10 rzeczy, które powinieneś wiedzieć o coals

Zespół Kasi i Łukasza powstał na przystanku autobusowym w Lędzinach, skąd szybko przeniósł się na sceny największych festiwali. Nie wstydzą się przyznać, że jako dzieciaki słuchali tego, co dali im „matka Viva i ojciec MTV”, a ich zajawką było kiedyś...

|
18 Sierpień 2016, 11:05am

coals właściwie powstało na przystanku
Łukasz: Poznaliśmy się na przystanku w Lędzinach, kiedy Kasia pierwszy raz przyjechała na wspólne tworzenie kawałka. Pomysł na założenie zespołu narodził się właśnie wtedy. Nagraliśmy „Night Train", piosenkę, którą wymazaliśmy z pamięci. Dzisiaj wydaje nam się strasznie łatwa i śmieszna, ale na szczęście wtedy nam się podobała i ruszyliśmy z „Weightless", który, można powiedzieć, znalazł nam managera i popchnął karierę do przodu.

Kasia: Jeszcze zamieniliśmy kilka słów na Facebooku przed spotkaniem na przystanku! Pamiętam, że przesłaliśmy sobie inspiracje, ja wysłałam Cocteau Twins. Pomysł założenia zespołu zrodził się spontanicznie latem 2014 roku. Szukałam osoby, która ogarnia trochę lepiej kompozycję i ma zacięcie producenckie. Tak naprawdę chciałam zrobić tylko jedną piosenkę, ale zbyt dobrze nam szło, żeby to przerwać.

swój pierwszy występ nazywają „cyrkiem na kółkach"
Łukasz: To był Kraków, klub „Alchemia". Supportowaliśmy Myrrę Rós z Islandii. Przeogromny stres, to chyba normalne. Nie pamiętam, jak byliśmy przygotowani muzycznie, ale pamiętam, że byłem strasznie nieogarnięty pod względem technicznym. Tamten koncert był „cyrkiem na kółkach". Po odegraniu początku pierwszej piosenki, okazało się, że gitara nie jest wpięta. Wszystko niezwłocznie zostało przeze mnie naprawione, wpięciem niewygłuszonego kabla do gitary. Skutkiem był ogromny huk i śmiech sali. Pamiętam jeszcze, na koniec koncertu powiedziałem do mikrofonu „To był nasz pierwszy raz!" i dopiero po fali śmiechu zrozumiałem dwuznaczność.

Kasia: Było tak, jak powiedział Łukasz, ale z tego co pamiętam, publiczność podeszła do nas bardzo entuzjastycznie. Do dziś mnie to dziwi.

potem było coraz lepiej
Kasia: Zagranie na OFFie było zawsze moim wielkim marzeniem. Muszę wspomnieć też o Positivusie na Łotwie, na który chciałam się wybrać już w liceum, żeby podsłuchać ulubionych zespołów. To bardzo ciekawy festiwal, wizualnie podobny do naszego OFFa, tylko że nad morzem. Kiedy zobaczyłam naszą nazwę w line-upie obok wspaniałych Ho99o9, to byłam bliska zawału.

Łukasz: Największym osiągnięciem i wyróżnieniem była sesja dla KEXP, to było spełnienie marzenia, które jeszcze nie zdążyło się wykluć w głowie.

nie stawiają na sztuczne kreowanie wizerunku
Kasia: Nie czujemy się już smutnymi dzieciakami ze Skandynawii. Właściwie to chyba nigdy się nie czuliśmy, to taka medialna łatka. Robimy płytę o dzieciństwie i dużo grzebiemy w czasach, kiedy sluchało się Ich Troje i oglądało „Rower Blażeja". Chcemy przemycić do naszej twórczości trochę estetyki kaset VHS.

