kadr z filmu „Na pokuszenie"

filmy idealne na (festiwalowy) weekend

Oto 5 filmów, które macie jeszcze okazję zobaczyć przed końcem festiwalu T-Mobile Nowe Horyzonty. Na pewno nie pożałujecie.

|
11 sierpnia 2017, 7:35am

kadr z filmu „Na pokuszenie"

„Mięso", reż. Julia Ducournau

Do francuskiego kina przylgnęła metka nadmiernie artystowskiego, perwersyjnego albo z kolei wpadającego w klimat głupiutkich komedyjek. Tymczasem „Mięso" w reżyserii Julii Ducournau ma wszystko, czego potrzebuje porządna koszmarogenna produkcja spod znaku body horror. Mamy więc burzę hormonów, krwawą ucztę (w sensie bardzo dosłownym) i czarny humor na miarę niebezpieczeństw depilacji czy chrupania paluszków prosto z dłoni rodzeństwa. Ciało jest tu cięte, gryzione, rozrywane, wypluwane, wymiotowane i jedzone, a wszystko na dodatek stanowi zgrabną metaforę feminizmu i bolączek dojrzewania.

„Na pokuszenie", reż. Sofia Coppola

Coppolowie stanowią osobną kastę wśród hollywoodzkich familii i to nie podlega chyba żadnej dyskusji. W tym roku przedstawicielka drugiego pokolenia, Sofia Coppola, otrzymała w Cannes Złotą Palmę za reżyserię „Na pokuszenie". Wydawałoby się, że nie jest możliwe stworzenie złożonego portretu kobiecości na podstawie powieści Thomasa P Cullinana, z której w 1971 Don Siegel zrobił film skupiony na męskim świecie twardziela o twarzy Clinta Eastwooda. A jednak. Film Coppoli to opowieść o kobietach o różnym charakterze i temperamencie, a także łączącej je siostrzanej więzi, którą nadwyręża obcy mężczyzna. Z minuty na minutę konsekwencje ingerencji nawarstwiają się i rosną w siłę. Na jego niekorzyść.

„Party", reż. Sally Potter

Choć Sally Potter, feministyczna eksperymentatorka kina artystycznego z adaptacją Virginii Woolf w dorobku, nie kojarzy się z wybuchami śmiechu i „ubawem po pachy", tym razem stworzyła komedię o nurzającej się w wzajemnej zawiści londyńskiej klasie średniej. To błyskotliwe i zabawne kino, wbijające kilka szpil w angielskie społeczeństwo. W zabawny sposób Potter pokazuje zarówno błędy polityczne ery Brexitu, jak i obecną sytuację ruchu feministycznego.

„Piękna złośnica", reż. Jacques Rivette

Gdyby streścić w kliku słowach fabułę, z filmu Jacquesa Rivette'a mogłaby powstać rasowa opera mydlana. Ale w rzeczywistości tak się nie stało. Zamiast tego przez długie minuty śledzimy wzrokiem kolejne pociągnięcia pędzlem, a z każdym jego ruchem czujemy frustrację i obawy artysty i jego muzy. Nic innego nie ma znaczenia. Jesteśmy tylko my, oni i rozgrzana słońcem pracownia. Słyszymy każdy oddech, każdą subtelną różnicę w dźwięku wydawanym przez pędzel na różnych powierzchniach. Przez większość czasu główna bohaterka jest naga, ale już po chwili staje się to zupełnie naturalne, zahipnotyzowani przez film nawet nie zauważamy różnicy, nie czujemy zażenowania. Artysta ściera się ze swoją modelką, napięcie rośnie, spokój chwieje się na granicy wybuchu gniewu, żeby ostatecznie mogli oboje zrozumieć oczywisty fakt – choć po różnych stronach sztalugi, oboje są sobie równi.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

„120 uderzeń serca", reż. Robin Campillo

Początek lat 90., epidemia AIDS zbiera krwawe żniwo, a rząd i koncerny farmaceutyczne głównie skupiają się na dyskretnym odwracaniu oczu. Aktywiści z paryskiego ACT UP nie zamierzają jednak dłużej tego tolerować – nie chcą bezczynie patrzeć na śmierć przyjaciół i bliskich. Właśnie tak zaczyna się nowy film reżysera „Eastern Boys". Przez pierwsze 30 minut wraz z bohaterami bierzemy udział w spotkaniu ku pamięci tych, którzy już odeszli. Wieczory na parkiecie dyskotek i romansy przeplatają się z walką o najwyższą stawkę.

Przeczytaj też: