10 filmów o imprezowaniu

Rozpocznij weekend od kilku filmów, po których kolejne wyjście do klubu nie będzie już takie samo.

tekst Colin Crummy
|
17 Październik 2017, 9:15am

Wszystkie nieprzespane noce

Film Michała Marczaka to wędrówka po kolejnych klubach i imprezach. Nic dziwnego, że ścieżka dźwiękowa „Wszystkich nieprzespanych nocy" składa się z masy świetnych kawałków. Aktorzy potwierdzają też, że większość nocnych wypadów była kręcona spontanicznie, bez scenariusza. Dzięki temu możesz się przekonać, jak naprawdę wyglądają polskie imprezy. W jedej ze scen przenosimy się nawet na rave'owy festiwal Nagle nad morzem, gdzie bohaterowie szukają miłości. Okazuje się, że porządna impreza w przewrotny sposób może pomóc uporządkować własne życie.

Berlin Calling

Chyba każdy zna punkowy album „London calling" The Clash z 1979 r., który opowiadał o buncie młodych Brytyjczyków i ich odreagowywaniu za pomocą narkotyków. „Berlin calling" Hannesa Stoehra nawiązując do tytułu albumu pokazuje, jak dużym problemem w świecie techno stały się dragi. W roli DJa, którego życie wyraźnie wymyka się spod kontroli, występuje legendarny już Paul Kalkbrenner, autor kultowego soundtracku do filmu. I chociaż „Berlin calling" opowiada głównie o tym, co się może stać, kiedy zażywasz zbyt duże ilości ecstasy, to dobrze wprowadzi cię też w klimat berlińskiej sceny klubowej.

Trainspotting

„Świat się zmienia, muzyka się zmienia, narkotyki się zmieniają, nawet mężczyźni i kobiety się zmieniają. Za tysiąc lat nie będzie ani kolesi, ani lasek, zostaną sami onaniści. Jak dla mnie brzmi super". Tak Mark Renton z „Trainspottingu" podsumował przyszłość clubbingu w 1997 roku. Reżyser Danny Boyle w swoich filmach z łatwością ukazuje klubowe noce i moment zatracenia się w imprezie.

Rytmy Nocy

Whit Stillman przedstawia społeczeństwo w klimacie Jane Austen na parkiecie Studia 54. Wynik? Mocny przekaz, że parkiet w nocnym klubie może być miejscem do awansu społecznego i wyznacznikiem statusu. Chloë Seveigny i Kate Beckinsale, urbane w kuse czarne sukienki, są stałymi bywalczyniami manhattańskich klubów. Świetny film z dowcipnym scenariuszem, w sam raz na piątkową imprezę.

EDEN

Mia Hansen-Løve wyreżyserowała „Eden" - film, który ukazuje narodziny tanecznej sceny w Paryżu lat 90. - bo jak stwierdziła, nie było dotąd filmu, który brałby kulturę clubbingu na poważnie. Tak więc w „Edenie", clubbing to nie tylko tło — to coś, co ma ogromny wpływ na życie głównego bohatera, Paula Vallée (w którego rolę wcielił się Félix de Givry). Jest DJ-em, który rozpoczyna karierę na paryskiej scenie muzycznej, grając tzw. french house, w tym samym momencie co Daft Punk, Cassius i Justice. Niestety Paul nie osiąga tak wielkiego sukcesu jak oni. „Eden" opowiada o clubbingu oraz obsesji i kacu, jaki może spowodować. W tym wciągającym, muzycznym obrazie nie zabrakło hitów Daft Punk.

