armie hammer o sztuce i miłości

„Scenariusz zawierał jeden z najbardziej realistycznych opisów zakochanych ludzi, jaki kiedykolwiek czytałem", powiedział gwiazdor filmu „Tamte dni, tamte noce"​.

|
lut 1 2018, 12:12pm

„Sztuka ma zmieniać ludzi", mówi ostrożnie 31-letni aktor Armie Hammer, świadomy tego, że jego PR-ówka siedzi z tyłu zapatrzona w telefon. „Pewnych spraw nie mogę teraz poruszyć, ale powiem tak: jeśli dzieło sztuki — rzeźba, zdjęcie, obraz czy film — sprawia, że ktoś czuje się niezręcznie, to spełnia swój cel".

Od czasu premiery na Festiwalu Sundance wiele się mówi o filmie „Tamte dni, tamte noce". Luca Guadagnino stworzył zbierającą wyrazy uznania opowieść o miłości dwóch mężczyzn w latach 80. Opowiada historię 17-letniego Elio, zdolnego pianisty, który szaleńczo zakochuje się w dwudziestokilkuletnim doktorancie Oliverze. Pewnego gorącego lata pojawia się on w rodzinnym domu Elio, by pomóc jego ojcu w badaniach.

Oczywiście jak na Guadagnino przystało, film jest niesamowicie piękny, a Armie w roli Olivera oraz młody Timothée Chalamet jako Elio dali pokaz swoich możliwości. Jednak bardzo szybko dyskusja w mediach zboczyła na inny, kontrowersyjny tor.

Nagle zaczęły pojawiać się artykuły, szukające taniej sensacji, opisujące ekranową relację między aktorami, sporą różnicę wieku między ich postaciami i między nimi w rzeczywistości. Do tego doszło ekscytowanie się tym, że dwóch rzekomo heteroseksualnych mężczyzn gra homoseksualnych kochanków, a także opis sceny erotycznej z wyjątkowo soczystą brzoskwinią. Armie nawet wdał się w twitterową sprzeczkę z aktorem Jamesem Woodsem, który skrytykował „Tamte dni, tamte noce", odnosząc się do miłości 17-letniego chłopaka i 24-letniego mężczyzny. W swoim wpisie stwierdził, że „[ten film] po cichu przekracza ostatnie progi przyzwoitości", na co Armie odpisał wprost: „Czy ty nie spotykałeś się z 19-latką, gdy miałeś 60 lat?…….". Szach mat.

To wszystko jest jednak nieistotne, ponieważ „Tamte dni, tamte noce" to po prostu emocjonalny portret dwóch zakochujących się w sobie ludzi. Mowa tu nie o byle jakim zauroczeniu, lecz o pierwszej miłości, która jest pełna czystej przyjemności, a także cierpienia i złamanych serc. Co do sceny z brzoskwinią, to szczerze mówiąc jest ona sednem całego filmu.

„Scenariusz zawierał jeden z najbardziej prawdziwych, realistycznych opisów zakochanych ludzi, jaki kiedykolwiek czytałem", powiedział Armie. „Był tak delikatny, subtelny i wrażliwy. To mnie w nim zainteresowało. Zawsze podejrzewałem, że Luca Guadagnino jest geniuszem, a teraz jestem tego pewien. Pomyślałem, że jeśli uda mu się to przenieść na ekran, powstanie coś naprawdę wyjątkowego".

Tło filmu stanowią zapierające dech w piersiach włoskie widoki, a w pięknej ścieżce dźwiękowej znajduje się muzyka klasyczna i hity lat 80. (w jednej ze świetnych scen postać Armiego tańczy po pijaku na ulicach do „Love My Way" The Psychedelic Furs). Całość jest ucztą dla uszu i oczu.

Obsada świetnie się bawiła przy kręceniu filmu, co wyjaśnia wyczuwalną chemię między postaciami Armiego i Timothégo. „Każdy film, w którym grasz, jest wyjątkowym przeżyciem", mówi Armie. „Żyjesz w tej bańce z nowymi przyjaciółmi tak długo, jak trwa produkcja. Wiele wyniosłem z tego doświadczenia — Luca nauczył mnie różnych perspektyw reżyserii, a Timothée pokazał mi, jak obnażyć emocje. Uwielbiam go. Jest wyjątkowym, niesamowitym człowiekiem i świetnym aktorem. Naprawdę zaskoczyło mnie, że na plan przyszedł tak młody mężczyzna, który potrafił być tak szczery i prawdziwy. Zmotywował mnie do podniesienia sobie poprzeczki".

Armie ma 196 cm wzrostu, gęste blond włosy, błyszczące niebieskie oczy, idealną linię żuchwy i śnieżnobiały uśmiech — wygląda jak kreskówkowe wyobrażenie na temat idealnego hollywoodzkiego ciacha. Jest jak na wskroś amerykański Ken, tyle że prawdziwy. Jego aparycja wyraźnie wpływała na dotychczasowe role: wysportowanych bliźniaków z „The Social Network", przystojnego księcia z „Królewny Śnieżki" i umęczonego bohatera w „Jeźdźcu znikąd".

Dopiero niedawno zmienił podejście, odchodząc od kasowych hitów i zwracając się ku nieco ambitniejszym produkcjom. W „Zwierzętach Nocy" Toma Forda zagrał łajdaczącego się męża Amy Adams, w mrocznej komedii „Free Fire" został wytwornym handlarzem broni, a teraz wcielił się w Olivera w „Tamtych dniach, tamtych nocach". Jak widać nowa ścieżka kariery zaczyna procentować. „Miałem dość szczęścia, by pracować z naprawdę fantastycznymi reżyserami", przyznaje Armie. „Od każdego z nich czegoś się nauczyłem".

Film wszedł do polskich kin 26 stycznia 2018 roku.

Artykuł pochodzi z brytyjskiego wydania i-D.

Sprawdź też: