komercyjne kino mnie nudzi

tekst Basia Czyżewska
|
02 Kwiecień 2015, 12:35am

fot. Magda Wunsche i Aga Samsel / 76 management

Jeśli w piątek wieczorem postanowiliście spontanicznie pójść do kina na Body/Ciało, to bardzo nam przykro, ale nie macie szans na bilet. Ten film teoretycznie zadedykowany wyrobionym widzom kin studyjnych świetnie przyjął się też w multipleksach i potwierdza tezę Małgorzaty Szumowskiej, że w Polsce podział na kulturę wysoką i niską się zaciera. A być może tak działają właśnie jej filmy: krytycznym okiem obserwują polską rzeczywistość, czule wydobywając z niej nieheroicznych bohaterów i uruchamiają emocje w bardzo różnych odbiorcach.

Spotkaliśmy się z Małgorzatą, żeby porozmawiać o tym, co ogląda, gdy nie pracuje, w kogo wpatruje się na ulicy i za co lubi Warszawę.

Kilka tygodni temu do kin trafiło Body/Ciało, ty zdążyłaś już zgarnąć nagrodę w Berlinie, udzielić setki wywiadów - domyślam się, że dla ciebie ten film stanowi już zamknięty etap. Myślami jesteś pewnie w zupełnie innym miejscu. Nad czym teraz pracujesz?
Jestem typem człowieka, który żyje od filmu do filmu. Teraz pracuję nad trzema projektami naraz, jeden z nich to polski film - właśnie piszę scenariusz, dwa są anglojęzyczne. Tak naprawdę nie wiem, który z nich wydarzy się pierwszy - i to jest bardzo dobre w tym zawodzie. Nie wiesz, więc we wszystko angażujesz się równie intensywnie.

Sporo czasu spędzasz ostatnio, zasiadając w jury różnych festiwali filmowych na całym świecie, oglądasz masę nowych, świeżych rzeczy. Czy te filmy mają jakiś wspólny mianownik? Co charakteryzuje młode kino w roku 2015?
Te produkcje są oczywiście różne, ale wszystkie mają bardzo mocną formę z pogranicza visual artu i kina. Nie chodzi w nich o to, żeby opowiedzieć jakąś historię od a do z, bo taką funkcję pełnią np. serial czy film telewizyjny. One szukają czegoś nowego, a ponieważ nic nie mogą znaleźć w treści, bo chyba już wszystko zostało opowiedziane, szukają w formie.

Poza tym charakterystyczne jest, że te filmy są zawsze osadzone w realiach danego miejsca i chociaż opowiadają uniwersalną, zrozumiałą wszędzie historię, to autorzy zazwyczaj bardzo krytycznie patrzą na swój kraj. Zawsze wyszukują jakieś niewygodne rzeczy, coś, co ich drażni.

Obserwujesz któregoś z polskich twórców?
Lubię Tomka Wasilewskiego [„Płynące wieżowce", „W sypialni" - red.] i teraz czekam na jego kolejny film. Poza tym jest Paweł Pawlikowski [„Ida", „Lato miłości" - red.], ale trudno traktować go jako twórcę tylko stąd, bo całe życie spędził w Anglii. Jestem zaskoczona, że nie widać pokolenia dwudziestoparolatków. Ich twórczość bardzo by mnie interesowała, uważam, że jest to pierwsze w Polsce pokolenie ludzi bez obciążeń. Ludzi, którzy umieją cieszyć się życiem i nie mają przyciężkawego spojrzenia, jakie ma np. moje pokolenie. Ale nie widzę tych młodych reżyserów… Mam nadzieję, że się za chwilę pojawią.

Polskie kino przeżywa chyba swój renesans.
Uważam, że polskie kino jest bardzo mocne i wchodzi w bardzo dobry czas, na razie jednak funkcjonuje głównie lokalnie. Podoba się, ma swojego widza, ale się nie przebija za granicę.

Dlaczego?
No właśnie dlatego, że skupia się na poprawnym powiedzeniu historii, brakuje mu nowatorskiej formy. Myślę, że to jednak kwestia czasu i ta forma się pojawi. Z niecierpliwością czekam na nowe! Brakuje też mocnych tematów, prawie nikt nie porusza kontrowersji, nikt nie krytykuje.

A co oglądasz prywatnie? Czy zdarza ci się odbyć seans filmowych guilty pleasures? Włączasz sobie czasem telewizję?
Tak, włączam, ale - mówiąc szczerze - bardzo szybko ją wyłączam. To się staje nudne i głupie. Chociaż lubię seriale.

Które z nich?
Strasznie mi się podobał Olive Kitteridge, obejrzałam chyba wszystkie cztery odcinki z rzędu. Poza tym Detektyw albo nieznany w Polsce brytyjski serial The Take. Ciekawy był też krótki serial Jane Campion Tajemnice Laketop. Dla mnie rozrywką na poziomie jest Sierpień w hrabstwie Osage, natomiast typowo komercyjne kino od razu mnie nudzi, w ogóle nie rozumiem, o co w nim chodzi.

A fuzja kina z muzyką, modą i tańcem, czyli teledyski?
Mam masę ulubionych teledysków, oglądamy je z Michałem Englertem. On się specjalizuje w ich wyszukiwaniu - czasami to są bardzo niszowe rzeczy, a czasami bardzo popularne. Iron Sky znalazł właśnie Michał.

Poza tym: alt-J Hunger Of The Pine 

i Chet Faker Gold.

Nie kryjesz, że twoje scenariusze biorą się z uważnej obserwacji rzeczywistości. Co ostatnio zrobiło na tobie wrażenie?
Masę rzeczy robi na mnie wrażenie. Jak jestem w Paryżu, to intrygują mnie kobiety, że super się ubierają. Lubię obserwować ludzi, zwłaszcza starszych, bo mają coś intrygującego w twarzach. Fascynują mnie kobiety, które nie farbują włosów. Sama ubieram się zachowawczo, podpatruję, jak to robią paryżanki - to mi pasuje.

Opisz ten styl.
Bardzo mało się maluję, prawie nie czeszę, włosy lubię potargane i nie farbuję ich, noszę rzeczy dobrej jakości, ale trochę zniszczone. Taki jest mój styl. Lubię też patrzeć na bardzo młodych ludzi szczególnie w Warszawie, to jest zupełnie inny świat - są zupełnie wolni, ale z drugiej strony: mają ogromną konkurencję. Być może 10, 20 albo 30 razy większą, niż miałam ja.

Czy Warszawa to twoje miasto?
Uważam, że Warszawa ma jakąś pozytywną energię. Nie chciałabym się stąd wyprowadzać, bo tu się wszystko będzie zmieniać. Jak przeżyję, to za 20 lat nie poznam stolicy, a wcale nie będę aż tak stara, bo granica wieku ciągle się przesuwa. Myślę, że to miasto będzie dobrze służyć, ale lubię też wyjeżdżać i robić filmy jedną nogą gdzieś w Europie. Za każdym razem, jak wracam, widzę wszystko z dystansu. To jest cenne.

Przeczytaj rozmowę z Justyną Suwałą, która wcieliła się w postać Olgi w Body/Ciało.

Kredyty


Tekst: Basia Czyżewska
Zdjęcia: Magda Wunsche i Aga Samsel / 76 management
Make up: Katarzyna Robacewicz
Włosy: Gor Duryan / D'vision art