pop z alternatywnego wszechświata

Poznajcie siostry z zespołu Tasseomancy, które chodziły do tej samej szkoły co Drake.

tekst J.L. Sirisuk
|
19 Październik 2016, 4:20pm

Chociaż bliźniaczki Romy i Sari Lightman śpiewały wcześniej w queerowym, elektro-popowym zespole Austra, od lat rozwijają swoje własne brzmienie razem z Johnnym Spencem i Evanem Cartwrightem pod nazwą Tasseomancy. Duet z Toronto czerpie ze swoich folkowych początków, żeby wejść w nowy wymiar popu na płycie „Do Easy", która ukaże się 18 listopada nakładem wytwórni Bella Union. Tworząc klimatyczne rytmy, czerpią inspirację z synthpopu i progresywnego rocka, aby zbudować psychodeliczne doświadczenie.

Album przechodzi od ambientu (jak np. „29 Palms") do prog-rockowych klimatów („Missoula"). Na „Do Easy" Tasseomancy dodały szczyptę magii do szarej rzeczywistości, wprowadzając do popowej stratosfery własną, hipnotyzującą mieszankę inspiracji. Spotkaliśmy się z Romy, by porozmawiać o nowym albumie, karaoke i podkradaniu marihuany Peaches na obozie.

Jak wyglądały wasze relacje, gdy dorastałyście?
Mam wiele wspomnień z naszego dzieciństwa, które nie odbiegają od tego, jak teraz występujemy i jak układają się nasze relacje. Piszemy piosenki po równo, ale to moja siostra jest bardziej autorką tekstów, a ja bardziej interesuję się aspektami związanymi z występami. Mamy takie rodzinne wideo, na którym Sari przedstawia mnie jako osobę odpowiedzialną za przebieg przedstawienia, po czym prezentuję przedziwny taniec. Wydaje mi się, że wcale się nie zmieniłyśmy. Wspieramy się, ale jednocześnie staramy dać sobie pełną twórczą wolność.

Kiedy zaczęłyście tworzyć muzykę?
Dość późno, bo dorastałyśmy w Toronto — chodziłyśmy do tej samej szkoły średniej co Drake — a tam nie zachęcano nas do rozwijania muzycznych zainteresowań. Miałam wrażenie, że wszyscy chłopcy grali w zespołach, a my nie byłyśmy mile widziane w tym świecie. Nie przeszłyśmy fazy inicjacji jako nastolatki grające w piwnicy. Zaczęłyśmy występować na targu i nas wyrzucili, bo śpiewałyśmy dysharmonicznie.

Uwielbiam staromodny klimat teledysku do piosenki „Missoula". Jaki był wasz zamysł?
Miałyśmy trzy dni na nakręcenie klipu i wpadłyśmy na ten pomysł po paru buchach dzień wcześniej. Wideo jest odpowiedzią na przerażające chwile w polityce. Czuję, że to bardzo obszerny temat, o którym można mówić bez końca. Sari i ja rozmawiałyśmy o zabawnej, miejscowej stacji z wiadomościami — CP24 — i stwierdziłyśmy: a może zrobimy swoją własną transmisję, która mogłaby pokazać lepszą rzeczywistość? Za teledyskiem stoi idea rozważnego życia tu i teraz oraz zgłębianie interakcji, do których dochodzi każdego dnia.

A co kryje się za tytułem albumu, „Do Easy" — wrzuć na luz?
„Do Easy" to dyscyplina, którą opisał William S. Burroughs. Lubiłam słuchać manifestów i życiowych porad, dotyczących tego, jak przetrwać. Tak znalazłam „Discipline of D.E.". Z pozoru to uroczy manifest, napisany przez poetę, ale gdy się go zgłębi, okazuje się, że opowiada o rozwadze, świadomym życiu, wykonywaniu wszystkich czynności z pewną przejrzystością, by uniknąć większego nawału pracy. Spodobało mi się to, bo jestem bardzo leniwa.

Jak opisałabyś brzmienie tego albumu, w porównaniu do poprzednich płyt?
„Do Easy" to z pewnością popowy krążek. Wcześniej nie rozumiałam, czym był pop. Całe moje życie miałam do niego słabość. Razem z siostrą byłyśmy wielkimi fankami The Supremes, słuchałyśmy też wielu artystów z wytwórni Motown, co wywarło na nas znaczący wpływ. Współczesny pop zraził mnie do siebie przez treść — nie da się ukryć, że większość jest bardzo mizoginistyczna, homofobiczna i pokazana z męskiej perspektywy. Dlatego odrzuciłam ten świat. Później zaczęłam chodzić na wieczorki karaoke w Toronto i dostrzegłam leczniczą siłę modnych piosenek. To dość oczywiste, ale to piękna forma ekspresji.

Co lubisz śpiewać na karaoke?
Dużo Sade. Teraz to mój najczęstszy wybór na karaoke. Zabawne, bo mówię, żeby nie podchodzić do niczego zbyt poważnie, ale karaoke traktuję bardzo serio, bo ciężko zaśpiewać dobrze.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Zamieściłaś na Instagramie zdjęcie z Peaches. W podpisie zdradziłaś, że zna was od małego.
To dosyć szalona historia — Peaches znała mojego ojca. Pracowali razem na hipisowskim obozie. Tata był kierownikiem, a ja i moja siostra byłyśmy jeszcze dziećmi. Wiele lat później dołączyłyśmy do queerowego, elektroniczno-dance'owego zespołu Austra, a współlokatorka Peaches pracowała nad kostiumami dla nas. Wtedy zobaczyła zdjęcia z naszymi imionami i powiedziała: „Znałam je, gdy były małe" i opowiedziała zabawną historię o tym, jak zaczęłam grzebać w jej skrytce na marihuanę, gdy miałam ze trzy lata.

Czy na koniec możecie nam doradzić jak wyluzować, zgodnie z tytułem waszej płyty?
Czuję, że chodzi w tym o wzięcie głębokiego wdechu oraz brak strachu przed działaniem w samotności, na własną rękę. Oddychaj głęboko i skup się na sobie. Pamiętaj o sobie we wszystkim, co robisz i dawaj z siebie 100%.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: J.L. Sirisuk
Zdjęcie dzięki uprzejmości Stevena Perlina

Tagged:
Tasseomancy
Wywiady
teledysk
muzyka
premiery
Do Easy
MISSOULA
romy lightman
sari lightman