brzmienie młodej rosji

Rosja przechodzi kryzys, a jednocześnie jej postradziecka estetyka jest dominującym trendem zachodniego świata. Tymczasem w kraju całe pokolenie młodych muzyków odrzuca nostalgiczną wizję ZSRR i tworzy zupełnie nowe brzmienia. Poznajcie niezależnych...

|
28 Czerwiec 2016, 4:12pm

Wysokie bloki górujące nad miastem o zmierzchu jak mroczne klify, kwitnące bzy, ogniska na wsi i wielki lśniący księżyc. Tak wygląda Rosja według jednego z najbardziej cenionych młodych, niezależnych producentów: Buttechno. Za tą ksywką skrywa się Pavel Milyakov z Moskwy. Buttechno zawdzięcza część swojej sławy projektantowi Goshy Rubchinskiyemu. Oboje są w kraju uwielbiani i krytykowani jednocześnie, za kreowanie mody na poradziecką estetykę, której tak łaknie Zachód. Pavel od dawna współpracuje z Goshą — zanim skupił się na muzyce, był członkiem jego skejciarskiej ekipy i projektował grafiki dla marki. Nigdy jednak nie porzucił sztuk wizualnych: obrazy, klipy i okładki zawsze były integralną częścią świata, który tworzył, pełnego szorstkiego romantyzmu i tajemniczości. To wyjątkowa artystyczna interpretacja przedmieść Moskwy, na których mieszka.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

„Mieszkam w rejonie Marjino, urodziłem się w Izmajłowie, a pół życia mieszkałem w Oriechowie i Tiopłyj Stanie", wspomina Pavel, wymieniając listę przedmieść pełnych blokowisk. „Myślę, że miejsce zamieszkania z pewnością na nas wpływa, każde z nich ma wyjątkową energię, której nie znajdziemy nigdzie indziej".

Te wysokie bloki górujące nad przedmieściami od zawsze były łatwą metaforą Rosji, ale dla Pavla ta forma nigdy nie funkcjonuje sama, bez kontekstu. „Nasze rosyjskie tło jest wyjątkowe i ważne dla naszego pokolenia, ale nie można tego narzucić na cokolwiek", dodaje. „Trzeba robić to z głową, żeby nie było powierzchowne".

Rosnąca fala popularności postradzieckiej estetyki oznacza, że wszystko, co uznawane za stereotypowo rosyjskie, może nieoczekiwanie znaleźć się w centrum uwagi. Tak jak cyrylica na T-shirtach i brutalistyczna architektura na undergroundowych rejwach. Rosyjską scenę muzyczną ciężko zaszufladkować, może dlatego, że ta twórczość jest autentyczna, złożona i różnorodna. Nie istnieje jedna, pasująca do wszystkich definicja, która opisywałaby brzmienie młodych muzyków z tego kraju. Nowe pokolenie producentów nie tylko tworzy muzykę, ale także audiowizualne historie, które dotyczą miejsca i czasów, w jakich żyją, nawiązują też do ich pochodzenia i przyszłości, jaka ich czeka.

Tak się składa, że mieszkanie na moskiewskim przedmieściu Marijno, w którym żyje Milyakov, jest też bazą innej rosyjskiej producentki, która namieszała na międzynarodowej scenie. Yana Kedrina, znana jako Kedr Livanskiy wydała w lutym swój debiutancki krążek „January Sun" w wytwórni 2MR records. To osiem kawałków pełnych ulotnego piękna. Nagrane w domowym studiu analogowe dźwięki organizuje w nieregularne, złożone struktury. Śpiewa po rosyjsku, a teksty są nielinearne, jak ze snów. Tak samo wygląda wizualna historia, która towarzyszy jej muzyce. Znajdziemy tu podróże podmiejskimi pociągami, bezkresne pola, graffiti pokrywające ściany opuszczonych budynków. To sceny, które mogłyby pochodzić z każdego zakątka Anglii, Niemiec lub Polski, ale to także oda do tych wyjątkowo zwyczajnych zakątków zurbanizowanej i dzikiej Rosji, miejsc, w które docierają włóczące się nastolatki.

