absurdalny świat sztuki

„Zwierzęta Nocy” Toma Forda są karykaturalnym portretem współczesnej sztuki.

tekst Philippa Snow
|
21 Listopad 2016, 11:35am

Nigdy, przenigdy nie staraj się o pracę w świecie sztuki i nigdy nie wiąż się ani nie kończ związku z pisarzem. Zarówno, jedno jak i drugie skutkuje złamanym sercem lub ogólnym poczuciem żalu - odczuwanym raz na jakiś czas albo nieustannie. Istne prawo dżungli. W „Zwierzętach nocy" Susan (grana przez Amy Adams) uczy się obu tych zasad na własnych błędach. Po pierwsze nienawidzi swojej pracy, a po drugie dostaje nagle dziwaczny, niepokojący maszynopis powieści, jaką napisał jej były mąż. Czyli dzień jak co dzień w branży kreatywnej.

Jako założycielka ogromnej galerii (której najnowsza wystawa to instalacja wideo, przedstawiająca tańczące, nagie, otyłe kobiety ubrane w czapki mażoretek) Susan jest zmuszona przemyśleć swoje położenie i wybory życiowe. W galerii stoją też rzeźby, przedstawiające te same puszyste panie — są ogromne i realistyczne, a każda z nich wygląda, jak spod ręki Rona Muecka. Tłum odwiedzający wernisaż praktycznie oblewa je szampanem. Tak właściwie to obecność podobnych dzieł w galerii sztuki nie byłaby niczym niecodziennym. Jak można się domyślić, postać Susan uważa je za żenujące. Alternatywna metafora: wyobraź sobie świat otyłych striptizerek z filmu „Trash Humpers" Korine'a, sfotografowany przez Philipa-Lorca diCorcię. Albo coś w stylu reklamy Dove w reżyserii Davida Lyncha. Już rozumiecie? Niezbyt pochlebny widok - ideowo ani moralnie. Czy mamy pomyśleć, że rzeźby są złośliwe i kiczowate? Czy mamy się śmiać z ogromnej pretensjonalności świata sztuki?

„Sztuka jest doskonała", Susan mówi do Carlosa — męża swojej przyjaciółki, o którym wszyscy wiedzą, że jest gejem. Tom Ford jest bardziej tomfordowy niż kiedykolwiek i męską połówkę tego osobliwego, lawendowego małżeństwa zdecydował się odziać właśnie w tę barwę. Przez idealne 10 minut gra go Michael Sheen i przez całe 10 minut żałujesz, że to nie on - razem ze swoją szaloną, odzianą w kaftan żoną - jest głównym bohaterem filmu. „Nikt tak naprawdę nie lubi swojej pracy", Carlos mówi naszej bohaterce. Patrząc na Susan, tułającą się po ogromnej, zimnej willi i narzekającą na byłego męża, Tony'ego, nie sposób mu nie wierzyć - nie przychodzi mi na myśl nic, co miałoby w sobie mniej życia. Kiedy Susan dostaje przesyłkę zawierającą powieść Tony'ego, wydaje się ona praktycznie rozanielona swoim strachem. Książka to thriller, w którym przypominająca ją bohaterka wraz z córką pada ofiarą prymitywnych potworów podczas podróży do Marfy w Teksasie. To na pewno lepsza rozrywka niż targi sztuki Art Basel.