Łukasz: W jakimś stopniu już wpadliśmy w „sidła showbiznesu" i na pewno wpadniemy w większe. Chodzi mi o przyszłe wydawnictwo (tak, kiedyś na serio będzie). Myślę, że zawsze można zachować twarz i brnąć przez karierę z własnymi pomysłami. Jeśli ktoś chciałby nam narzucić coś, co nam się nie spodoba, to nie ma mowy żebyśmy to zrobili. No chyba, że za milion złotych i wakacje w Honolulu (śmiech).

nie wstydzą się zajawek z przeszłości
Kasia: Na pewno czuję się silnie związana z disco-polo, bo towarzyszyło mi, kiedy byłam małą dziewczynką. Irytuje mnie trochę beka z tej muzyki, bo czasami wypada bardziej autentycznie od utworów, które się definiuje jako alternatywne. „Pragnienie miłości" zespołu Akcent to naprawdę całkiem ładny erotyk, lepszy niż oklepne „I love you" śpiewane głosem podobnym do wokalisty The Knife. Pamiętam, że w wieku gimnazjalnym byłam zafascynowaną czarnymi brzmieniami, słuchałam dużo soulu i tandetnego R&B. Później przyszła faza indie, jak to na każdą szesnastolatkę przystało.

Teraz jestem w stanie słuchać tylko rapu i dobrej elektroniki. Fascynuje mnie tak zwany cloud rap. Przynajmniej raz dziennie odpalam Yung Leana. Za to nie umiem już słuchać melancholijnych gitarowych utworów i jest mi z tego powodu trochę przykro, ale na pewno wszystko powróci jesienią. Namiętnie szukam rzeczy, które mają ciekawy kontekst, jak Taco czy Małe Miasta.

Łukasz: Kiedy byłem mały, nienawidziłem muzyki. Późniejszymi czasy słuchałem, to co dała mi matka Viva i ojciec MTV. Byłem fanem każdego rapopopu, rockpopu, popu i Ich Troje.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

muzyka to nie całe ich życie
Łukasz: Póki co muzyka to moje jedyne pole do popisu. Zanim dostałem się na studia Projektowanie Gier i Przestrzeni Wirtualnej, specjalizacja Dźwięk w Grach, planowałem zostać filmowcem. Chciałbym wrócić do zdjęć i filmowania, może na emeryturze...

Kasia: Mnie zawsze interesowało wiele rzeczy, ale nigdy nie byłam w stanie zatrzymać się gdzieś na dłużej. W końcu w te wakacje sprecyzowałam to, co lubię i co chciałabym robić. Bardzo interesuje mnie fotografia. Moim wielkim marzeniem są studia w Opawie pod okiem Dity Pepe. Na razie jestem w trakcie przygotowań. Lubię też malarstwo. Jeżeli będę rzygać już wszystkim, co jest oparte na tworzeniu, to chętnie pracowałabym w promocji jako booking agent albo jako kurator wystaw intermedialnych.

13131354_614590338704279_207653061900723453_o.jpg

mają swoje muzyczne marzenia...
Kasia: Chyba zawsze powtarzam, że najbardziej chciałabym wystąpić z Soap&Skin.

Łukasz: Pierwsi na myśl przychodzą mi Syny. Chciałbym pobujać się w dymie i udawać, że jestem częścią tego zajebistego show. Kiedyś marzyłem o zagraniu z Mumford and Sons, ale już nie jestem country boyem. Może jeszcze wrócą mi te gitarowe inspiracje.

guilty pleasures...
Kasia: Muzycznie moimi guilty pleasures są Rihanna i Kanye West (choć trochę ciężko go umiejscowić w tej kategorii). Z filmów - komedia romantyczna „Cała ona".

Łukasz: Muzyczne - Miley Cyrus, Kanye West i powiem, że nawet niektóre kawałki Popka dobrze wchodzą pod nóżkę. Z filmów uwielbiam każdą część „Harry'ego Pottera", „High School Musical" i nawet pierwsza część „Zmierzchu" jest dla mnie spoko. Na książkach się ani nie znam, ani nie czytam... wiem, debil.

plany na przyszłość...
Kasia: Chciałabym w połowie zajmować się muzyką i w połowie dziedzinami plastycznymi. I być zdrową i mieć przy sobie super ludzi.

Łukasz: Dopalacze, tona alkoholu i twarde jak skała narkotyki. Za 10 lat widzę się w więzieniu. Będę grał Folsom Prison Blues wraz z moim świeżym cover-bandem.

i miejscówki, gdzie chcą je zrealizować.
Kasia: Katowice, Berlin.

Łukasz: Zastanawiam się nad Miami i Sydney, chociaż... niech będą Lędziny. Nie jestem w stanie powiedzieć. Jak pozwiedzam, to powiem.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Mateusz Góra
Zdjęcia: Facebook