeniu w Los Angeles niewiele ponad roku, Willhelm stał się bohaterem wystawy odbywającej się w należącym do tamtejszego Muzeum Sztuki Współczesnej (MOCA) Pacific Design Center. Zaprezentuje instalacje rzeźbiarskie przesycone wrażliwością rodem ze świata mody. W skład instalacji wchodzą elementy wideo, fotografii i zebrane na potrzeby wystawy przedmioty. Ekspozycja stanowi medytację nad przyszłością komercyjnej rzeczywistości. Jest odpowiedzią na uniformizm, jakim cechuje się moda XXI wieku. I zapowiedzią przyszłości, przewidującą w jaki sposób będziemy jej doświadczać w XXII wieku.

W ramach wystawy pokazujesz ubrania, materiały wideo, fotografie, mnóstwo różnych rzeczy, prawda?
Pokazujemy po prostu nową kolekcję. Nie ma ona nic wspólnego z przeszłością. Ta wystawa jest spojrzeniem daleko przed siebie. Tytuł When Fashion Shows The Danger Then Fashion Is The Danger (Jeżeli moda pokazuje niebezpieczeństwo, to moda jest niebezpieczeństwem) odnosi się do konsumpcjonizmu. W obrębie mody. W korelacji do tego, czym może być moda i sztuka. W tematyce związku mody z seksualnością. Te prace są eksperymentem ze wzorami. Bardzo abstrakcyjnym, nie opowiadają one żadnej historii. Bazują na kształtach i formie. Na wystawie zobaczycie manekiny wraz z ubraniami, filmami i różnymi obrazami. W sklepiku muzealnym znajdziecie także wybór ubrań, akcesoriów, t-shirtów, seksownych strojów z lycry i pacek służących do zabawy w spanking. To śmieszna oferta lubieżnych gadżetów wprost ze świata Bernharda Willhelma. 

Czyli podajesz w wątpliwość uniformizację, jaką niesie za sobą konsumpcjonizm? A nie konsumpcjonizm sam w sobie?
Tak. Zwłaszcza w Ameryce - dla mnie, jako dla Europejczyka - szokuje mnie to, że już w bardzo młodym wieku jesteś nauczony jak należy konsumować i co należy konsumować. Weźmy za przykład lalkę American Girl. Możesz ją modyfikować tak, jak podpowiada ci własna kreatywność. Jednak kiedy na nią spojrzysz, to i tak zawsze wygląda jak perfekcyjna żona ze Stepford. Jest mnóstwo przerażających elementów w tej kulturze życia w zgodności z mainstreamem już w wieku pięciu czy dziesięciu lat. Tu w LA mieszka sporo homoseksualistów, który teoretycznie powinni być inni. Ale to najbardziej mainstreamowi homoseksualiści, jakich kiedykolwiek widziałem. To ciekawe, że nikt nie podaje niczego w wątpliwość.

A więc w konsumpcji martwi cię najbardziej ten brak kreatywności?
Tak, rodzi się pytanie, czemu właściwie każdy chce mieć to, czego pragną wszyscy inni. Abercrombie & Fitch i Starbucksa. Ludzie bardzo chętnie poddają się konformizmowi. Interesującą sprawą jest też to, że tuż po wojnie, w latach 40 i 50, Christian Dior wprowadził tzw. New Look. Sięga on korzeniami wprost do XVIII wieku. I w ten sposób wbijasz kobietę w gorset, żeby stała się w zasadzie tylko przedmiotem istniejącym dla mężczyzn. Najbardziej szokuje w tym fakt, że kobiety bez zastrzeżeń, bezproblemowo zaakceptowały taką rolę. Spójrz teraz na hollywoodzki szyk, w typie gali Oscarów. Na czerwonym dywanie nadal widuje się stylizacje odnoszące się bezpośrednio do tamtej epoki. Z jednej strony mamy więc silne kobiety pracujące. Z drugiej strony to właśnie kobiety pragną stać się przedmiotem. Laleczką, na którą można zakładać różne ubranka.

