od pięćdziesięciu twarzy greya do fanny hill – przyglądamy się komercjalizacji bdsm

W ten weekend weszła na ekrany gorąco wyczekiwana filmowa adaptacja Pięćdziesięciu twarzy Greya. Z tej okazji postanowiliśmy przyjrzeć się temu, w jaki sposób erotyczna seks-subkultura BDSM dała się zdominować mainstreamowi.

tekst Billie Brand
|
17 Luty 2015, 9:20am

fifty shades of grey

BDSM to anglojęzyczny termin, w którym w skrótowej formie zawarto takie pojęcia, jak bondage i dyscyplina, dominacja i uległość oraz sadyzm i masochizm. Jest to seks-subkultura, w której ból równa się często przyjemności. W jej obrębie istnieją prawdziwy niewolnicy, a klapsy są częścią gry wstępnej. I właśnie teraz nadszedł dla niej moment sławy. BDSM to obecnie gorący temat. Pięćdziesiąt twarzy Greya, literacki fenomen autorstwa E.L. James, doczekał się ekranowej adaptacji w reżyserii Sam Taylor-Johnson. By widzowie mogli zaznać trochę zakazanych przyjemności, wypuszczono go do kin w tegoroczne Walentynki. Na całym świecie sprzedało się ponad 100 milionów egzemplarzy tej niezwykle popularnej powieści erotycznej. Jest ona kroniką związku uroczej i niewinnej Anastasii Steele z dominującym sadystą Christianem Greyem. Można bez wątpienia stwierdzić, że dzięki niej BDSM dało mainstreamowi na tyle mocnego klapsa, by ten wpuścił erotyczną subkulturę na popkulturowe salony. Kto nie słyszał w dzisiejszych czasach o biczowaniu genitaliów czy słowach bezpieczeństwa? Jak jednak doszło do tego, że forma seksualności, który niegdyś była postrzegana jako tabu, poddała się tak daleko idącej komercjalizacji?

Dawno, dawno temu - długo przed tym, jak Christian Grey zapoznał pannę Steele z kajdankami i przepaskami na oczy - wydano powieść Memoirs of a Woman of Pleasure. Napisał ją John Cleveland, a w obiegu pojawiła się w 1748 roku. Jest ona szerzej znana pod tytułem Fanny Hill (w Polsce najczęściej: Pamiętniki Fanny Hill). I stanowi jeden z pierwszych przykładów na wykorzystanie BDSM w literaturze. W pewnej zapadającej w pamięć scenie bohaterka książki, Fanny, poddaje się (i oddaje) chłoście. Co niestety nie spodobało się zbytnio naszym pruderyjnym przodkom. John Cleveland trafił do więzienia, zaś pełna dosadnie opisywanego seksu Fanny Hill została uznana za pornografię. Całkowicie zakazano jej rozpowszechniania. Na szczęście od tego czasu staliśmy się bardziej liberalni. Spójrzmy na realia nieco bliższe współczesności. Od razu znajdziemy inne klasyczne przypadki występowania BDSM w literaturze. Masochistyczne fantazje w Ulissesie Jamesa Joyce'a. Związek BDSM zaprezentowany w powieści 9 i pół tygodnia Elizabeth McNeil. I, rzecz jasna, owianego złą sławą sadystę Patricka Batemana z American Psycho. Istnieje także wiele stymulujących wizualnie przedstawień BDSM w filmach. Najważniejszym z nich (i jednocześnie jedną z najseksowniejszych rzeczy, jakie narodziły się w historii kina) jest być może przepięknie nakręcony obraz erotyczny Stevena Shainberga - Sekretarka. Maggie Gyllenhaal gra w nim seksualnie wyzwoloną uległą kobietę. Śledzimy sadomasochistyczny związek bohaterki z jej szefem i seksualne gry, w jakie się angażują. Następnie trzeba wspomnieć o mrocznej wizji BDSM zawartej w Nimfomance, hedonistycznej seks-przygodzie Larsa Von Triera. Brutalnych kochankach Davida Lyncha z utrzymanego w konwencji neo-noir Blue Velvet. I kneblu z kulką, który znalazł się w ustach Bruce'a Willisa w kultowym Pulp Fiction Quentina Tarantino. Nie zapomnijmy też o S&M, prowokacyjnym hicie pop z 2011 roku wykonywanym przez dziewczynę z okładki bieżącego numeru i-D, Rihannę. Słyszeliśmy w nim dosyć odważny tekst, z linijkami typu: kije i kamienie łamią mogą połamać mi kości, ale łańcuchy i pejcze mnie podniecają.

