londyńskimi pokazami rządzi duch girl power

W tym sezonie pokazy mody w Londynie wznoszą nową falę feminizmu na jeszcze wyższe poziomy estetycznej siły wyrazu. Czego najlepszym przykładem są kolekcje Garetha Pugha, Simone Rochy i Sibling.

tekst Anders Christian Madsen
|
24 Luty 2015, 9:41am

gareth pugh fall/winter 15

Odkąd w zeszłym sezonie Karl Lagerfeld zorganizował na pokazie Chanel demonstracje na rzecz praw kobiet - cementując tym samym wpływ neofeminizmu na teraźniejszą kulturę - duch feminizmu unosi się niezmiennie nad wszystkim, co dzieje się w świecie mody. Mamy do czynienia z ostateczną krucjatą przeciwko szowinizmowi. Rozwija się ona z taką mocą, że wyrwała się już spod władzy bezustannie zmieniających się trendów. Stała się tym samym pełnoprawną, rozgrywającą się na naszych oczach rewolucją. Marka Garetha Pugha kończy w tym roku dziesięć lat. Projektant powrócił też triumfalnie na London Fashion Week. Jego przesycony dramatyzmem pokaz, który odbył się w Muzeum Wiktorii i Alberta, był oparty na koncepcji braterstwa.

„Miał on reprezentować poświęcenie się dla dobra grupy" - powiedział Pugh podczas wywiadu udzielanego po pokazie. Wyjaśnił w ten sposób, czemu w makijażu przygotowanym na potrzebę widowiska przewijał się motyw krzyża św. Jerzego. I dlaczego w soundtrack wsamplowano okrzyki kibiców Sunderland Football Club. Spójrzmy jednak na prezentowane na jego modelkach czarne suknie balowe, skórzaną zbroję i gladiatorskie hełmy. Nie wspominając o ogromnej czerwonej fladze, którą wyniosły na wybieg podczas ostatniego wyjścia. Nasuwa to skojarzenie, że w tym wypadku idea braterstwa została przeniesiona na inną płeć, niż sugerowałoby użycie tego słowa.

Joanna d'Arc jest nieśmiertelną ikoną nie uznającego kompromisów feminizmu. Jak na XV-wieczną męczenniczkę, oddziaływanie tej bohaterki na współczesną rzeczywistość jest naprawdę niespotykane (dla przykładu, Madonna właśnie wypuściła poświęconą jej piosenkę). Joanna, jeśli wolno nam zwracać się do niej po imieniu, mogłaby być muzą Garetha Pugha przy tworzeniu omawianej kolekcji. Inspiracją dla jego ujęcia feminizmu, które wydaje się tak bojowe, jak wspomniany doping fanatyków piłki nożnej. „Chciałem zawrzeć w tym koncepcję ruszania do bitwy i gotowości do walki" - podkreślił sam projektant.

Gareth Pugh kolekcja jesień/zima 15

Czy w pokazie chodziło więc o agresję? Według Pugha, nie. „Użycie pojęcia agresji sugeruje, że mowa o tymczasowym stanie umysłu" - argumentował. „A to... Tak właśnie teraz jest. Okazywanie żarliwości 24/7". Nie wypowiadał się o feminizmie, ale jego słowa dałoby się przełożyć na opis tego rodzaju światopoglądu. Nowe pokolenie orędowniczek girl power toczy swoją walkę o świat, w którym nie byłoby potrzeby manifestowania czegoś takiego jak girl power. Żarliwy, wojowniczy feminizm rodem z XV-wieku pasuje do bliskiego ich sercom przekazu dużo lepiej, niż stare, powtarzane wielokrotnie i ugrzecznione śpiewki. A jednak, jak zauważył Pugh, „chodzi o stanie się częścią kultury, częścią dialogu".

Interesującą kwestią dotyczącą Joanny d'Arc - a w rezultacie także kolekcji jesień/zima Garetha Pugha - jest to, że jej status jako świętej sprawił, że stała się dla mężczyzn swoistym symbolem seksu. Podnieca ich siła, której wcieleniem jest ta postać. Widać to w filmie o życiu Dziewicy Orleańskiej z Millą Jovovich w głównej roli. Podobnie dzieje się to w przypadku każdej innej kobiety-wojowniczki obecnej w popkulturze - od celtyckiej królowej Budyki do Buffy i Xeny. To męskie podejście jest szczególnie szkodliwe. Akt pożądania podważa bowiem aspekt wojowniczości, sprowadzając kobietę do roli obiektu seksualnego, a nie postaci władającej prawdziwą siłą.

