Reklama

2016: rok, w którym kobiety dały się nabrać

Myślałyśmy, że mamy już wszystko, ale tak naprawdę mamy niewiele.

tekst Kathy Iandoli
|
03 Styczeń 2017, 2:25pm

W 1998 roku Lauryn Hill opisywała problemy kobiet robiących karierę w kawałku „Superstar" z albumu „Miseducation of Lauryn Hill". Dla większości kobiet sytuacja wcale się nie zmieniła. Rok 2016 był pełen nagłych zwrotów akcji — na korzyść, na niekorzyść, pełnych buntu i rozpaczy. Jeśli jesteś kobietą, przez większość roku pewnie nie mogłaś się zdecydować, czy się śmiać, czy płakać.

Myślałyśmy, że mamy już wszystko, ale tak naprawdę mamy niewiele.

Zaczęło się na początku roku, gdy Amerykanie spodziewali się pierwszej kobiety na stanowisku prezydenta. Hillary Clinton teoretycznie mogła stanąć na czele Stanów Zjednoczonych. Grupy lewicowców i prawicowców były co prawda urażone, że nadchodzi kolejna era Clintonów, ale sama idea, że kobiety zaszły w polityce tak daleko, już coś znaczyła. Clinton udało się wygrzebać spod memów, które sugerowały, że nie zna dyskografii Wu-Tang Clanu tak dobrze, jak kontrkandydat, Bernie Sanders. Dała sobie radę z niezręcznymi próbami trafienia do młodszych wyborców (głupimi tańcami w programach telewizyjnych) i najbardziej sarkastycznym ghostwriterem tweetów na świecie. Dostała nominację demokratów, przeszła do historii jako pierwsza kobieta w roli kandydatki na prezydenta z ramienia dużej partii. Wszyscy wiemy, jak ta historia się skończyła. Amerykański prezydent elekt Donald Trump i wiceprezydent elekt, Mike Pence, są zaprzeczeniem wszystkiego związanego z postępem w kwestii praw kobiet. Kobiety doświadczyły więc na pozór przełomowego momentu w polityce, który jednak przyćmiła chmura mizoginii, wisząca nad krajem, jak brudna skarpetka na klamce w pokoju hotelowym. Nie dotyczyło to tylko polityki.

W lutym Kesha nie mogła uwolnić się od kontraktu, który wiązał ją z Dr. Lukiem — producentem, którego oskarżyła o napaść na tle seksualnym. Jej błaganie, rozpacz, cierpienie — wszystko na nic. W kwietniu sędzia odrzucił jej zarzuty. W sierpniu Kesha wycofała pozew, ale nie dlatego, ze Luke się przyznał, ale dlatego, że miała już dosyć. W grudniu została nagrodzona przez Billboard statuetką dla pionierki. Co za gorzko-słodkie zakończenie roku.

W kwietniu nagle straciliśmy Prince'a. Gdy nadszedł czas, by uczcić jego pamięć, wydawało się, że Madonna — jego rówieśniczka — jest naturalnym wyborem. W końcu kto inny mógł to zrobić? Whitney Houston odeszła, Michael Jackson też. Nawet Davida Bowiego już z nami nie ma. W takim razie Madonna była idealna. Tak nam się przynajmniej wydawało. Po jej hołdzie na gali Billboard Music Awards spotkała się z falą krytyki. Usłyszała, że nie nadawała się do oddawania hołdu swojemu przyjacielowi. Wyśmiewano ją, nazywaną staruchą, zmieniano w memy, a potem w grudniu nagrodzono statuetką kobiety roku Billboard. W trakcie przemowy nawiązała do swojej nieustannej walki z seksizmem, która trwa od początków jej kariery. Opowiedziała też o brutalnym gwałcie na dachu, którego doświadczyła po przeprowadzce do Nowego Jorku.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Beyoncé wydała szósty album studyjny „Lemonade" we właściwym sobie stylu. To było wielkie wydarzenie na HBO, a każda sekunda projektu pokazywała nowe, świeże wizualizacje. Album oddaje cześć czarnym kobietom, ale mówi też o zdradzie i wybaczeniu, które jest długim i skomplikowanym procesem. W końcu mowa o Beyoncé, więc oczywiście wszystko było idealne, ale na każdego fana Bey przypadnie jakiś hejter, który wyskakuje z krzaków ze swoimi niedorzecznymi tekstami. Hejterzy od premiery teledysku „Formation" oskarżali ją o „odwrotny rasizm". Posądzali ją o nienawiść do policji, a potem o przygarnięcie Jaya Z z powrotem po zdradzie — tę teorię oparli wyłącznie o teksty piosenek. Nienawiść przelewała się po obu strojach. Rachel Roy, którą posądzano o romans z raperem, zyskała nowe wpisy w biografii na Wikipedii. Ktoś napisał, że jest „panienką na boku" i zmarła przez „Lemonade".

Raperka Young M.A. pięła się po szczeblach hiphopowej kariery. Jej kawałek „OOOUUU" podbił serca nowojorczyków, a następnie reszty fanów gatunku. M.A. wymyka się uprzedzeniom i stereotypom dotyczącym płci. Wideo do jej hitu obejrzano na YouTube już prawie 143 mln razy, nazywa się nową sensacją z Nowego Jorku, ale też mizoginką w związku z tekstami jej piosenek. Pełno paradoksów.

„Sądzę, że ja i Taylor nadal moglibyśmy uprawiać seks. Dlaczego? Bo dzięki mnie ta suka jest sławna", Kanye West zarapował w kawałku „Famous". Taylor Swift odbierając nagrodę Grammy za album roku, nawiązała do jego słów: „Jako pierwsza kobieta, która wygrała tę nagrodę dwa razy, chcę powiedzieć coś wszystkim dziewczynom. Na waszej drodze staną ludzie, którzy będą chcieli umniejszyć waszym sukcesom lub przypisać sobie zasługi za wasze osiągnięcia i sławę", powiedziała dobitnie. Kilka miesięcy później Kim Kardashian wyciągnęła z szuflady (a raczej z telefonu) dowód na to, że Kanye dostał od Taylor zgodę na użycie jej imienia nadaremno. Kim zamieściła filmiki z ich rozmowy na Snapchacie. Jednak w konwersacji nie pada słowo „suka", a także nie ma mowy o teledysku z nagimi figurami woskowymi w łóżku.

Dla znanych kobiet to był lot pełen wzlotów i upadków. Czy część z tych ciosów zadałyśmy sobie same? Z pewnością. Obserwujemy, jak nawet najbardziej uwielbiane kobiety świata są najpierw opiewane, a potem linczowane — tak, jak mówiła Lauryn Hill. Powinnyśmy wyciągnąć z tego nauczkę. Im więcej się zmienia, tym bardziej wszystko pozostaje po staremu. Pewne wydarzenia przeszły do historii, a inne pokazały, że historia lubi się powtarzać. W pewnym sensie weszłyśmy w anabiozę, stan śmierci pozornej — czyli obniżenia aktywności życiowej organizmu, w związku z niesprzyjającymi warunkami zewnętrznymi. Co przyniesie nam rok 2017? W jaki świat wkraczamy? W ten sam, w który weszłyśmy w 2016.

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Kathy Iandoli
Zdjęcie: Teledysk „Formation"