z podziemia na wybiegi – renesans alternatywy

Legiony fanów Nasira, Goshy, Hediego i Hood by Air piszą na nowo współczesną historię subkultur.

tekst i-D Team
|
28 Styczeń 2015, 3:20pm

Nasir Mazhar spring/summer 15

Stylówka od lat pełni funkcję naszego języka. Stanowi sposób, w który komunikujemy się ze światem. Moda jest częścią naszej tożsamości: z wierzchu okrywa nasze ciała, potrafi jednak wyrażać to, co dzieje się w naszych głowach. Dzięki niej możemy dołączyć do któregoś z wielu, wciąż zmieniających się, kulturowych plemion. Od greasersów, przez punków, modsów, po metalowców - subkultury zawsze były definiowane przez ciuchy, które nosili ich członkowie. Jednak już pierwszy rzut oka na XXI w. daje wrażenie, że ta społeczna różnorodność pomału zanika. Do rozpoznaniaś ze współczesnych plemion nie wystarczy już znalezienie w tłumie pary Martensów albo spodni w kratkę. Tym bardziej ciekawie jest obserwować, jak nowe trendy inspirowane ulicą przeżywają teraz swój renesans.


W swojej książce „Plentitude", Grant McCracken pisał, że „W latach 50. mogłeś być albo Jamesem Deanem, albo w mainstreamie. Musiałeś być jednym albo drugim". To jednak nie ma już znaczenia: przez lata zyskaliśmy całą masę postaci, którymi możemy się stać, mamy do wyboru tysiące opcji. Kim więc są ci bohaterowie, którzy reprezentują dzisiejsze pokolenie? Artystami? Muzykami? Projektantami? Politykami? Może wciąż historycznymi legendami? Odpowiedź brzmi: są nimi wszystkimi.

Saint Laurent Paris jesień/zima 15

Subkultura tworzy się, gdy kultura masowa nie spełnia oczekiwań pewnej grupy ludzi. Oczywiście, nie można powiedzieć, że nie istnieją już społeczności, którym czegoś brakuje, jednak kulturowe przemiany wyraźnie zmniejszyły ich różnorodność. Wydaje mi się, że młodzieży nie chodzi już o identyfikowanie się z grupą, ale o bycie kompletnym indywiduum. Jak banalnie by to nie brzmiało, w połowie lat 2000. fajnie było być niefajnym. Wyszła wtedy na jaw nasza odwieczna hipsterska mentalność, którą wszyscy znamy już aż za dobrze. Nie musimy już być ani Jamesem Deanem, ani mainstreamem. Możemy stać się wieloma różnymi rzeczami, które coraz trudnej od siebie rozdzielić, i coraz trudniej się im oprzeć. Kulturowy przesyt ujednolicił modę, wszystkie plemienne style złączyły się w jeden. Żyjemy w czasach regramów, retweetów i kultu #ThrowbackThursday. Pożyczania, kradzieży, i łączenia wszystkiego ze sobą w imię wściekłej walki o bycie (nie)fajnym. Spójrz tylko na liczbę mieszania ze sobą dziedzin sztuki i współpracy artystów z biznesmenami, to najlepszy tego dowód.

Ale świat ma już hipsterów lekko dość, prawda? Przyszedł czas na zgolenie bród, założenie skarpetek i wyjście z domówek do klubów. Indywidualizm może być trochę nudnym i samotnym miejscem, co nie? Subkultury odtwarzają się tak jak kiedyś, jakby odradzała się nacja, której przez ponad dekadę zdawaliśmy się nie dostrzegać. Teraz jednak przyszła ich nowa fala, która płynie w kierunku nowoczesnego myślenia. Pomyśl tylko o klubowych imprezach, takich jak kolorowo-drag-queenowe Sink the Pink. Stylówka naszych czasów powstaje na ulicach, odchodzi od typowego high fashion. Marki, które pokazują jej elementy na pokazach, nie tylko zarabiają na tym pieniądze, ale kształtują styl całego pokolenia.

Oczywistym przykładem jest Saint Laurent Hediego Slimane'a, które kolejno bierze na warsztat takie subkultury jak rock, goth, punk i ska. Wydobywa je spod ziemi i wynosi na wybiegi Paryża. Właśnie to pisarz Richard Hebdige opisał jako „kryjówka w świetle jupiterów". Zamki błyskawiczne, obcisłe spodnie i wąskie krawaty to legendarne symbole dawnych lanserów. Artyści, muzycy i projektanci łączą się - spójrzcie tylko na gromadę, która wspólnie stworzyła niedzielny pokaz Saint Laurent. Slimane odwrócił klasyczną definicję subkultury: postanowił zaprezentować wyjątkową grupę ludzi szerszej publiczności. To dlatego te białe t-shirty mają kosmiczne ceny.

Gosha Rubchinskiy jesień/zima 15

I chociaż Saint Laurent wcale nie musi nas porywać, to prawdziwe odrodzenie alternatywnej stylówki przyszło na wybiegach takich projektantów jak Gosha Rubchinskiy, Nasir Mazhar i Hood By Air. To oni są nową falą, która zlewa ulice i wybiegi w jedno, inspiruje się nowoczesną kulturą, którą da się jeszcze przetworzyć na ubrania. To autentyczność w najlepszym wydaniu - i właśnie dlatego zbierają oni całe legiony wiernych fanów, którzy ubierają się w ich projekty od stóp do głów. To rzeczy, które pamiętają stare czasy, gdy subkultury miały jeszcze swoje modowe DNA.

Marka Hood By Air Shayne'a Olivera powstała w 2006 r. i od tej pory niesamowicie rośnie w siłę, ostatnio pokazała się nawet jako gość specjalny targów Pitti we Florencji. To, co stworzył Shayne i inni projektanci jego nurtu, jest czymś absolutnie prawdziwym. Czymś, co inspiruje się normalnymi ludźmi, ale ma w sobie alternatywną myśl. Czy to amerykańską elastyczność płci, o której mówi HBA, nieeksponowany wcześniej świat petersburskich skateparków Goshy Rubczynskiego, czy londyńsko-latynosko faceci Nasira, których garniturem jest dres. Lenistwem byłoby nazwać którąkolwiek z tych marek streetwearem. Ci projektanci kształtują uniform ludzi ulicy.

Dlaczego to wszystko dzieje się teraz? Dlaczego te marki wyskakują na radarach po latach undergroundowej ciszy, po ukształtowaniu kolejnego pokolenia? Wróćmy znów do twierdzenia o mainstreamie i Jamesie Deanie z lat 50. Dzięki współczesnej akceptacji wielu sposobów wyrażania siebie, szybkiej modzie i technologii, wszyscy nagle zaczęliśmy łaknąć grup, z którymi moglibyśmy się identyfikować. Słowem kluczowym tu jest autentyczność. Chcemy być częścią nowych grup, które kolejny raz w historii jednają podobnych sobie ludzi. Bo jeśli nie o prawdziwość chodzi w subkulturach, to o co?

Hood by Air jesień/zima 15

Kredyty


Tekst Greg French
Zdjęcia Piczo
Zdjęcia z wybiegu Mitchell Sams

Tagged:
Hood By Air
opinie
Gosha
subkultury