Paris Is Burning

Jennie Livingston przedstawia manhattańskie środowisko tanecznych bitew LGBT+ lat 80., pełne życia, kolorów, stylu i pazura. Żadna ilość powtórek „Drag Race" (który wywodzi się z kultury Ball) nie zastąpi ci „Paris Is Burning". Ogromna tragedia w przedstawiona w „Paris Is Burning", ukazuje jak członkowie grupy zmagają się z ubóstwem i dyskryminacją. Niespodziewanie pojawia się także epidemia AIDS, która była wielkim ciosem dla wspólnoty. Sednem filmu jest jednak pełen pewności siebie, odważny taniec do muzyki disco. Film Livingstona, jak żaden inny, doskonale przestawia środowisko imprezowiczów.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Human Traffic

„Czuję się tak wspaniale, gdy jestem pijany i wczuwam się w muzykę!". Problem z klubowymi scenami w filmach polega na tym, że reżyser (przeważnie biały, heteroseksualny mężczyzna w średnim wieku, który nie widział parkietu od dziesięciu lat) próbuje odtworzyć jakieś zamglone wspomnienia ze swojej młodości. Efekt jest taki, że imprezowe sceny wyglądają mało naturalnie, są zbyt dopracowane i kompletnie nie odzwierciedlają tego, jak wygląda niepoukładany świat nocnego życia. „Human traffic" na szczęście tego uniknął. Film przedstawia pięciu znajomych z fiołem na punkcie imprez, a wszystko to w kwitnącej scenerii klubów z Cardiff lat 90. Nie zabrakło także wątków, takich jak łykanie pigułek i próby ucieczki od codzienności prosto w wir weekendowych imprez. Podobno ma powstać sequel, w którym ta sama ekipa leci na Ibizę. Mamy nadzieję, że uda nam się jeszcze raz zobaczyć, jak gwiazda „Human Traffic", Danny Dyer, masturbuje się przed lustrem w sypialni.

Wild Combination: A Portrait of Arthur Russell

To połączenie Nowego Jorku z lat lat 70. i 80. Film w reżyserii Matta Wolfa ukazuje emocjonalny i dopracowany portret artysty na scenie disco. Arthur Russel był awangardowym kompozytorem, piosenkarzem, twórcą piosenek i producentem disco, który odnalazł swoje powołanie w znanym klubie muzycznym The Kitchen. Film jest miksem archiwalnych fotografii z szalonych dyskotek i współczesnych wywiadów z tymi, którzy znali muzyka. Jak tylko skończysz go oglądać, zaczniesz buszować po internecie w poszukiwaniu unikalnych kawałków Russela z minionej złotej epoki.

Klub 54

Kolejny dramat w Studiu 54? To jedna z najczęsciej przedstawianych na ekranie miejscówek, ale nie bez powodu. Film Marka Christophera o legendarnym nowojorskim klubie obnaża kulturę imprezowiczów końca lat 70. „Klub 54" pokazuje najlepsze, najbardziej ekscytujące, hedonistyczne i toksyczne obrazy, widziane oczami barmana Shane'a (Ryan Philippe). Chłopak rozpoczyna pracę w Klubie 54 i bez pamięci rozkochuje się w imprezowym życiu. Początkowo film miał przedstawiać inną — mniej gejowską — wersję wydarzeń, ale w zeszłym roku ukazała się oryginalna wersja reżyserka. Sięgnijcie po nią, jeśli chcecie zobaczyć nieokiełznane nocne życie w historycznym miejscu.

Don't Forget to Go Home (Feiren)

Błyskotliwie zatytułowany i tak sugestywny, że zapach spoconych popersów z zaburzeniami snu dosłownie wylewa się z ekranu. Ten dokument z 2006 roku o berlińskiej subkulturze klubowiczów, którzy bawili się przez 72 godziny bez przerwy, ukazuje Berghain, Watergate, Bar 25 i Club Der Visionaere, takie jakimi są. Nie spodziewaj się wyposzczonych, pięknych nocnych wizji. „Don't Forget to Go Home" składa się przede wszystkim ze zwierzeń imprezowiczów. Niskobudżetowe podejście zdecydowanie działa na korzyść obrazu. Prawda jest taka, że jeśli nigdy nie słuchałeś historii o seksualnych przygodach w Berghain, opowiadanych przez nieźle zrobionych klubowiczów, to nic nie wiesz o życiu.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Colin Crummy i Mateusz Góra

Tagged:
muzyka