Cóż, na jednym ze zdjęć promujących wystawę MOCA na pewno nie wypadasz jak konformista... Masz na sobie gumowe, niebieskie majtki z zatrzaskami na przedzie!
Hej, nie jestem przecież jedynym gejem w wiosce! Obecnie bardzo lubię gumę. Dobrze odkrywać swoją kobiecą stronę, tak jak robi to Bruce Jenner. I dobrze jest pokazywać się jako projektant od innej strony. Prezentować swój wizerunek w inny sposób. Bo mam wrażenie, że w ciągu ostatnich 10 lat wszyscy starają się usilnie utrzymać jak najbezpieczniejszy image.

Podoba mi się twoja idea, że ten, kto odgrywa rolę głupca, może się cieszyć największą wolnością. Powiedziałeś raz, że tylko nadworny błazen może powiedzieć prawdę królowi.
Piękno jest prawdą. Ale prawda sama w sobie może być brzydka. Kiedy doprawisz tę brzydką prawdę odrobiną humoru, to zbliżasz się w swoim podejściu do Bernharda Willhelma. Świat potrzebuje humoru. Teraz nawet bardziej, niż wcześniej. Nadal mam swoje biuro w Paryżu. I to, co się tam stało - w redakcji Charlie Hebdo - było też spowodowane brakiem poczucia humoru. I narodziło się ze zwykłego nieporozumienia. To niewyobrażalne, że zabijasz inne osoby tylko z tej przyczyny, że mają inną opinię od ciebie...

Ile miałeś lat, kiedy zadecydowałeś, że będziesz wyrażał siebie właśnie w ten sposób?
Powiedziałbym, że od początku tak było. Albo że zaczęło się na uniwerku. Ten okres był w pewnym sensie wyzwaniem dla naszej seksualności, bodźcem do eksperymentów. Ale żeby wyciągać wnioski, musiałbyś spojrzeć także na drugą stronę takiego życia. Czyli ogromny nakład pracy. Zaczynamy o dziewiątej czy dziesiątej rano i harujemy do siódmej, ósmej czy dziewiątej wieczorem. Z zewnątrz wygląda to jak dobra zabawa i gierki. Jednak tak naprawdę to też olbrzymie ilości pracy.

Helmut Lang jest innym projektantem mody, który przeszedł do świata sztuki. Czy łączy was jakaś więź?
Bez Helmuta Langa nie byłoby Céline. Ani Rafa. Rozegrał to dobrze - sprzedał swoją firmę, by zarobić pieniądze. A teraz ma oczywiście swoją fundację. Nie musi już tak naprawdę pracować, znajduje się więc w niesamowicie komfortowej pozycji. Słyszałem podobną historyjkę od pracowników wielu różnych domów mody. Wychodzi, że na ścianie każdego wisi jakaś kreacja Helmuta Langa. Gotowa, by ją skopiować.

Co jednak sądzisz o jego sztuce?
On, wraz z Hedim, jest częścią specyficznej grupy ze świata sztuki. Nie chcę oceniać, czy jego prace się udały, czy nie. Wiesz, były po prostu dobre.

Od niedawna dopisujesz sobie liczbę 3000 do imienia i nazwiska. Czy to zwyczajnie futurystyczna liczba, czy może jesteś teraz spokrewniony z Andre 3000?
Cóż, nie ukrywam, że jestem wielkim fanem Andre 3000. Chciałbym go ubrać na galę oscarową.

When Fashion Shows The Danger Then Fashion Is The Danger, Bernhard Willhelm and Jutta Kraus. 3000. Wystawa odbywa się od 7 lutego do 17 maja w MOCA Pacific Design Center.

Kredyty


Tekst Stuart Brumfitt
Portret Daniel Trese
Fotografia Josh Paul Thomas 

Tagged:
Wywiady
Μόδα
bernhard willhelm
jutta kraus
moca pacific design center.