Do tego problemu nawiązała Louise Bourgeois w dziele Mamelles z 1991 roku - płaskorzeźbie stworzonej z odlewów kobiecych piersi. Było ono komentarzem na temat egoistycznych praktyk tego rodzaju mężczyzn, których obecnie określa się w języku angielskim terminem players. Akceptowanych przez społeczeństwo seksualnych drapieżników, którzy przeskakują z jednego kobiecego ciała na drugie, nie zważając na to, że w każdym z nich żyje realna osoba. Ta praca służyła za inspirację kolekcji Simone Rochy, pokazanej drugiego dnia London Fashion Week. I trzeba odnotować, że właśnie taki punkt odniesienia pasuje bardzo do tej projektantki. Simone zajmowała się kobiecymi rolami społecznymi i wzorami do naśladowania od zarania swojej kariery w świecie mody.

We własnej feministycznej deklaracji Rocha wykorzystała strukturę Mamelles jako rzeźby, przenosząc ją na łagodnie prezentujące się sukienki. Nie była to więc agresywna wypowiedź, lecz z pewnością bardzo bezpośrednia. Przesłaniem tej kolekcji mogłoby być hasło „Pogódźcie się z tym, panowie". W tym sensie znajdziemy w niej identycznego - odważnego i zawadiackiego - ducha, co w bitewnym marszu Garetha Pugha. Niemniej w centrum uwagi Simone umieściła czysto kobiece, siostrzane relacje. A nie koedukacyjną w swej naturze ideę ogólnoludzkiego braterstwa broni.

Simone Rocha kolekcja jesień/zima 15

Można by z łatwością stwierdzić, że dwa odmienne podejścia do motywu feminizmu wiązały się z różną płcią projektantów stojących za kolekcjami. Dlatego ciekawym posunięciem byłoby uwzględnienie w niniejszym równaniu Sibling - marka zaprezentowała w sobotę kolejną skupiającą się na dziewczętach kolekcję. A faktem jest, że w skład tego projektanckiego trio wchodzi dwóch mężczyzn i kobieta. Propozycja Sibling na bieżący sezon była wachlarzem kreacji dla seksbomb. Utrzymanym w stylu przywodzącym na myśl garderobę Alexis Colby z Dynastii. Ale kobieta sezonu jesień/zima 15, którą ukazało nam Sibling, nie jest aż tak pewna siebie. Wyjaśniła nam to Cozette McCreery.

Na jakiej inspiracji opierała się kolekcja? „Elementach wizerunku i charakteru dziewczyn, które znamy? Trochę na tym, jaka byłam kiedyś... tak sądzę?" - oznajmiła nieco niechętnie. Co masz na myśli? „Bardzo wystudiowany wizerunek. Chodziłam do Café de Paris ubrana w całości w kreacje Alaïa. Łącznie z ostrym makijażem i szpilkami z pięciocalowymi obcasami. Po czym nie odzywałam się do nikogo. Bo jestem tak naprawdę strasznie nieśmiała. Gdy patrzę na te dziewczyny na wybiegu, wydaje mi się, że mają na sobie coś w rodzaju zbroi" - powiedziała. „Jest to demonstracja siły przez ubiór dla kobiet, które być może nie czują się aż tak silne".

Sibling kolekcja jesień/zima 15

Jeśli przyjmiemy taki punkt widzenia, należy uznać, że deklaracja Sibling doskonale uzupełnia wizje Rochy i Pugha. Ideę szerokiego w swym zakresie wyzwolenia płci pięknej. I, co więcej, oddanie okazywane swoim odbiorcom. Wyrażane poprzez próbę zrobienia dla kobiet czegoś więcej, niż po prostu ubrania ich. Dostaliśmy więc trzy bardzo różne typy zbroi. Lecz każdy z nich wykazuje, że feminizm pierwszych tegorocznych pokazów w Londynie dotyczy kobiecej samoobrony. Tego rodzaju walki o swoje dobro, który nie pozwala na branie jeńców. Kiedy spytaliśmy McCreery, czy kolekcja Sibling była w zamierzeniu feministyczną deklaracją, odpowiedziała natychmiast: „Tak, możemy przyjąć taką interpretację. Girl power!".

Zapoznajcie się też z innymi relacjami z pokazów jesień/zima 2015.

Kredyty


Tekst: Anders Christian Madsen
Fotografie z wybiegów: Mitchell Sams
Fotografie z backstage'u: Piczo

Tagged:
Sibling
London Fashion Week
opinie
Μόδα
Gareth Pugh
simone rocha
jesień/zima 15