relacja z targów sztuki frieze new york

Od sobowtórów Leonardo DiCaprio po animowany dziennik snów na kwasie — oto co można było znaleźć na dorocznych targach sztuki w Nowym Jorku.

tekst Jeppe Ugelvig
|
10 Maj 2017, 7:10am

Courtesy the artist

W ciągu ostatnich 15 lat targi sztuki Frieze urosły do rangi międzynarodowego wydarzenia w świecie sztuki, najpierw jako coroczny londyński targ, a od 2011 jako poważny gracz na i tak już pełnej atrakcji scenie Nowego Jorku, gdzie odbywają się również The Armory Show oraz NADA.

W Nowym Jorku Frieze gromadzi 160 wiodących galerii z całego świata, od tych najmłodszych, po te specjalizujące się w XX-wiecznych mistrzach. Odcięta od miasta, industrialna wyspa Randall's to zupełne przeciwieństwo nieskazitelnej londyńskiej lokacji w Regent's Park. Upchnięta między Bronxem, Queens i północnym Manhattanem wyspa gościła zamożnych klientów w luksusowym namiocie od czwartku do soboty wieczorem. Kolekcjonerzy i zwykli śmiertelnicy musieli nie tylko zmierzyć się z Cieśniną Harlemską (na targi najłatwiej dostać się promem), ale także z ulewami, które pojawiły się w Nowym Jorku w piątek rano, fundując mały chaos wystawcom i odwiedzającym. Mimo kilku przecieków, braku wi-fi i dramatycznego dźwięku deszczu obijającego się o namiot, Frieze udało się zaprezentować coroczny przekrój rynku sztuki.

Galerie Bucholz, Zdjęcie: Mark Blower. Dzięki uprzejmości: Marka Blowera/Frieze

Targi sztuki można analizować tak, jak raporty o modowych trendach — pokazują najświeższe wieści z tego sezonu. Wolfgang Tillmans, którego olbrzymią retrospektywę można obecnie podziwiać w londyńskim Tate Modern, zaprezentował poruszające zdjęcia zarówno w Galerie Buchholz (w Nowym Jorku i Kolonii), jak i Marian Goodman (Londyn). Societé Berlin pokazało rzeźbę amerykańskiej artystki, Bunny Rogers, która niedługo zagości ze swoją pierwszą wystawą indywidualną w Whitney Museum of Art. Foxy Productions wystawiło fotografie kanadyjskiej artystki, Sary Cwynar, której charakterystyczne podejście do studiowania kolorów i historii dizajnu zwróciło na nią ostatnio sporo uwagi.

Trump też pojawił się w kilku pracach, co było do przewidzenia. Najbardziej rzucał się w oczy na portrecie powieszonym w Galerie Nathalie Obadia naprzeciwko zdjęcia młodego Snoop Dogga w cyklu fotografii „America" (2001-2004) Andresa Serrano. Poza tym jednak artyści unikali otwarcie politycznych prac i zamiast tego zajęli się subtelniejszą analizą materiałów. Kilku z nich znalazło piękno w adaptacji lub ponownym wykorzystaniu masowo produkowanych materiałów. Na przykład brytyjska artystka Zoë Paul, która plecie wełniane gobeliny na znalezionych, starych kratkach z lodówek. Praca Pii Camil z Meksyku składała się ze związanego prześcieradła w ostrych odcieniach niebieskiego, na którym znajdowała się sterta tanich podróbek butów Nike, znalezionych na meksykańskich bazarach. Wyjątkowe wzory i kolory na nich zamieszczone nie są jednak dziełem człowieka, a raczej przypadkowymi śladami, pozostawionymi pod koniec procesu farbowania na masową skalę. W londyńskiej przestrzeni The Sunday Painter polski artysta Piotr Łakomy pokazał serię hipnotyzujących manipulacji aluminiowych paneli o teksturze plastra miodu. Ta industrialna struktura zawdzięcza swoją wytrzymałość formie zaczerpniętej z natury. W rękach Łakomego metalowe elementy znów stają się organiczne i przywodzą na myśl górzyste krajobrazy i odciski zostawiane przez ciało.