Jak w przypadku każdego tabu, im częściej stykamy się z BDSM, tym mniej jesteśmy na nie wyczuleni. Jednak, mimo że BDSM teoretycznie wygospodarowało sobie ciepły kącik w kulturze mainstreamowej, to praktycznie sposób jego ukazywania nadal ocieka negatywnością. Wyjątków jest naprawdę niewiele. Wydaje się, że zwykle portretuje się entuzjastów takich seksualnych praktyk trochę jak osoby chore psychicznie. BDSM kojarzy się tylko z wykorzystywaniem drugiego człowieka, bólem i wstydem. Jednym z przykładów powielanie krzywdzącego stereotypu jest sam Christian Grey. „Myślę, że ludzie boją się tego, czego nie rozumieją. I demonizują to. Przez lata społeczność BDSM, a nawet osoby z całkiem zwyczajnymi fetyszami, traktowano jak maniaków seksualnych. Uznawano za jednostki groźne lub z problemami psychologicznymi. Co w żadnym stopniu nie zgadza się z prawdą" - wyjaśnia Karley Sciortino, autorka kultowego bloga Slutever i specjalistka od wszelkich zagadnień związanych z seksem. Często spotykanym błędnym założeniem jest choćby to, że ból to nieodłączny element BDSM. Tymczasem chodzi w nim przede wszystkim o przeniesienie władzy na daną stronę związku w kontekście seksualnym. Może gdybyśmy uświadczyli w mainstreamie bardziej seks-pozytywnych i wyzwolonych przedstawień BDSM, postrzeganie tej formy seksualności niczym najgorszego z tabu nie przychodziłoby tak łatwo. Szalone, dziwne i wspaniałe fetysze powinny być celebrowane jako część naszej kultury seksualnej. A nie piętnowane jako chore i amoralne zachowania - tylko dlatego, że są odmienne od standardowych preferencji. Ciężko jednak obalić normy kulturowe ustanowione przez nastawione wrogo do seksu społeczeństwo. Mówiące jasno, że BDSM to zło.

Mimo negatywnych wizji, jakie wystylizowała dla nas na ekranach popkultura, komercjalizacja „nieprzyzwoitej" subkultury wpłynęła pozytywnie na realne środowisko BDSM. Karley ma za sobą doświadczenia zdobyte jako profesjonalna domina. Rozeznanie pozwala jej ocenić, pod jakim kątem przejście BDSM do mainstreamu przynosi korzyści scenie: „Dziś otworzyliśmy oczy na to, czym naprawdę jest BDSM. Na przyjemność, którą może potencjalnie sprawić. I wpływa to pozytywnie zarówno na członków społeczności, jak i osoby poza nią". Na szczęście zdaje się, że stygmatyzacja tego rodzaju seksualności powoli zanika. A podniecająca idea praktykowania BDSM we własnej sypialni kusi już wielu z nas. Nawet, jeśli stało się tak dzięki Greyowi. „Na zewnątrz może to zachęcać ludzi do przesuwania własnych seksualnych granic. I dawać wolność odkrywania doznań, które mogą uczynić seks bardziej zmysłowym lub intensywniejszym. Pewnym osobom ze społeczności BDSM mainstreamowa akceptacja pomaga zaś walczyć z zawstydzeniem, poczuciem winy czy wykluczenia. Bo takie przykre odczucia wiążą się z ich preferencjami" - dodaje Karley. „Trzeba jednak pamiętać, że kiedy mówimy o przejściu BDSM do mainstreamu, mamy oczywiście na myśli zaledwie drobny, bazowy wycinek tego, co dzieję się w obrębie społeczności. Jest to, jak lubię to określać, BDSM Light. Pejcze, przepaski na oczy i przyjmowanie roli strony dominującej lub uległej są zaledwie czubkiem góry lodowej".

