trawa, piwonie, pośladki

Zmysłowa cielesność w fotografii Maisie Cousins.

tekst Tish Weinstock
|
11 Maj 2017, 2:27pm

Maisie Cousins i Mia Pfeifer poznały się przy kawie po irlandzku. Mia chciała, żeby prace Maisie zawisły na wystawie zbiorowej, której była kuratorką. Zamiast tego zgodziła się na współtworzenie pierwszej wystawy solowej Maisie. „Grass, Peony, Bum" podsumowuje lata pracy skupiającej się na tematach seksualności, kobiecości, siły i natury. Brytyjska fotografka wykorzystuje ten środek wyrazu, by podważać normatywne standardy piękna i społeczne oczekiwania wobec kobiet. Jej zdjęcia bezproblemowo oscylują między humorem i erotyką, bez względu na to, czy przestawiają zbliżenie błyszczącej cery, czy odcisk trawy na skórze. Oprócz wystawienia swoich prac, Maisie rozpoczęła współpracę z uznaną perfumiarką, Azzi Glasser, aby stworzyć wciągającą instalację angażującą wiele zmysłów. Spotkaliśmy się z Mią i Maisie przed wernisażem, aby porozmawiać o kobiecości i ciałach, w których jesteśmy uwięzieni.

Jakie zrobiłyście na sobie pierwsze wrażenie i czy zmieniło się po wspólnej pracy?
Mia: Jej płaszcz i te kowbojskie buty zwaliły mnie z nóg. Maisie jest przedłużeniem swoich prac i od razu się dogadałyśmy. Tworzyłyśmy wystawę przez ponad rok i bardzo się zbliżyłyśmy. Maisie należy do rzadkiego gatunku: jest bezpośrednia, szczera i ma złote serce. Kocham ją.
Maisie: Mia jest malutka, ale nie zdajecie sobie z tego sprawy, bo ma tak wielką i otwartą osobowość, jest pełna pasji. Naprawdę od razu się polubiłyśmy, uwielbiam ją.

„Grass, peony, bum" — co dla was oznacza ten tytuł?
Mia: Haiku. Esencja wystawy. Natura. Dobre, soczyste kąski.
Maisie: Ciężko mi nadawać tytuły zdjęciom. O wiele łatwiej nazwać mi coś w stylu obrazu. W fotografii wszystko jest zbyt dosłowne i nadawanie im wymyślnych nazw wydaje mi się pretensjonalne. Lubię listy albo konkretne tytuły. Podchodzę do robienia zdjęć z dość biologicznej perspektywy, z bliska, uwieczniam naturalne rzeczy, przyglądam się skórze. Lubię książki naukowe. To moja seksowniejsza wersja takich wydawnictw.

Maisie, to twoja pierwsza wystawa indywidualna. Dlaczego zorganizowałaś ją teraz?
Maisie: Z powodów praktycznych, finansowych, czasowych itd. Nie zdawałam sobie sprawy, jak wiele wysiłku trzeba w to włożyć. To była niezła przygoda i jestem bardzo szczęśliwa z tego, co z niej wynikło oraz z tego, kto się zaangażował.

Mia, co w pracach Maisie sprawiło, że postanowiłaś zostać kuratorką jej pierwszej wystawy indywidualnej?
Mia: Prace Maisie mnie przyciągają i inspirują. Na jej Instagramie dostrzegłam coś wyjątkowego — chociaż jest zabawny, unika banałów. Potem spotkałyśmy się po raz pierwszy — w sprawie wystawy zbiorowej — i stwierdziłam, że bardzo chcę z nią pracować. Współpracuję tylko z ludźmi, których naprawdę podziwiam, szanuję i z którymi chcę spędzać czas. Nauczyłam się tego na błędach! Przed Maisie rysuje się świetlana przyszłość, a jej nowe prace są niesamowite.

Jak opisałabyś wystawę komuś, kto nigdy nie widział prac Maisie?
Mia: Seksowna.

Z czego jesteście najbardziej dumne?
Mia: Ze świadomości, że upór popłaca. Czasem jest ciężko, gdy się pracuje i pracuje i nic się nie dzieje. Jednakże ciężka praca jest kluczem do sukcesu i powinna napawać dumą. Ta wystawa tego dowodzi.
Maisie: Bardzo mi to pochlebia.

Wiele twoich prac cyrkuluje w internecie. Jak myślisz, jak fizyczna przestrzeń galerii wpłynie na doświadczenie widzów, podziwiających twoje zdjęcia?
Maisie: To mnie najbardziej ekscytuje. Od dawna zamieszczam prace w internecie i już mnie to nie satysfakcjonuje. Trochę się denerwuję. Stworzyłam tę przestrzeń i chcę, żeby to było bardzo angażujące przeżycie, ale nie mam żadnego doświadczenia z instalacjami. Czuję, że zebrałam odpowiednie składniki i mam nadzieję, że wszystko zadziała. Z drugiej strony to trochę przerażające, bo czasem robię pyszne sosy, a czasem lądują od razu w koszu. Cieszę się ze współpracy z Azzi Glassler — tworzy zapach na wystawę. Uwielbiam zapachy, uważam że powonienie to najbardziej sugestywny zmysł. Praca z perfumiarką jest spełnieniem moich marzeń.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Co próbujesz powiedzieć na temat płci, piękna i seksualności poprzez swoje zdjęcia?
Maisie: Każdego dnia przekonuje się nas, żebyśmy źle się z czymś czuły — przeważnie z wieloma rzeczami naraz. Ze wszystkich stron słyszymy tylko: „Bądź czysta, a nie obleśna! Bądź uprzejma i nie pierdź. Nie bądź gruba! Nie bądź zbyt napalona!". Czasem miło poczuć zupełne przeciwieństwo. Nie uważam, że to radykalne posunięcie — to po prostu sposób na przetrwanie.

Jak myślicie, co ta wystawa mówi o kobietach?
Mia: Wrzucanie wszystkich kobiet do jednej kategorii jest niebezpieczne. Nie uważam, że prace Maisie traktują o „kobietach". Są o uczuciach, emocjach, ideach i tym jak je swobodnie wyrażać.
Maisie: Nie sądzę, że dotyczą konkretnie płci, chociaż niedawno rozmawiałam z przyjacielem, który stwierdził, że kobiety mają mniej czasu na wyrażanie swojej seksualności niż mężczyźni. Z marszu nie przychodzi mi do głowy żaden film, w którym główna bohaterka ma seksualną kontrolę i nie jest przedstawiona jako stuknięta. Nie miałyśmy punktów odniesienia, więc tworzyłyśmy własne po drodze. Dlatego to takie skomplikowane i niesamowite.

Maisie, mówiłaś coś o zamykaniu pracy — czy możesz to rozwinąć?
Maisie: Czasem czuję się obciążona swoimi pracami, bo są bardzo osobiste. Chcę wtedy przeskoczyć do innych tematów, co ciężko zrobić bez momentu kulminacyjnego z obecną pracą. Wystawa jest na to świetnym sposobem.

„Grass, Peony, Bum" w londyńskiej galerii TJ Boulting można podziwiać od 16 maja do 24 czerwca 2017 roku. Wystawa jest częścią nocy muzeów w dzielnicy Fitzrovia we współpracy z Photo London, gdzie prace Maisie będą pokazywane na stanowisku TJ Boulting w dziale „Odkrycia" razem z takimi artystkami, jak Juno Calypso.

Przeczytaj też:

Kredyty


Zdjęcia: Maisie Cousins

Tagged:
Kultura
Maisie Cousins
Wystawa
ciało
grass peony bum
mia pfeifer