wydawało jej się, że oszukała system

Ania pokazuje, jak naprawdę wygląda życie z bulimią.

tekst Stasia Wąs
|
27 Czerwiec 2016, 11:15am

@wilczoglodna

Większość z nas dalej myśli, że anoreksja i bulimia to właściwie niemal identyczne choroby, które zawsze idą w parze, ale to nieprawda. O anoreksji mówi się więcej, bo jest bardziej widoczna. Pojawia się w coraz większych ilości filmów, jak choćby „Body/Ciało" Małgorzaty Szumowskiej. Z dziewczynami, których problemem jest bulimia, jest inaczej. Mają zazwyczaj normalną sylwetkę, a dopóki same nie powiedzą o swojej chorobie, rzadko ktokolwiek jest w stanie domyślić się, że coś jest nie tak. Podobnie wygląda historia Ani Gruszczyńskiej, która jako piętnastolatka zaczęła regularnie wymiotować i żyła tak przez kolejne 14 lat. Po latach walką własnymi siłami pozbyła się „wilczego głodu", bo tak określa chorobę, i założyła bloga, żeby pomóc dziewczynom, które są w podobnej sytuacji, jak ona jeszcze do niedawna. Potem pojawił się kanał na YouTubie, a w zeszłym tygodniu wydała drugą już książkę - „To nie jest dieta. Pokonaj swojego potwora".

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Zanim Ania postanowiła skończyć z wyniszczającym ją trybem życia, wydawało jej się, że oszukała system. „W moim liceum była jedna anorektyczka, która stanowiła sensację. Wszyscy ekscytowali się tym, że wygląda jak kościotrup. Ja nie wyróżniałam się niczym, miałam bulimię, a nie anoreksję", mówi i zwraca uwagę, że jej akcja jest pierwszą w Polsce, która dotyczy bulimii. Wszyscy, którzy na nią chorują (aż 98% to dziewczyny) stają się niewidzialni. Dlatego mimo nieustannego wymiotowania Ani udało się skończyć ASP i całkiem nieźle zarabiała, tworząc biżuterię. Dopiero kiedy wyjechała z chłopakiem do Belgii, zrozumiała, że nie może dłużej spędzać połowy dnia w toalecie. „Jeżeli miałabym wskazać beznadziejny przypadek to ja właśnie nim byłam. Wymiotowałam od 3 do 10 razy dziennie. Przejadałam całą swoją wypłatę, nie miałam żadnych innych zainteresowań, tylko jedzenie. Miałam poczucie, że wszystko, o czym zamarzę, co postanowię, i tak skończy w toalecie, więc po co marzyć?", przyznaje Ania w jednym ze swoich filmów.

Dzieli się też innymi problemami, które są codziennością osób chorych na bulimię: „Mam ubytek w każdym zębie, kilka musiałam wyrwać i nie wiem, co będzie dalej. Zdarłam sobie całe szkliwo, moje zęby rozpuściły kwasy żołądkowe". Wszystko po to, żeby zwrócić uwagę na skalę problemu. Choruje około 4%-7% polskich dziewczyn i kobiet, bo bulimia to nie tylko problem nastolatek. „Nawet pod twoim nosem ktoś zmaga się z takim samym problemem, jak ty", mówi Ania. Jej proces zdrowienia zaczął się od biegania. Zamieniła wizyty w toalecie na uprawianie sportu i zaczęła pilnować tego, co je. Jest na zdrowej drodze od 2 lat i wierzy, że każda dziewczyna jest w stanie opanować „wilczy głód". Teraz jej celem jest doprowadzenie do ustanowienia Międzynarodowego Dnia Walki z Bulimią. To zaskakujące, że w erze, kiedy coraz więcej dziewczyn ze świata mody i gwiazd mediów społecznościowych otwarcie mówi o zaburzeniach odżywiania, nadal problem nie został jeszcze zauważony. Być może to się zmieni dzięki aktywności młodych dziewczyn w mediach społecznościowych, które nie boją się powiedzieć wprost o swoich problemach i pokazać, że akceptują swoje ciało.

Za akcją Ani opowiada się coraz większa grupa followersów, którzy też chcą, żebyśmy w końcu zaczęli głośno mówić o problemie. Pod zdjęciami na Instagramie „Wilczo głodnej" możesz znaleźć masę komentarzy ze słowania wsparcia, jak choćby ten: „Jesteś cudowna! I dziekuję Ci za Ciebie!".

wilczoglodna.pl

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Stasia Wąs

Tagged:
Kultura
spoleczenstwo