Pejcze i łańcuchy osiągnęły jednak sukces na ekranach. Warto z tej okazji zainteresować się faktem, że w Wielkiej Brytanii długa lista aktów seksualnych związanych z BDSM (w tym klapsy, wiązanie i krępowanie oraz fizyczne i psychiczne znęcanie się nad drugą osobą) została w grudniu prawnie wykluczona z treści naszych pomocy masturbacyjnych. Większość z tych czynności uznaje się za przyjemne dla kobiet i demonstrujące ich siłę. Może patriarchalne społeczeństwo odrzuca tylko wizję kobiecej dominacji, a nie BDSM jako takie? Nie da się zignorować tego, że Pięćdziesiąt Twarzy Greya - jedna z najlepiej sprzedających się powieści w historii - skupia się na władczym, dominującym mężczyźnie, tytułowym Christianie Greyu. Nie zrozumcie tego opacznie. W tym, że daną kobietę zaspokaja uległy styl życia, nie ma absolutnie nic złego. Lecz z perspektywy feministycznej ciężko przeoczyć, że fabuła książki podkreśla rolę kobiety jako „niewolnicy" patriarchatu. W rzeczywistości to mężczyźni zajmujący wpływowe pozycje zawodowe najczęściej szukają usług domin. Ponieważ podnieca ich odwrócenie ról, do którego dochodzi podczas sesji BDSM. 

Wydaje się, że pomimo przyjęcia BDSM do komercyjnego użytku, jest ono akceptowane przez naszą kulturę wyłącznie, gdy jest jedynie komponentem erotycznie stymulującej fikcji. Trzeba jednak pamiętać, że BDSM to fantazja. Podczas jego praktykowania ulegli i dominujący przenoszą się do świata odrębnego od rzeczywistości. Czynią tak dla własnej satysfakcji, bo tylko tam władza może stać się zabawą. Najwyraźniej oglądanie BDSM sprawia nam radość, gdy siedzimy sobie grzecznie w kinie. W takim razie może powinniśmy być wyrozumialsi w stosunku do tych bardziej niekonwencjonalnych indywiduów? Wszyscy jesteśmy winni wdzierania się w ich perwersyjną subkulturę, traktowaną jako atrakcja na sprzedaż. Nie, żebyśmy mieli tego zaprzestać, bo niby dlaczego? Zdeprawowany świat BDSM - pełen lochów z narzędziami do ostrego seksu, tortur penisa i jąder, skórzanych masek - może być ciężki do przyjęcia dla tych, którzy wolą raczej waniliowe pieszczoty. Lecz stanowi także zupełnie nową, napędzaną czystą fantazją krainę, którą można swobodnie odkrywać - nieważne, czy w prawdziwym życiu, czy na ekranie. Dać się związać i bić - to na pewno wyjątkowo ekstremalna postawa. Jednak w każdym z nas jest zapewne odrobinka osób dominującej lub uległej. Najwyższy czas odrzucić konserwatywne podejście do ostrego fetyszyzmu. I opowiedzieć się za wywrotową seksualnością. A jeśli nie podoba ci się pomysł przewieszenia się przez biurko a la Maggie Gyllenhaal, żeby zebrać parę klapsów, jak przystało na niegrzeczną dziewczynkę? W takim wypadku możesz nakarmić swoją wewnętrzną dewiantkę porcją odpowiednio niegrzecznej erotyki. W końcu poddawanie się mrocznym żądzom jest takie przyjemne...

Kredyty


Tekst: Billie Brand

Tagged:
Film
BDSM
Seks
Kultura
50 Twarzy Greya
Sciortino