„W Rosji jest teraz sporo chaosu i fatalizmu. To bardziej nakręca moją kreatywność niż poukładany, porządny świat", wyjaśnia Yana Kedrina. „To sprawia, że piszesz, szukasz jakiegoś sensu w tym szaleństwie. To ciężkie i niepraktyczne, jeśli chodzi o życie codzienne, ale wręcz konieczne dla procesu twórczego. Myślę, że mamy też poczucie ogromnej przestrzeni, bezkresnej Rosji — nigdy nie wiemy, ani nie widzimy, co dzieje się w tajdze czy Władywostoku". Czasy, w których żyjemy, również są dla niej ważne: „Myślę, że jesteśmy jednym z pierwszych pokoleń, które może czuć się związane ze światem, wyzbyć się poczucia zacofania w porównaniu do Zachodu. Chodzi o szukanie swojej tożsamości, większą szczerość i odwagę".

Miejskie bezdroża na odludziu i wysokie bloki Moskwy są krajobrazem, którego odbicie można znaleźć w praktycznie każdym miejscu w Rosji — miejskie krajobrazy wielkich metropolii tego kraju często są bardzo podobne. Jednak idea regionalnej i lokalnej tożsamości niezaprzeczalnie odgrywa ważną rolę w największym kraju świata o powierzchni około 17 mln km², który zamieszkują ponad 144 mln ludzi. Duet Love Cult — czyli Ivan Zoloto i Anya Kuts — mieszkają w Pietrozawodsku w Republice Karelii na północy Rosji, krainie lasów iglastych, która historycznie były zawsze związane ze Skandynawią. Ich mroczne, wielowarstwowe, hipnotyczne dźwięki mają wręcz fizyczny wpływ na słuchaczy. Love Cult mieszkają daleko od kulturowego centrum, co z pewnością wpłynęło na ich proces twórczy. „To miejsce daje nam trochę w kość, pozytywnie stymuluje naszą pracę, ale także stawia bariery, które trzeba przeskoczyć w kreatywny sposób. Pod tym względem Karelia jest idealna. Jest przepiękna, ale martwa kulturowo i uboga. Oczywiście nie śpiewamy o drzewach i jeziorach, ale każdy dostrzega, jaki wpływ wywarło na nas to miejsce". Atmosfera odizolowania i radosnego zagubienia pojawiła się też w ich wspólnej pracy z moskiewską reżyserką Aliną Phillippovą — teledyskach do „Educated Guess", „Wonderland" i „This Good". To jedne z najbardziej szczerych i zapadających w pamięć portretów dorastających Rosjan.

Miejscowe, niezależne wytwórnie często skupiają undergroundowych producentów poza Moskwą. Na przykład Ivan Zoloto z Love Cult prowadzi Full of Nothing, prężnie działającą na międzynarodowej arenie nurtu „zrób to sam" wytwórnię. Kolejny bastion można znaleźć w syberyjskim Krasnojarsku. Wytwórnię Klammklang prowadzi Stas Sharifullin, który sam nagrywa pod pseudonimem HMOT. Charakterystyczne dla tej wytwórni eksperymentalne dźwięki są często mroczne, porywające i świeże. Z estetycznego punktu widzenia to minimalistyczny, chłodny styl z północy: białe winyle i czarnobiałe okładki. Sharifullin wydaje muzykę, która jest dostępna na całym świecie, więc często musi sobie radzić z całą gamą stereotypów dotyczących Syberii, których nienawidzi. „Niestety wyświechtane stereotypy to jedyna rzecz, jaką Zachód chce dostrzec", mówi. „Historie o tym, jak żyjemy w syfie, uciskani przez okrutnego tyrana, świetnie się sprzedają, ale praktycznie nikt nie przejmuje się tym, że to ma mało wspólnego z życiem codziennym wielu ludzi. Owszem, sytuacji daleko do ideału, ale biorąc pod uwagę historię Rosji, to nie jest tak najgorzej. Trzeba pracować w tym środowisku i pracować nad sobą".