Jesteśmy też na Facebooku, polub nasz fanpage i-D Polska

Susan to typowa dziewczyna ze świata sztuki. Dlatego używa makijażu, żeby nanieść barwy wojenne, zupełnie jak gdyby grała w teatrze Kabuki. Jej włosy zostały opisane przez recenzentów jako „wyprostowane", „doskonałe", „wylakierowane", „sztywne", „zaczesane na bok" oraz „boskie i odwracające uwagę". Nie można po prostu napisać „na kuratorkę"? Należy również do fanek podkładu, który sprawia, że wydaje się bardziej martwa niż jej postać w pokręconej książce byłego męża. Wydaje się, że jest właścicielką przynajmniej kilku golfów, może dlatego, że Ford nie boi się banałów. Jak pisze Anthony Lane z New Yorkera, Amy ma na sobie „okulary nieco większe niż gogle spawacza". Nikt nie odważyłby się powiedzieć, że to nietrafiony portret. Najlepszym żartem jest smutny, balonowy pies Jeffa Koonsa, marniejący na terenie modernistycznej posesji, o którego obijają się liny ze stojącego obok podnośnika. Widok wielkiego, dziwnego obiektu moknącego w deszczu jest niczym metafora życia Susan — depresyjny lans bez konkretnego celu. Drugie miejsce na piedestale śmieszności zajmuje moment, w którym iPhone asystentki galerii (granej przez Jenę Malone) zostaje roztrzaskany na kawałki, co sama zainteresowana beznamiętnie komentuje: „Nie szkodzi. I tak za tydzień wychodzi nowy". Nie zdziwiłoby mnie wcale, gdyby prawdziwy kurator w ten sposób skomentował artystę, którego dzieła sprzedaje. „Wrzucimy po prostu parę rzeczy kogoś świeżego z LA", Susan mówi do męża. „Ludzie pomyślą, że wyprzedzamy trendy, a nie że jesteśmy spłukani".

Spadek na liście najlepszych artystów magazynu Art Review jest ciężki - nawet cięższy niż batalia z przydrożnymi konserwatystami, zamieszkującymi południowe stany. Kolejny archetyp, który nieświadomie serwuje nam Ford, przybiera postać Raya — mordercy-gwałciciela granego przez Aarona Taylora-Johnsona. Jego status wsioka podważa idealna koszula w stylu lat 70., twarz modela i niebywale lansiarskie zielone buty (czyżby instalacja artystyczna Prada Marfa, będąca repliką butiku włoskiej marki, rozpoczęła sprzedaż?). „[Tom Ford] osobiście wyprostował mi włosy!" Aaron rozbrajająco pochwalił się nam w wywiadzie. „Sam to zrobił!". W efekcie całość nie przypomina „Wzgórza mają oczy", ale raczej zimne piwko w londyńskiej galerii Bold Tendencies. Niewielu przynależących do świata sztuki może się pochwalić mężem, który wygląda jak Armie Hammer — mężczyzna tak idealny, że aż nie zapada w pamięć. Równie dobrze mogłoby go grać carskie jajo z wielkim napisem „Przystojniak". Pojawia się również więcej postaci pokroju Raya. Znajdziesz ich przy darmowym barze. Jeśli nie łączy ich przemoc, południowy akcent i szalona masakra na ulicy, mają mniej więcej takie samo poczucie, że coś im się należy.

„Wyszukana estetyka 'Zwierząt Nocy' to w dużej mierze dzieło Forda - przepięknie wytaliowany płaszcz Susan i jej ekstrawaganckie buty; wielki, modnie minimalistyczny szklany dom oraz nagi portret Johna Currina nad jej biurkiem. Wyglądają naprawdę fajnie, jak coś, co chcesz ostentacyjnie posiadać", pisze lekko zdezorientowany recenzent Time. „Czy Ford kocha te rzeczy, a może nimi gardzi?". W pewnym momencie widzimy wiszący w galerii obraz z wielkim białym napisem „REVENGE" (zemsta) na czarnym tle. Jeśli imię artysty zostało wypowiedziane, to mi umknęło, ale to nie ma znaczenia - tak wyszukane jest to dzieło. Jego przekaz może dotyczyć wszystkiego i autorem mógł być każdy. Styl kobiety Toma Forda przypomina bardziej Ziegfelda niż Zwirnera - w galerystce jest coś z dominy. Czy to dlatego tak często oglądamy ją w barwach wojennych?

Kolokwialnie ujmując Susan to zimna suka i dzięki temu udaje się jej wszystko załatwić i dopiąć na ostatni guzik. Dlatego też jest po rozwodzie. Ale to nie ważne - nerwica jest jej nieodzownym elementem, jak samo jak golf, sztywna fryzura i „okulary większe niż gogle spawacza". „Chciałem umieścić historię we współczesnym świecie sztuki", reżyser powiedział dziennikarzom na biennale w Wenecji. „Chciałem podkreślić jego niedorzeczność". Jak mawiają w Teksasie (z którego pochodzi Ford) - Bóg pomaga tym, którzy pomagają sobie sami. W świecie sztuki, każdy pomaga sobie aż do granic absurdu, dzień w dzień. Gdyby tylko Tom Ford prostował nam włosy...

Przeczytaj też:

Kredyty


Tekst: Philippa Snow