antologia polskiego modelingu: ola rudnicka

#polishgirl został postawiony na Instagramie ponad 20 milionów razy (w chwili kiedy to czytasz, ta liczba pewnie sporo wzrosła). #polishboy też ma się świetnie, w ten sposób otagowano ponad 5,5 miliona zdjęć… Zastanawialiście się kiedyś, skąd ta...

tekst Basia Czyżewska
|
22 Wrzesień 2015, 9:10am

W zeszłym roku jej gwiazda rozbłysła na modowym firmamencie. Platynowy blond wymyślony przez Pradę sprawił, że wszystkie oczy zwróciły się w jej stronę. Na zdjęciu Paola Roversiego z wrześniowej okładki włoskiego „Vogue'a" wygląda jak prerafaelicka księżniczka, zaś w filmie dla i-D, gdzie uczyła polskiego, Ola była dziewczyną z przyszłości. Po roku spotykamy się znów, żeby zadać najprostsze pytanie: co słychać?

Twoje włosy nadal są jasne, ale wyglądają bardzo naturalnie. Zmieniłaś kolor.
Tak, zmęczyłam się. Przez białe włosy byłam zawsze bardzo widoczna, ludzie przyglądali mi się na ulicy, czułam się jak alien. Teraz znów jestem sobą.

Kolorowe magazyny głoszą teorię, że zmiana fryzury to podobno symptom poważnych zmian w życiu. Mam nadzieję, że nie rzucasz jeszcze mody?!
Nie (śmiech), ale rzuciłam studia prawnicze - doszłam do wniosku, że to nie jest moje miejsce.

Masz inny plan?
Ciągle szukam. Ostatnio dowiedziałam się o tygodniowych warsztatach, które są jednocześnie egzaminem do szkoły aktorskiej. Przeszłam te eliminacje, ale w rezultacie zrezygnowałam z pomysłu, bo pracując, nie znalazłabym czasu na szkołę w dziennym trybie. Ale zastanawiam się - może wrócę do tego za jakiś czas...

Modelki są dobrymi aktorkami?
Oczywiście. Zwłaszcza w dobie mediów społecznościowych. Te wszystkie zakulisowe historie, zupełnie niezwiązane z modą - zdjęcia na Instagramie, tweety - to wielka kreacja.

Ostatnio zostałam zapytana, czym dla mnie jest styl retro, bo „jestem ikoną stylu retro" - i byłam przerażona. Zaczęłam się zastanawiać: może jestem dziewczyną retro, może to jest moja karta przetargowa, nowa rola? Czy powinnam wyruszyć w podróż po vintage'owych butikach? (śmiech).

Modelki to dziś boginie branży. Jak zmieni się ich rola w najbliższych latach?
Nie mam pojęcia, być może zamiast sesji będą robić selfie. Mam wrażenie, że teraz najważniejsza jest historia. Okazuje się znacznie ważniejsza niż wartość estetyczna tego, co widzimy. Zanim ktokolwiek zobaczy edytorial, ogląda zdjęcia na Instagramie, wideo „making of"... cała tajemnica jest przed nami odkryta. Uważam, że przez to magia zdjęć pryska.

Jako mała dziewczynka oglądałam sesję z Eniko Mihalik, która na każdym zdjęciu stawała się coraz starsza. Byłam zafascynowana, zastanawiałam się, jak to zostało zrobione. Dokładnie przyglądałam się zdjęciom, odkrywałam je. Dziś pewnie powstałby tutorial i sesja nie zrobiłaby na mnie takiego wrażenia...

A co robi na tobie wrażenie?
Hmm, ostatnio bardzo podobała mi się fotografia Roego Ethridge'a. Przedstawia makrelę, na której zapięto bransoletę Chanel. To było coś mocnego i zupełnie niepoddającego się konwencji! Pracowałam z Ethridge'em przy komercyjnej sesji, ale wiem, że dla niego moda to jedno z wielu mediów. Bardzo podoba mi się też poczucie humoru Jürgena Tellera. Marzę, by kiedyś z nim pracować.