Galerie Nathalie Obadia. Zdjęcie: Mark Blower. Dzięki uprzejmości Marka Blowera/Frieze

Program Frieze Projects również cieszy się dużym zainteresowaniem — przedstawia prace nowych artystów. W tym roku kanadyjski twórca internetowy, Jon Rafman, zaprezentował instalację wideo „Dream Journal". Rafman opisał swoje fantazje, a następnie wysłał je do zawodowego animatora i poprosił o zmienienie ich w surrealistyczne filmiki. To szalone majstersztyki, lekko trącące myszką trójwymiarowe animacje na miarę Kafki z Neostradą. Przedstawiają miasto zamieszkane przez kopulujące cyborgi, brutalnych pół-ludzi, kosmicznych kowbojów i mówiące zwierzęta, zupełnie jak Simsy na kwasie w świecie z „GTA". Dzienniki snów są często wykorzystywane w psychoanalizie, ale tutaj przypominały raczej mokry sen nerda.

Dzieło Dory Budor, chorwackiej artystki mieszkającej w Nowym Jorku, okazało się nieco subtelniejsze. Artystka zaprosiła na targi grupę sobowtórów Leonardo DiCaprio (zapalonego kolekcjonera sztuki), przebranych za jego najbardziej kultowych bohaterów. Budor od dawna interesuje się formami rzeczywistości wytworzonymi przez kino, więc podeszła do przestrzeni Frieze, jak do wielkiej, teatralnej sceny. Dodała jeszcze więcej energii do i tak już pełnych jej targów, gdzie wszystko i wszyscy potencjalnie mogą okazać się dziełem sztuki. Widowiskowy aspekt performensu Dory był sprytną krytyką „ekonomii wydarzenia" Frieze.

Jon Rafman. Galerie Nathalie Obadia  Zdjęcie: Mark Blower. Dzięki uprzejmości Marka Blowera/Frieze.

Prawdziwą atrakcją okazała się sekcja Frame, gdzie kuratorzy Jacob Proctor (Neubauer Collegium) oraz Philippe Pirotte (Portikus, Frankfurt) doradzali przy indywidualnych prezentacjach starych i nowych galerii, o jakości muzealnej. Eva LeWitt zaprezentowała wielkie, przypominające kotary aranżacje razem z Oslo gallery VI VII, a Zhou Siwei w Antenna Space pokazał małe, geometryczne obrazy, które łączą różne formy i fragmenty architektury.

Martins Gallery wystawiła retrospektywę prac meksykańskiego artysty konceptualnego, Ulisesa Carrióna, awangardowego handlarza ksiąg i artystę nurtu mail art, który jest także jedną z najważniejszych postaci na scenie awangardy lat 70. i 80. Satyryczny performens i wideo Carrióna „Death of the Art Dealer" (1982) alegorycznie przedstawia niemiecki, czarno-biały melodramat. Całość rozgrywa się na przenośnym telewizorze, powoli przemieszczającym się po pomieszczeniu — dzięki osobie, która go nosi. Po chwili jednak okazuje się, że Carrión stara się naśladować to, co dzieje się na ekranie, synchronizując ruchy kamery z ruchami własnego ciała.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Zdjęcie: Mark Blower. Dzięki uprzejmości Marka Blowera/Frieze.

Ostatnią atrakcją okazała się prezentacja Susan Cianciolo w Bridget Donahue, która zebrała rozmaite szkice projektantki i artystki, z wielu lat jej twórczości — nadal niedocenianej. W zabawny sposób łączy estetyczny język mody, sztuki i dizajnu. Miło było zobaczyć dwie odważne, historyczne i godne muzeów wystawy na targach sztuki znanych z pogoni za nowością (i krytykowanych za takie działania). Przypomniało to także o potędze przeszłości i wadze samego Frieze.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Jeppe Ugelvig

Tagged:
opinie
Kultura
Frieze
frieze new york