jak instagram zmienia świat sztuki

Czy popularność #artselfie kształtuje strategie artystów i galerii?

tekst Emily Barasch
|
21 Czerwiec 2016, 4:10pm

Jeppe Hein balloons at Art Basel, via @4acoeur

Tag #instaart na Instagramie pojawił się prawie 14 mln razy, #artselfie prawie 31 tys., #muzeum 69, a #sztuka 83 tys. Na wielu zdjęciach opatrzonych tym dopiskiem znajdziecie relację z Art Basel, targów sztuki odbywających się co roku w Bazylei, Miami i Hongkongu.

Media społecznościowe zmieniają kulturę — wszyscy już o tym słyszeliśmy tysiąc razy. Spacerując po Frieze Art Fair, podziwiając dzieła sztuki (i jednocześnie oglądając zdjęcia tych samych prac na telefonie) zauważyłam, że ostatnio takie targi sztuki i wystawy stały się Instagramową sensacją.

Jaki wpływ na zamknięty i elitarny świat sztuki wywiera ta wszechobecna platforma do dzielenia się zdjęciami? Czy Instagram faktycznie sprawia, że świat sztuki staje się bardziej demokratyczny? Czy popularność #artselfie wkrótce wpłynie na wybór prac, które będziemy mogli podziwiać w galeriach i muzeach?

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Wystawa prac Kusamy, zdjęcie @erichoang

Świat mody ma swoje własne reality show. Możemy obejrzeć dokumenty o kulisach sesji Vogue'a i przygotowaniach do Gali Met. Balenciaga, Prada i Marc Jacobs transmitują pokazy na żywo. Świat sztuki pozostaje bardziej tajemniczy, napędzany przez barwne, ale trudniejsze do wypromowania osobowości: artystów, którzy mają wszystko w nosie oraz anonimową grupę kolekcjonerów i garstki najbogatszych ludzi świata. Instagram stał się jedną z najpopularniejszych sieci społecznościowych i jest praktycznie niezbędny osobom pracującym w branży kreatywnej. Czy aplikacja faktycznie wprowadza w nas w niezwykłą erę, w której społeczeństwo zostanie bezprecedensowo włączone do świata sztuki?

Na kilka dni przed oficjalnym otwarciem Art Basel, mała grupka kolekcjonerów i pracowników instytucji zaszczyciła swoją obecnością pokaz dla VIP-ów. Śmietanka, zamieszczając na Instagramie zdjęcia, dała nam wyjątkowy wgląd w wystawę, szczególnie tym, którzy nie mogli uczestniczyć w targach. „The Collector's House" Hansa Op de Beecka — wciągające pokoje z szarego gipsu — są popularnym tematem tych zdjęć. Jakżeby inaczej? W końcu to piękne pomieszczenia pełne wielkich biblioteczek, romańskich rzeźb i sadzawek z kwiatami lotosu, a wszystko w kolorze popiołu niczym z Pompejów. Inni członkowie grupy VIP-ów pozowali koło tęczowej rzeźby Ugo Rondinone'a oraz lustrzanych balonów Jeppe Hein, które aż się proszą, żeby zrobić w nich selfie.

Hans Op de Beeck „The Collector's House", zdjęcie @ricardofernandesgallery

Co sprawia, że dzieło sztuki idealnie nadaje się na Instagrama? Mocne kolory, jakiś interaktywny lub namacalny element, od razu rozpoznawalny, zawadiacki lub polityczny motyw. (A jeśli jesteś jak Tracey Emin, gratulacje — twoje dzieła zawierają wszystkie te elementy.) Prace, które dobrze sobie radzą w mediach społecznościowych, muszą wręcz wyskakiwać z ekranu smartfona i być dość ciekawe, żeby użytkownicy się nimi dzielili.

Weźmy na przykład japońską artystkę, Yayoi Kusamę. Ma 87 lat i tworzy od wczesnych lat 50. Jej wyjątkowe, psychodeliczne, popowo-surrealistyczne prace (oraz kilka wielkich wystaw w ostatnich latach) sprawiły, że stała się jedną z najchętniej instagramowanych artystek świata. Jej instalacja „The Moment of Regeneration" wyróżniała się na targach Frieze w galerii Victoria Miro, która także pokazywała prace Yayoi w ramach Art Basel. Jej ogromne dynie, które można było podziwiać w szklanym domu Philipa Johnsona w Connecticut, były prawdziwym hitem na moim Snapchacie.

Dynia Kusamy, zdjecie @ines_patrao

Prace Kusamy są psychodeliczne, przypominają zaglądanie na drugą stronę lustra. Jej estetykę łatwo przenieść na mocne zdjęcia. W 2013 roku jej instalacja „Infinity Mirrored Room — The Souls of Millions of Light Years Away" w nowojorskiej galerii Davida Zwirnera podbiła zarówno serca krytyków, jak i instagramowiczy. Pokój wyłożony lustrami, pełen kolorowych diod LED, okazał się idealnym miejscem do zrobienia sobie selfie. Julia Joern, wspólniczka, a także dyrektor ds. marketingu, publikacji i prasy galerii Davida Zwirnera, powiedziała mi: „[Ta wystawa] była przełomowym momentem, którego nie przewidzieliśmy. Pokazuje potęgę mediów społecznościowych". W kolejce na wystawę trzeba było stać nawet trzy godziny. Joern mówi też, że w lustrzanym pokoju cztery razy odbyły się oświadczyny.