Sharifullin musi uporać się z całą gamą stereotypów dotyczących śniegu i niedźwiedzi polarnych, a dla społeczności wytwórni Oblast z Samary punktem wyjścia jest totalna tajemniczość. Mało kto, nawet w samej Rosji, potrafi odróżnić Samarę od innych miast. Oblast wypuszcza tylko muzykę lokalnych artystów, przeważnie na kasetach, a okładki prawie zawsze są czarnobiałymi, ziarnistymi zdjęciami, przypominającymi skserowane kolaże i sztukę cyfrową. Ten styl nazywają prowincjonalnym kwasem. Kreatywne podejście kolektywu bierze się z pustki Samary: ich imprezy organizowane są w przypadkowych miejscach, takich jak mieszkania i pralnie. Sami nie podkreślają idei lokalnego brzmienia: „Po prostu tu mieszkamy i nagrywamy kawałki".

Lokalność jest najbardziej oczywistą drogą do wyjątkowej tożsamości, wizerunku i brzmienia rosyjskiego undergroundu. W odległych zakątkach Rosji to słowo wciąż nie jest tak globalne, jak w Moskwie czy Petersburgu. Producenci szukają jednak też czegoś głębszego — nowego dźwięku. To oznacza, że nie szukają inspiracji na Zachodzie, ale odkrywają wyjątkowe dziedzictwo tego kraju, a także korzystają z jego geografii i krajobrazów. Anastasia Tolchneva, znana jako Lovozero, jest być może najlepszym przykładem na zmianę podejścia do muzycznych i kulturowych artefaktów. W jej kawałkach ambient łączy się z nagraniami z terenu i fragmentami muzyki ludowej. „Po latach bezmyślnego śpiewania w szkole, postanowiłam znaleźć swój głos przez ćwiczenia ciała. Po drodze zakochałam się w tradycyjnej muzyce ludowej i zaczęłam ją kopiować, uczyłam się śpiewać ją ze słuchu", mówi Tolchneva. „Tak to już jest, potrafię zapamiętywać jedynie ludowe piosenki. Jeśli chodzi o zwrot w stronę odkrywania rosyjskości, który teraz ma miejsce, to mogę jedynie przyznać, że faktycznie tak jest".

Fedor Pereverzev, znany jako Moa Pillar (a także współpracownik Lovozero w projekcie Tikhie Kamni) nie odkrywa rosyjskości bezpośrednio, ale raczej interesują go przestrzeń, sposób, w jaki dźwięk odbija się echem na polach i blokowiskach. Swoją muzykę określa mianem „duchowy bas" — to mocne i piękne kompozycje, które równie dobrze mogą funkcjonować w Berghain i na otwartej przestrzeni stepów. „Myślę, że istnieją dwa czynniki, które wpłynęły na moją muzykę. Pierwszy to wioska Likhaya, w której spędziłem większość dzieciństwa. Drugi to Moskwa, jedno z największych miast na świecie, z niesamowicie szerokimi drogami, pełne monumentalnej, stalinistycznej architektury i innych wielkich środków wyrażenia ludzkiej świadomości. Łącząc te dwa czynniki, stepy i metropolię, zacząłem komponować na wielką skalę, tworzyć symfonie, zamiast kawałków opartych na tylko kilku instrumentach".

Gdy chodzi o uporczywe stereotypy, Pereverzev idealnie podsumował to, co myśli wielu jego rówieśników. „Opal Tapes niedawno zapowiedziało wydanie składanki rosyjskich muzyków, zatytułowanej 'USSR' [ZSRR]. Chociaż to tylko skrót, od razu widać, z jaką estetyką się bawią. Dla mnie to bardzo dziwne. Mam 24 lata i nie doświadczyłem życia w Związku Radzieckim. Nie rozumiem, dlaczego ludzie starają się nas określić takimi starymi łatkami. To równie niedorzeczne, jak promowanie nowej, amerykańskiej muzyki obrazkami z kowbojami".

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst Anastasiia Fedorova
Zdjęcia via pavelmilyakov.tumblr.com
Tłumaczenie Patrycja Śmiechowska