gloomy sunday, stylowe okulary

Bracia Marcjanik prowadzili do tej pory jeden z najciekawszych butików z retro okularami, teraz idą o krok dalej i wypuszczają autorską linię oprawek.

tekst i-D Staff
|
lut 5 2016, 11:00am

Od 2012 roku obok bezfirmowych oprawek vintage sprzedają te z wyższej półki — wszystkie w świetnym retro stylu i demokratycznych cenach, bo uważają, nie powinny być one luksusem. Dla twórców Gloomy Sunday, zawód optyka to nie tylko praca, ale też możliwość kreatywnego spełnienia. A po ich „starannie przemyślane, wykonane z największą dbałością dzieło rzemieślnicze, które korzeniami sięga bardzo głęboko do tradycji optycznej i ponadczasowego wzornictwa" z roku na rok sięga coraz więcej klientów. Po kilkumiesięcznej ciszy w social mediach i nieobecności na targach wracają z około 50 nowymi modelami oprawek w swojej pierwszej całkowicie autorskiej kolekcji.

Pochodzicie z rodziny optyków, dorastaliście w tym środowisku, ale nie od zawsze chcieliście iść utartą drogą. Co zadecydowało o tym, że jednak zajęliście się okularami?
Chyba zawsze tak trochę buntowniczo odrzuca się to, w czym się dorasta — podobnie było z nami. Próbowaliśmy odciąć się od tej profesji i pójść innymi drogami, w pewnym momencie stwierdziliśmy jednak, że za tym tęsknimy. Zaczęliśmy znów odwiedzać targi optyczne, poznawać nowe kolekcje, technologie, trendy. Zebraliśmy całą wiedzę i doświadczenie, które zdobywaliśmy przez lata i tak powstało Gloomy Sunday. Po prostu udało nam się jednak znaleźć w tym wszystkim coś dla siebie.

Ktoś was w tym wspiera?
Gloomy Sunday to nie tylko my, to nasza rodzina i wielu przyjaciół oraz bliskich osób, którzy wspierają nas na każdym kroku. Widać ich wszędzie, czasami w sposób oczywisty (gdy stają się modelami w naszych sesjach zdjęciowych) czy bardziej subtelny, gdy wykonują zdjęcia, pomagają w ich obróbce, dają nam pomysły czy inspiracje. Najlepszym tego przykładem jest nasz pierwszy sklep - został zaprojektowany przez naszą przyjaciółkę, a wszystkie dalsze prace wykonywane były przez nas i naszych najbliższych.

Wcześniej proponowaliście głównie okulary vintage — ta kolekcja zapowiada się trochę inaczej…
Gloomy Sunday rozpoczęło się od okularów vintage — modeli, które odnajdywaliśmy w magazynach fabryk, zamykanych lub od dawna niedziałających zakładach optycznych. To, co nas w nich urzekło to fakt, że były one na wiele sposobów całkowicie ponadczasowe: albo niezwykle charakterystyczne, albo wręcz perfekcyjnie minimalistyczne. Żadne nie były nijakie czy bez wyrazu. Cena okularów w naszym sklepie nie jest obliczana jakimś skomplikowanym algorytmem, to po prostu suma kosztów materiałów i naszej pracy. Co za tym idzie, w przypadku kolekcji vintage ceny bywają dosyć wysokie. Wynika to głównie z ilości pracy, którą bardzo często musimy włożyć, aby doprowadzić okulary do idealnego stanu. Z drugiej strony chcieliśmy zaoferować oprawy, które będą uniwersalne, klasyczne i każdy będzie mógł sobie na nie pozwolić.

Nie szkoda wam trochę porzucać tej oryginalności na rzecz trochę bardziej masowej produkcji?
Nowa kolekcja to połączenie klasyki, estetyki i w pewnym sensie odpowiedź na pytania naszych klientów, którzy szukają swoich „wymarzonych" kształtów. Oprawy są konkretne — nie ma żadnych półśrodków, z każdej jesteśmy jednakowo zadowoleni. W każdym kolorze wyprodukowanych jest około 12 sztuk, więc mamy nadzieję zachować pewnego rodzaju unikalność. Kolekcja będzie elastyczna, nowe modele będą pojawiały się systematycznie i będą zastępowały te, które zostaną sprzedane. Ale nie rezygnujemy z vintage — w dalszym ciągu będą pojawiały się nowe modele, które będziemy układali w konkretne serie (jak na przykład ostatnia seria Broken).

Skąd inspiracje dla nazw okularów, zapowiadających się, przynajmniej na razie, raczej ponuro? Jaki tytuł będzie miała nowa kolekcja?
Gloomy Sunday to konkretna, rzeczywiście trochę ponura, estetyka. Dobrze się w niej czujemy i dzięki temu ta praca to dla nas przyjemność i pewnego rodzaju kreatywne spełnienie. Nie nazywamy regularnej kolekcji, chcemy pozwolić na to, żeby całkowicie definiowały ją pojawiające się modele. Ich nazwy odnoszą się do uczuć, są mocne, wyraziste i adekwatne do tego, co chcielibyśmy osiągnąć — żeby każda nosząca je osoba zdawała sobie sprawę z tego, że ma na nosie coś więcej niż kawałek płyty acetatowej. Chcemy, żeby klienci wiedzieli, że jest to starannie przemyślane, wykonane z największą dbałością dzieło rzemieślnicze, które korzeniami sięga bardzo głęboko do tradycji optycznej i ponadczasowego wzornictwa.

Jak to jest sprzedawać okulary przez internet, kiedy nie można ich przymierzyć — czy klienci się na to nie skarżą? Czy wam samym nie brakuje osobistego kontaktu z klientem?
Oczywiście, jest wiele różnić w sprzedaży okularów bezpośrednio i przez internet. Pomimo tych oczywistych, występujących po stronie klientów, jest też kilka aspektów, których brakuje nam.  Zazwyczaj najlepszym elementem naszej pracy jest przekazywanie klientowi gotowych okularów. Głównie dlatego (a czasami się o tym zapomina), że okulary są narzędziem poprawiającym komfort widzenia a czasami nawet przywracającym prawidłowe widzenie. Osoby noszące okulary na pewno pamiętają ich pierwsze założenie i patrzenie na świat w zupełnie inny, lepszy sposób. Moment, w którym klient zakłada okulary, rozgląda się dookoła i dostrzega „więcej" jest naprawdę ekscytujący — również dla nas. Pozwala poczuć, że to, co robimy to nie tylko rzemieślniczy zawód, lecz również pewnego rodzaju misja. Okulary towarzyszą potem takiej osobie przez długi czas i pozwalają dostrzec wszystkie najważniejsze w życiu detale. Dlatego naszym hasłem jest właśnie „Twój świat w naszych okularach". Przy sprzedaży przez internet jesteśmy niemalże całkowicie pozbawieni tego elementu. Część z klientów odzywa się do nas, dzieli emocjami i spostrzeżeniami. Takie informacje są dla nas naprawdę bardzo ważne i po prostu przyjemne.

Gloomy Sunday

Przeczytaj też:
Dziewczyńskie hafty i maski sado maso
Feminizm jest trochę jak okulary
Tim Blanks: jak zostać wpływowym dziennikarzem?

Kredyty


Tekst: Małgorzata Mitura