„Infinity Mirrored Room" Kusamy, zdjęcie @am1028

Czy popularność tej pracy na Instagramie miała jakieś minusy? „Jeśli chodzi o Infinity Room, to myślę, że ludzie czują, jakby ją widzieli — bo przecież widzieli ją w mediach społecznościowych — więc nie muszą już iść na wystawę", mówi Joern. Mimo to „nic nie zmieni faktycznego obcowania ze sztuką, doświadczania jej przy pomocy zmysłów, uczucia, które wywołuje jej skala".

Cory Nomura, dyrektor galerii Andrea Rosen w Nowym Jorku, ujął to podobnie: „Instagram może stworzyć fałszywe poczucie, może się wam wydawać, że widzieliście już wszystko na wystawie, na której nie byliście. To główny problem wszechobecności Instagrama. Uważam jednak, że to pewien kompromis — lepiej zobaczyć coś, niż nic".

Instalacja Jamesa Turrella, zdjęcie @designboomesp

Podobne zdanie ma Elisabeth Sherman, kuratorka z muzeum Whitney: „Na jedną osobę, która powie, że już widziała to na Instagramie, przypadnie pewnie więcej ludzi, którzy przez Instagrama dowiedzieli się o czymś, zainteresowali się i poszli to zobaczyć. Dlatego nie uważam, że to zatrzymuje ludzi w domach. Raczej wpływa na popularność prac".

Wydaje się, że duże, interaktywne dzieła, takie jak Hansa Op de Beecka, Yayoi Kusamy,Jamesa Turrella, „Rain Room" w MoMA i wielka rzeźba Kary Walker (pokryta cukrem „A Subtlety, or the Marvelous Sugar Baby") stają się coraz popularniejsze. Ich popularność rośnie wręcz proporcjonalnie do naszego uzależnienia od aplikacji do dzielenia się zdjęciami. Charlotte Cotton, pisarka i główna kuratorka w International Center for Photography, powiedziała mi: „Reakcja na media społecznościowe tak naprawdę [promuje] bardzo stanowcze oczekiwania przestrzeni, silnej fizycznej konfrontacji, tego co oznacza obcowanie z artystyczną ideą".

Praca Yayoi Kusamy, zdjęcie @christina_louise_martin

„Instagram nie jest demokratyczny", mówi Rachel Libeskind, artystka z Brooklynu, która korzysta z różnych mediów, w tym z obrazów i performensów. „Faworyzuje fotografie, płaskie prace w 2D, a instalacje, performensy i inne dzieła, które istnieją w trójwymiarowym kontekście, o wiele ciężej 'sprzedać' przez tę platformę".

Cotton ma ciekawe zdanie na temat tych zmian. Sugeruje, że muzea jeszcze nie opanowały cyfrowego języka. „Myślę, że instytucje [sztuki] wciąż są prowadzone przez ludzi z analogowego świata, którzy [w mediach społecznościowych] poruszają się dziwnie i niezdarnie, bo cyberprzestrzeń nie jest ich naturalnym środowiskiem. Bardzo ciekawe, jak muzea i inne instytucje będą wyglądać za dziesięć lat".

Wystawa prac Franciszka Starowieyskiego, zdjęcie @smilefomedaddy

Artyści też czują wpływ mediów społecznościowych na swój proces twórczy. „Instagram stał się Frankensteinem, nie da się uciec od uczucia przymusu dopasowania się. Taka homogenizacja estetyki jest niebezpieczna dla wszystkich artystów", mówi Libeskind. Ale czy galerie i muzea świadomie organizują wystawy, żeby wstrzelić się w ten instagramowy krajobraz?

Zapytałam o to kilka osób ze świata o sztuki. Czy lustrzane prace, które zauważyłam zarówno na targach Frieze, jak i Art Basel, były puszczeniem oka do mas z obsesją na punkcie selfie? W odpowiedzi usłyszałam głośne: „nie". Lustra były ważną częścią historii sztuki na długo przed wynalezieniem smartfonów. Jak powiedziała Julia Joern: „Nie uważamy, że należy umieszczać na wystawie błyszczące dynie Kusamy, bo wywołają sensację w mediach społecznościowych. Błyszczące materiały są po prostu bardzo popularne w sztuce współczesnej".

Praca Jeffa Koonsa, zdjęcie @danallison1980

Jeśli chęć budowania więzi zachęca nas do korzystania z mediów społecznościowych, wrzucanie zdjęć sztuki wydaje się naturalne i jest wręcz cenną okazją do tworzenia wspólnoty i edukowania. Efekt „e, już to widziałem" to mała cena do zapłacenia za większą przystępność, a nawet demokratyzację świata sztuki. Więc uwaga: jeśli wrzucicie selfie z kolejnej wystawy, nie zapomnijcie go odpowiednio otagować!

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst Emily Barasch
Tłumaczenie Patrycja Śmiechowska
Zdjęcie z miniatury na stronie @labushell