siła kobiet bez cenzury

Podziwianie zróżnicowanej grupy kobiet dobrze czujących się w swojej skórze przypomina nam o celu naszego oporu: w gruncie rzeczy chodzi o obronę naszego prawa do istnienia takie, jakie jesteśmy, bez cenzury i bez retuszu.

tekst André-Naquian Wheeler
|
20 Lipiec 2017, 4:15pm

Artykuł pierwotnie ukazał się w amerykańskim wydaniu i-D.

W „I Am My Own" Leny Mirisoli miękkie promienie słońca podkreślają owłosienie, znaki szczególne i tożsamości fotografowanych przez nią kobiet. Na jej zdjęciach praktycznie nie ma cieni. Świeżo upieczona absolwentka MassArt odchodzi od wymyślnego oświetlenia i filtrów, a zamiast tego oferuje nam obnażoną wizję kobiecości na miarę 2017 roku. Jej modelki wyglądają tak, jak większość z nas czuje się w tym roku. Są zmęczone, ale gotowe do walki. Tak to już jest: gdy świat sprawia, że czujemy się najsłabiej, tak naprawdę musimy być najsilniejsze. Z tych zdjęć możemy czerpać niezwykłą siłę i odwagę. Podziwianie zróżnicowanej grupy kobiet dobrze czujących się w swojej skórze przypomina nam o celu naszego oporu: w gruncie rzeczy chodzi o obronę naszego prawa do istnienia takie, jakie jesteśmy. I właśnie to robią kobiety z „I Am My Own" uchwycone nago. Porozmawialiśmy z Mirisolą o wyjątkowych znajomościach, które zawarła z modelkami oraz o jej nadziejach na przyszłość feminizmu.

Jak powstały te zdjęcia?
Podczas każdego semestru na studiach musieliśmy tworzyć nowy projekt. Ukończenie projektu fotograficznego w trzy miesiące jest nierealistycznym wyzwaniem — większość z nich trwa latami — więc od drugiego roku do końca studiów moje prace były w zasadzie rozwijającą się kontynuację tego samego projektu. Na przestrzeni lat moje prace zmieniły temat z „dzikich, młodych i wolnych" nastolatek na burzliwe relacje. Potem przerzuciłam się na ciche, bardziej introspekcyjne chwile. W pracy dyplomowej postanowiłam skupić się na kobietach. Zainicjował to klimat polityczny, w jakim obecnie żyjemy. Stałam się bardziej dumna z tego, że jestem kobietą, obudziła się we mnie pasja. Wiedziałam, że chciałam zgłębić ten temat.

Co znaczy dla ciebie tytuł cyklu zdjęć „I Am My Own" (Należę do siebie)?
W naszej kulturze kobiety zbyt często podświadomie „należą" do innych: ojcowie bronią córek przed spotykaniem się z chłopakami, partnerzy zachowują się zaborczo — zupełnie jakby to było ujmujące i uzasadnione. Nawet rząd mówi kobietom, jakie mają prawa i co mogą robić z własnymi ciałami. Ciało kobiety nie należy do nikogo, tylko do niej samej! Należę. Do. Siebie.

Jak poznałaś swoje modelki?
To mieszanka koleżanek i nieznajomych. Najczęściej szperam na Facebooku albo Instagramie i piszę do nich na privie. Proszę przyjaciółki, żeby przyprowadzały koleżanki, wrzucam ogłoszenia na Twitterze albo zaczepiam kobiety na ulicy (jeśli akurat czuję się wyjątkowo odważnie).

Twoje modelki obnażają zarówno swoje dusze, jak i ciała. Jaką rolę w twoich pracach odgrywa nagość?
Kocham kobiecą sylwetkę. Kształty, sposób w jaki światło tańczy na skórze, zaskakujące pieprzyki i piegi... po prostu wszystko. Ciężko zbudować barierę, gdy jest się nago i bez makijażu. Nie da się niczego ukryć, więc jest w tym więcej szczerości i delikatności, którą obnażają przed kamerą. W tym cyklu nie chodzi o modę. Chodzi o surowe piękno, które drzemie w każdej kobiecie.

Czy ciężko było je przekonać do rozebrania się? Jak wygląda fotografowanie ich w takich momentach?
(Prawie) każdy na uczelni artystycznej w którymś momencie się rozbiera. To coś zupełnie normalnego. Ciało to ciało — każdy je ma. Większość moich znajomych bez problemu mogłaby się rozebrać na środku ulicy. Jeśli kogoś nie znam, zaczynam od tekstu: „Jeśli czujesz się komfortowo z częściową lub całkowitą nagością, możemy stworzyć świetną sztukę. Jeśli nie to też spoko". Zaczynam sesje nie oczekując nagości, więc jeśli mi się uda jest to dodatkowa nagroda. Nie zakładam także, że mogę wszystko zamieścić online, zawsze pytam gdzie mogę opublikować zdjęcia.

Co dla ciebie znaczy słowo „kobiecość"?
Budzi we mnie niesłychaną dumę. Taką, która wzbiera w brzuchu i eksploduje na całe ciało. Kobiecość to siła. Kobiecość to duma. To wspieranie innych kobiet, wzmacnianie siebie nawzajem i wspólna walka z niesprawiedliwością.

Te chwile wyglądają na niesamowicie kameralne. Czy za tymi zdjęciami kryją się jakieś ciekawe historie?
Moja ulubiona dotyczy chyba fotografii „Felicia in the Grass". W marcu odwiedziłam znajomą fotografkę w Portland w stanie Maine podczas wiosennych ferii. Wie, że uwielbiam fotografować młodych ludzi, więc skontaktowała się z dwoma dziewczynami, Casie i Felicią, które chciały pozować nad oceanem.

Temperatura wynosiła -7 stopni. Śnieg pokrywał całą drogę na plażę, więc zostawiłyśmy samochody i małymi kroczkami przedzierałyśmy się przez las tą pokrytą śniegiem, piekielną ścieżką. Wiedziałyśmy, że to będzie naga sesja, a dziewczyny były niesamowite! Słońce wyjrzało zza chmur, gdy tylko się rozstawiłam ze sprzętem i oświetliło trawę na wydmach, więc szybko złapałam Felicię i położyłam ją wśród niej. Robiłam bardzo szerokie kadry. Dziewczyny ogrzewały się w kocach pomiędzy ujęciami, a sporadycznie przechodzący tamtędy ludzie musieli się zastanawiać, co my do cholery wyprawiamy. Felicia pokaleczyła się trawą, ale uniknęła hipotermii, więc wszystko skończyło się dobrze. To zdjęcie pojawiło się już na trzech wystawach.

Jak sądzisz, jak kobiecość będzie wyglądać za dziesięć lat?
Mam nadzieję, że rząd nie będzie miał już nic do powiedzenia w kwestii tego co możemy, a czego nie możemy robić ze swoimi ciałami. Że więcej kobiet będzie zajmować wysokie stanowiska. Że więcej kobiet będzie zakładać własne firmy. Że kobiecość będzie mniej wykluczająca i przyjmie każdego, kto się z nią utożsamia. Że ludzie dostrzegą seksizm w naszym społeczeństwie i powstaną. Pieprzyć patriarchat 2027!

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: André-Naquian Wheeler
Zdjęcia: Lena Mirisola