Mówisz tak, jakbyś chciała uciekać przed tym, co modowe, ale przecież jako dziecko pragnęłaś zostać modelką.
Tak. Chodziłam do bardzo sfeminizowanej szkoły, warszawskiego gimnazjum im. Żmichowskiej. Wszystkie w klasie interesowałyśmy się modą, stylizacją, fotografią... Pamiętam, że kiedyś na mikołajkową listę życzeń wpisałam „Vouge'a", to był jedyny tytuł magazynu modowego, jaki w ogóle znałam (śmiech). Później koleżanka złożyła mi miniaturowego „Vouge'a" ze zdjęć, które mi zrobiła.

Czyli odkryła cię koleżanka z klasy!
Można tak powiedzieć. Ale pierwsze zdjęcia zrobiła mi Ola Janiec. Jesteśmy nadal bardzo blisko, przeniosła się teraz na parę miesięcy do Tokio na staż w Condé Nast.

Polski Vice niedawno opublikował sesję z jej stylizacjami. Wygląda na to, że wasze gimnazjum było kuźnią talentów. Pamiętasz, co - wtedy gdy nikt jeszcze nie proponował ci pracy w modelingu - najbardziej pociągało cię w modzie?
To była fascynacja tym, że możemy stworzyć coś same. Oglądałyśmy magazyny, przebierałyśmy się, robiłyśmy zdjęcia, a później składałyśmy je w całość. To była twórcza zabawa. Pamiętam antynikotynową sesję, w której Lily Donaldson grała palącą matkę. Wtedy odkryłam, że moda może opowiadać historie, może być zaangażowana w kwestie społeczne i wychodzić znacznie dalej.

Więc gdy miałaś 16 lat i ktoś w centrum handlowym spytał, czy nie myślałaś, żeby zostać modelką, sprawa była jasna.
To było dosyć dziwne. Podchodzi do ciebie obcy mężczyzna. Masz 14 lat i włącza ci się w głowie: „Ktoś na mnie spojrzał...". Przyciągnęła go moja fizjonomia. Chyba po raz pierwszy poczułam, że zadziałała moja kobiecość. Nie byłam tym specjalnie podekscytowana, mój tata dodatkowo ochłodził te emocje, był sceptyczny.

Ale po kilku miesiącach dojrzałaś do tej decyzji i zjawiłaś się w agencji.
Tak, ale na początku wszystko rozkręcało się bardzo powoli. Szkoła była najważniejsza, więc testy [zdjęcia próbne - red.] miałam nie częściej niż raz w miesiącu.

Zaczęłaś poznawać branżę od środka, co cię najbardziej zaskoczyło? W czym ten świat różnił się od dziewczyńskich eksperymentów?
Chyba najbardziej byłam zdziwiona tym, jak mało się ode mnie wymaga. Zawsze postrzegałam modę jako przestrzeń, która mi, jako modelce, daje pole do popisu. Np. uważałam, że liczy się zacięcie aktorskie. A często okazywało się, że fotograf ma sztywny pomysł i brakuje już miejsca na moją inicjatywę. Później uderzyło mnie tempo zmian, to, jak szybko rzeczy wypadają z obiegu, dezaktualizują się. To jest coś, co bardzo czuję w Nowym Jorku albo Tokio - ogromna konsumpcja. Ilość jedzenia, elektroniki, modnych torebek aż krzyczy. Te rzeczy nigdy nie zostaną wykorzystane. Ktoś to kupi, żeby się chwilę pobawić, a później wyrzuci. Z modą jest bardzo podobnie.

Masz rozterki?
Ja się wciąż zastanawiam, co robię i dlaczego, i czy to dobrze, czy to jest to, co rzeczywiście chcę robić. Istnieje przecież tyle różnych rzeczy na świecie, które mnie interesują. Np. pociąga mnie film dokumentalny - rozmawiałam ostatnio ze znajomymi, którzy pracują w nowojorskim oddziale Vice'a, wyobraziłam sobie, że to mogłaby być moja przygoda. Zresztą ten pomysł kiełkuje we mnie już od dłuższego czasu. W zeszłym roku byłam w Rosji. Razem z moim chłopakiem jeździliśmy koleją transsyberyjską i już wtedy zaświtała mi myśl, że chciałabym zająć się tym głębiej, opowiedzieć, jaki to jest inny świat.

Oglądając twojego Instagrama, mam wrażenie, że w świecie mody też lubisz stawiać się w pozycji obserwatora. Większość modelek wrzuca zdjęcia z jachtów, przymiarek i przyjęć, a u ciebie właściwie nie ma selfie, są za to zdjęcia zmęczonych stóp. Jakiś czas temu internetową karierę zrobiło twoje zestawienie: połączyłaś selfie zrobione w trakcie rozjaśniania włosów z postacią z Piątego elementu. Zachowujesz dużo dystansu.
Robię to świadomie, mam mnóstwo znajomych poza branżą, chcę im pokazać, jak to wygląda naprawdę. Poza tym przeszkadza mi kult idealnego ciała. Przecież wiadomo, że to nie jest naturalne. Mam nadzieję, że mój instagramowy przekaz jest odbierany jako wiadomość prawdziwa.

Ostatnio dowiedziałam się, że moja trzyletnia kuzynka stanęła przed lustrem i oceniła, że ma za grube nogi. Nie chciała wyjść na plac zabaw, bo się wstydzi. Przeraziłam się. Nawet jeśli ona powtarza te słowa bez większego zrozumienia, gdzieś to jednak usłyszała. Oglądałam niedawno film z modelką, która ma niedowagę, ale branża uznała, że jest za gruba (i-d.vice.com/pl/article/poznajcie-modelke-ktora-jest-za-gruba-by-zrobic-kariere) - to alarmujący problem.

Coś chyba zaczyna się ruszać w tej kwestii: w świadomości ludzi pojawiają się zaokrąglone modelki, a we Francji dyskutuje się nad kontrolą BMI przed pokazami Fashion Weeka. Czy ze swojej perspektywy czujesz, że branża zmienia myślenie?
Od jakiegoś czasu zauważam pewną poprawę. Jak wiadomo, moda, podobnie jak epoki literackie, działa trochę sinusoidalnie. Od lat 60. mniej więcej co dekadę następował powrót do kultu megaszczupłości na przemian z wynoszeniem na piedestał sylwetki wysportowanej i zdrowo odżywionej. Odnoszę wrażenie, że od pewnego czasu jesteśmy w tej drugiej fazie. I mam szczerą nadzieję, że przetrwa ona w modzie jak najdłużej, nawet jeśli będzie to kwestia zmiany prawa. Moim zdaniem kult przesadnej szczupłości nie jest po prostu fair. Ani w stosunku do modelek, ani - co gorsza - konsumentów, do których to wszystko jest przecież kierowane i na czym oni sami opierają swoje życiowe wybory. I to właśnie ci ostatni zaczynają coraz częściej protestować przeciwko obecnemu stanowi rzeczy. Jakiś czas temu słyszałam o Angielce, która zareagowała na nienaturalnie chude manekiny w Topshopie. Uważam to za fantastyczny akt odpowiedzialności społecznej, bo ktoś, kto nakręca tę fatalną koniunkturę, także przyczynia się do kreowania mody na nienaturalną szczupłość.

Jakie są twoje plany na najbliższe miesiące?
Fashion Weeki już się zaczęły, na pewno będę w Paryżu i Mediolanie. W tym roku przeskakuję Nowy Jork i Londyn ze względu na egzaminy do szkoły. Mam nadzieję, że się dostanę, a wtedy będę dzieliła mój czas pomiędzy edukację i modelkowanie. Jestem pewna, że okaże się to jeszcze bardziej ekscytujące, bo posiadanie dwóch zajęć w życiu zawsze dawało mi wewnętrzny spokój i dystans do samej siebie.

Przeczytaj rozmowę z Moniką „Jac" Jagaciak.

Zobacz, jak Ola Rudnicka uczy polskiego.

Kredyty


Tekst: Basia Czyżewska
Zdjęcia: Sonia Szóstak

Tagged:
Μόδα
modelki
ola rudnicka
polskie modelki
antologia polskiego modelingu